Nie ma wątpliwości, że jesteśmy roszczeniowym pokoleniem. Dziennikarka Joel Stein w amerykańskim tygodniku „Time” nazwała to „Pokoleniem Ja Ja Ja”. Od urodzenia uczymy się stawiać wymagania otaczającemu nas światu oraz spotykanym przez nas ludziom. „Płacę to wymagam” – to określenie, które coraz częściej pada z ust młodych ludzi. Z jednej strony takie podejście ułatwia życie, z drugiej jednak nie dostrzegamy konsekwencji naszego egoizmu.

Brak empatii wśród zachodniego społeczeństwa może mieć różne przyczyny. Być może takie podejście to wynik zanikania wielopokoleniowych i wielodzietnych rodzin. W dużej rodzinie od dziecka zmuszeni jesteśmy pomagać sobie nawzajem i wczuwać się w sytuację innych.

Rodzice jedynaka za to wciąż chuchają i dmuchają na swoje dziecko. Bez przerwy myślą, jak zapewnić mu godną przyszłość. W efekcie, skupienie się tylko na własnej osobie jest dla dziecka naturalne.

Może jednak takie wychowanie przygotowuje też w pewien sposób do wyścigu szczurów i życia w konsumpcyjnym świecie? Świecie, gdzie jabłka muszą mieć konkretny rozmiar i ładnie się błyszczeć, ponieważ w innym wypadku nie trafią na sklepowe pułki. Analogicznie zresztą jest z ludźmi.

Natrętni sprzedawcy

„Na Jamajce nie podobało mi się, że każdy na ulicy chciał mi coś sprzedać albo namówić na przejazd taksówką.” Takie zdanie usłyszałem od pewnej studentki, kiedy podczas przerwy, paliliśmy papierosa przed budynkiem uniwersytetu.

Nie chciałem okazywać pogardy dla takiego sposobu myślenia, ponieważ wiem skąd się ono bierze. Zresztą, nie ukrywam, sam tak kiedyś myślałem. Powód jest prosty: jeżeli nigdy nie pracowaliśmy w charakterze sprzedawcy albo taksówkarza, nie zrozumiemy z czym ten zawód się wiąże.

„Bike taxi! Cykeltaxa!”

Jeżdżenie na rowerowej taksówce było moją pierwszą naprawdę ciężką pracą. Zostałem taksówkarzem w zupełnie obcym dla mnie mieście – Kopenhadze. Nie spodziewałem się jak dużo doświadczenia trzeba zdobyć, żeby z wożenia ludzi rikszą cokolwiek zarobić. To naprawdę sztuka najpierw namówić klienta na kurs, a później doprowadzić do takiego kompromisu, żeby i klient i kierowca byli zadowoleni ze stawki.

Po kilku tygodniach nauczyłem się, że jeśli nie będę wołał z całych sił „Cykeltaxa!”, to liczba moich klientów będzie znikoma. A gdy zainteresowany podejdzie już do roweru, muszę mieć przygotowaną dobrą „bajerę”. Ta praca jednak przede wszystkim zupełnie odwróciła mój sposób myślenia o ludziach, których zawód polega na świadczeniu usług innym.

Napiwek? A po co?

Podróżując po Azji, gdzie targowanie się jest na porządku dziennym, a ceny dla przeciętnego Europejczyka są śmiesznie niskie, nabieramy przekonania, że przewoźnik powinien wykonać dla nas kurs prawie za darmo. Czasem jednak okazuje się, że wszyscy kierowcy w okolicy nie zamierzają spuścić ceny poniżej ustalonej przez nich wspólnej kwoty.


W takiej sytuacji, nie należy narzekać, bo jest to mechanizm, który wyklucza niezdrową konkurencję. Jeśli zaś ktoś zgodzi się na bardzo niską cenę, dobrze jest dać mu pod koniec napiwek. Być może taki gest będzie dla niego przełomem kończącym złą passę tego dnia? A co do nas samych, to możliwe, że karma do nas wróci. Do mnie wracała często.

Czuć się lepiej ze sobą

Wspomniane przykłady analogicznie odnoszą się do spojrzenia na innych, „usługujących” nam ludzi. Obraz roszczeniowego człowieka zachodu jest oczywiście pewnym stereotypem, jednak niewątpliwie ma w sobie więcej, niż ziarno prawdy. Pracowanie w podróży poszerzy naszą perspektywę na innych ludzi i siebie samego.

Warto wykazywać empatię, szczególnie podróżując, kiedy to za okazaną dobroć często w zamian dostaniemy coś innego. Choćby ciekawe historie.   


Autor: Kamil Kuchta

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEwolucja języka, czyli co to znaczy?
Następny artykułAntykabaret, czyli dobry wieczór z inteligentnym żartem
Nigdy nie był typem samotnika. Lubi zarówno słuchać, jak i opowiadać. Od kilku lat zafascynowany podróżami, zbiera ciekawe historie od innych. Lubi dzielić się nimi pisząc teksty, czy opowiadając o nich w radiu. Prowadzi audycję Backpacker Cave w Uniradiu, oraz pisze dla Nowego Dziennikarstwa i dla portalu miejscawewrocławiu.pl