Kinematografia niemiecka istnieje i ma się całkiem dobrze. Zaskoczeni? Cóż, w takim razie chyba najwyższa pora na zapoznanie się z filmami autorstwa naszych sąsiadów. Zacznijmy od klasyków. Nie wierzcie mi na słowo, że są ponadprzeciętne – sprawdźcie to! – pisze z Berlina Izabella Kmieć.

 

Zarezerwujcie kilka godzin i zaopatrzcie się w yerba mate, bo jest co oglądać. A jako przedsmak tej niepodważalnej rozrywki, zapoznajcie się z trailerami – wystarczy, że klikniecie na zdjęcie.

*

  1. Gabinet doktora Caligari (Das Cabinet des Dr. Caligari), reż. Robert Wiene

Niemy film grozy z 1920 roku, który dał początek ekspresjonizmowi w niemieckiej kinematografii. W tytułowego doktora Caligari wcielił się Werner Krauss. Tajemnicze morderstwa, lunatyzm, szpital psychiatryczny – brzmi zachęcająco? Przeznaczcie 71 minut (hej, to nawet mniej niż jeden wykład!) wolnego czasu i sprawdźcie, czy niemal 100 lat po premierze jest się czego bać.

caligari*

  1. Nosferatu – symfonia grozy (Nosferatu, eine Symphonie des Grauens), reż. F. W. Murnau

Wkręceni w mroczne klimaty? Idżmy za ciosem! Rok 1922 i pierwsze spotkanie z Draculą na wielkim ekranie. Swoją drogą – to cud, że możemy ten film oglądać. Reżyser musiał usunąć wszystkie jego kopie po komplikacjach związanych z prawami autorskimi – wzorował się bowiem na powieści „Dracula” Brama Stokera. W rolę legendarnego wampira wcielił się Max Schreck (swoją drogą – der Schreck, to po niemiecku strach), którego naprawdę podejrzewano o krwiopijcze skołonności…

nosferatu

*

  1. Metropolis, reż. Fritz Lang

No dobra, zmieniamy imprezę. Już nie powinno być tak strasznie, bo Metropolis to nie horror, a science fiction z 1927 roku. Chociaż szczerze mówiąc, fabuła przerazić może bardziej niż czyhający za rogiem wampir. Społeczeństwo kastowe, szalony naukowiec, roboty, nawiązania do Biblii i oczywiście miłość… Nie jest to obraz idylliczny, delikatnie rzecz ujmując. Film nie odniósł wielkiego sukcesu i był cenzurowany. Jego oryginał uległ zniszczeniu, a wersję uzupełnioną możemy oglądać zaledwie od kilku lat. Warto zobaczyć – choćby dlatego, że to najdroższa produkcja tamtych czasów (swoją drogą – doprowadziła wytwórnię do bankructwa).

metropolis

*

  1. Błękitny anioł (Der Blaue Engel), reż. Josef von Sternberg

Jest i ona. Piękna, zmysłowa, czarująca Marlene Dietrich w filmie z 1930 roku, który przyniósł jej ogromną sławę. A o czym on jest? Destrukcyjny romans profesora z artystką o pseudonimie Lola Lola – chyba nie muszę pisać nic więcej, brzmi wystarczająco interesująco. Jednak dla podsycenia ciekawości dodam, że Marlene podczas kręcenia tego dzieła niemal  została zamordowana przez swojego filmowego partnera, Emila Janningsa (zazdrosna bestia, wiedział, że przy Marlene nie będzie błyszczał)… A scenariusz powstał na kanwie opowiadania Profesor Unrat Heinricha Manna.

blekitny-aniol

*

  1. My, dzieci z dworca Zoo (Christiane F. – Wir Kinder vom Bahnhof ZOO), reż. Uli Edel

Narkotyki, prostytucja i życie w Berlinie Zachodnim. Bazujący na prawdziwej historii (opisanej w książce o tym samym tytule – bardzo polecam!) film z 1981 roku to absolutny klasyk. I po prostu musicie go zobaczyć! W rolę Christiane wcieliła się Natja Brunckhorst, a w ukochanego artystę bohaterki, Davida Bowiego – on sam. Pojawił się z prawdziwym koncertem i zapewnił oryginalną muzykę do filmu. Chciałoby się powiedzieć: Nie ma lipy. Ścieżka dźwiękowa została wydana w formie albumu pod tytułem Christiane F.

my-dzieci

*

 

Dobra, na dzisiaj wystarczy. To co, nadrabiamy zaległości? Challenge accepted? Nie bez powodu w Niemczech odbywa się jeden z ważniejszych festiwali filmowych (Berlinale, coś się obiło o uszy?) – ten kraj ma w kwestii kinematografii sporo do powiedzenia. Widzimy się za kilka tygodni z kolejną porcją klasyków!

 

Autor | Izabella Kmieć