Nadszedł czas, by pożegnać się z serialem, który podbił serca milionów. Orange Is The New Black po siedmiu sezonach doczekał się finału. Ale czy było to pożegnanie godne wszystkich bohaterek?

Jedna z najgłośniejszych i najlepszych produkcji Netflixa ostatnich lat. Stworzony przez Jenji Kohan na podstawie książki Dziewczyny z Danbury. Orange Is The New Black autorstwa Piper Kerman wywołał ekranową rewolucję. Także w sercach swoich fanów. Kiedy granica winy i brutalności zostaje przekroczona? Perypetie osadzonych z Litchfield często stawiały nas przed tym pytaniem. Jednak nie jestem pewna czy finałowemu sezonowi udało się sprostać wysoko postawionej poprzeczce i udzielić na nie w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.

Women power

Od 2013 roku obserwowaliśmy, jak główne bohaterki walczą nie tylko z systemem, ale przede wszystkich z własnymi emocjami. Na tym przecież skupia się autentyczna historia Piper (Tylor Schilling), która spędziła półtora roku w więzieniu federalnym za przemyt brudnych pieniędzy z narkotykowych transakcji. I chociaż to od niej wszystko się zaczęło, OITNB przywiązał fanów do wielu innych osadzonych i ich tragicznych historii. Te wszystkie kobiety, działające w grupach lub samotnie, jednocześnie stanowiły największą siłę i słabość ośrodka w Litchfield. Z każdą kolejną serią granice wybieranych przez nie nisz zacierały się, na rzecz wzajemnego wsparcia. W tak drastycznym odcięciu od świata zewnętrznego tylko to im pozostało. Każda jednak robiła co może, aby utrzymać się na powierzchni, zmieniając swoje przyzwyczajenia i charaktery. Lub zupełnie odwrotnie – uwalniając to, czego od dawna się bała.

Osadzone, będące kulturowo-etniczną mieszanką wybuchową, pozwoliły widzom niemal od samego początku wybrać: kochać czy nienawidzić. Dilerki, morderczynie, oszustki, dzieciobójczynie. I jednej celi, w jednej stołówce i z jednym celem. Być wolną.

Piekło na ziemi

Życie w więzieniu to nie bajka. Orange Is The New Black od startu dawał to bardzo wyraźnie do zrozumienia. Dosłowne i metaforyczne upadki często przeplatały się z dużą dawką humoru, który pozwalał więźniarkom przeżyć. Nie brakowało również romansów, czasami wręcz niespodziewanych. I chociaż żadnej z nich nie można odmówić tragicznej historii, niektóre z nich stawały na podium życiowej tragedii i niepowodzenia. Piper i jej miłość Alex (Laura Prepon), Red (Kate Mulgrew), Lorna (Yael Stone), Taystee (Danielle Brooks), Cindy (Adrienne C. Moore), Pennsatucky (Taryn Manning), Daya (Dascha Polanco) czy Suzanne (Uzo Aduba). To one stanowiły o przebiegu finałowego sezonu, ale także osadzonym wcześniejszych serii nie można odmówić okrutnego końca. Serial pokazywał usilną, lecz najczęściej bezskuteczną walkę z systemem. Systemem odczłowieczania i poniżania. I chociaż zdarzały się przypadki ludzi porządnych i wręcz przychylnych, były tylko płotkami w morzu pomarańczowych kombinezonów. Brutalna rzeczywistość strzela prawdą w oczy: nie ma równych szans, nie ma sprawiedliwości, nie ma szczęścia.

Finał. Do widzenia, Litchfield

Ostatni sezon Orange Is The New Black miał zakończyć wszystkie wątki, ale kilka także rozpoczął. Pojawiły się nowe postacie takie jak Zelda (Alicia Witt) czy Shani (Marie Lou-Nahhas) i silny w tych trzynastu odcinkach problem imigracji, który przypomniał o kilku osadzonych. Chociaż istotny, wprowadził w zakończeniu wiele chaosu, uniemożliwiając jednocześnie satysfakcjonujące wyjaśnienia każdej historii. Niewątpliwie w paru przypadkach udało się to bezbłędnie, co doprowadziło do wielu bolesnych pożegnań. Brutalność prawdziwego obrazu Ameryki odczuła także Piper, która na wolności czuła się w więzieniu bardziej niż za kratami. Życie i osobowość po więziennych doświadczeniach zmienia się bezpowrotnie. Grę na emocjach potęgowała dodatkowo świadomość o rychłym zakończeniu, przez co naprawdę spodziewałam się bomby. Nie można narzekać na różnorodność, połączenia i smaczki. Pomysł gonił pomysł. Chociaż nie brakuje mi zastrzeżeń do niektórych pożegnań, życie fanów poza kratami Litchfield zakończyło epokę. Społeczne niesprawiedliwości i chory system opakowany w słodko-gorzki humor zamkniętego świata więzienia nadały pojęciu serialu nowy wymiar. I tego będzie mi brakować najbardziej.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: YouTube