Skoki narciarskie w okresie letnim nie cieszą się dużą popularnością. Cykl Letniej Grand Prix przez wielu kibiców traktowany jest często jako zupełnie inna dyscyplina niż ta rozgrywana zimą. Należy jednak pamiętać, że często lato jest momentem, w którym następuje zmiana pokoleniowa oraz przegrupowanie kadr przed nadchodzącym sezonem.

Przed nami schyłek lata, więc jesteśmy na ostatniej prostej przed sezonem zimowym. Do końca Letniej Grand Prix, pozostały jedynie zawody w Hinzenbach oraz Klingenthal, które rozstrzygną, kto zostanie królem lata. W klasyfikacji generalnej dominują Japończycy, którzy od roku notują wyraźny progres formy. Już w poprzednim sezonie zimowym japońscy skoczkowie odważniej zapukali do światowej czołówki.

Doskonały sezon Ryoyu Kobayashiego, brązowy medal zdobyty drużynowo na Mistrzostwach Świata w Seefeld oraz trzecie miejsce w Pucharze Narodów są doskonałymi przykładami na płynnie przeprowadzoną zmianę pokoleniową w kadrze Japonii. Architektem sukcesów Japończyków jest niewątpliwie trener Hideharu Miyahira, który odważniej zaczął stawiać na młodzież, promując w obecnym sezonie letnim m.in Yukena Iwasę czy Keiichi Sato.

Wiekowa kadra

Trener Michal Dolezal, obejmujący kadrę A po Stefanie Horngacherze, otrzymał od Polskiego Związku Narciarskiego bardzo trudne zadanie. Nawiązanie do sukcesów jakie z polską kadrą odniósł Austriak może być zadaniem z kategorii niewykonalnych. Natomiast w najbliższym czasie głównym wyzwaniem dla Dolezala może okazać się odmłodzenie polskiej kadry, która jest zaawansowana wiekowo.

Już poprzedniej zimy Biało-Czerwoni byli drużyną doświadczoną, opartą w dużej mierze na zawodnikach, którzy pamiętali współpracę z Horngacherem, gdy ten w latach 2004-2006 był trenerem kadry B. Największa gwiazda polskiej drużyny, czyli Kamil Stoch jest już zawodnikiem bardzo doświadczonym, a wiek (32 lata) z pewnością stawia przed sportowcem znacznie większe wyzwania.

Następcy mistrza

Przez trzy ostatnie sezony polscy skoczkowie wygrali niemalże wszystko. Życiowe wyniki osiągali Piotr Żyła (4. miejsce w klasyfikacji generalnej w sezonie 2018/2019), Maciej Kot (wygrane zawody PŚ w Sapporo oraz PyeongChang), Dawid Kubacki (indywidualny Mistrz Świata z Seefeld) czy Stefan Hula (brąz na igrzyskach w drużynie). Kto zatem może stać się następcą złotego pokolenia polskich skoków?

Pełen potencjał swoich możliwości w poprzednim sezonie pokazał Jakub Wolny. Mistrz Świata Juniorów z 2014 roku (indywidualnie oraz w drużynie) dopiero w poprzednim sezonie „doskoczył” do światowej czołówki, notując jak dotąd najlepszy sezon w karierze (22 miejsce). Wśród juniorów aktualnie bardzo dobrą formę prezentuje dwudziestoletni Paweł Wąsek, który dobrymi startami (4. miejsce w Hakubie) może okazać się pełnoetatowym zawodnikiem Pucharu Świata w najbliższym sezonie.

Uzupełnieniem składu pierwszej drużyny do nadchodzących skoków zimowych może okazać się zaplecze prowadzone przez trenera Macieja Maciusiaka. Poszukujący formy od kilku sezonów Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka i przywrócony do kadr – Andrzej Stękała po pełnym okresie przygotowawczym wydają się mocnymi ogniwami w układance sztabu trenerskiego.

Co dalej?

Trudno ocenić jak długo potrwa kariera Huli, Żyły czy Stocha. Na tę chwilę żaden z zawodników nie zapowiedział swojego pożegnania ze skokami w najbliższym czasie, lecz trzeba liczyć się z tym, że kariera sportowca kiedyś się kończy.

Obecnie polska kadra wydaje się posiadać zaplecze sportowe mogące gwarantować płynność pokoleniową. Wyzwaniem dla trenera Dolezala będzie przeprowadzić w najbliższych latach płynną wymianę składu i nie dopuścić do sytuacji, w której znaleźli się Finowie. Po zakończeniu karier przez największe gwiazdy – Hautamakiego i Ahonena,  reprezentacja Finlandii od dekady bezskutecznie stara się nawiązać do sukcesów sportowych sprzed lat.


Autor: Michał Pasek
Zdjęcie: Instagram