FutureNet Śląsk górą w derbach Wrocławia! Po fantastycznej pierwszej połowie w wykonaniu WKK, Trójkolorowi odrobili straty w trzeciej kwarcie i wygrali całe spotkanie 93:80. Serie trójek, efektowne bloki i napięcie wiszące w powietrzu to było wspaniałe widowisko.

Takiego święta koszykówki nie było we Wrocławiu od dawna. Bilety na hitowe starcie w WKK Sport Center zostały wyprzedane już na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem. Wokół parkietu, oprócz zapełniających trybuny kibiców, swoich ulubieńców dopingowali młodzi zawodnicy WKK Wrocław na specjalnie rozłożonych matach.

Nawałnica WKK

WKK znakomicie rozpoczęło spotkanie. Nie do zatrzymania był Jakub Koelner, który zdobył pierwsze dziewięć z jedenastu punktów swojego zespołu (11:2). Po chwili przełamał się Aleksander Dziewa, notując swój pierwszy celny rzut w spotkaniu. Nie minęło nawet dwadzieścia sekund, a za trzy trafił Michał Jędrzejewski, wyprowadzając WKK na dwucyfrowe prowadzenie (14:4). Trójkolorowi nie złożyli broni i znacznie zmniejszyli stratę (21:18). Na koniec kwarty, trudnym rzutem popisał się Dominik Rutkowski, trafiając za trzy z odchylenia równo z syreną (24:18).

WKK nie zwalniało tempa w drugiej odsłonie. Koszykarze Tomasza Niedbalskiego grali szybko, pewnie i bez kompleksów. Trafiali kolejne rzuty i nie dawali rywalom nawet chwili wytchnienia. Po pięciu minutach ich przewaga wynosiła aż szesnaście oczek (36:20). Trener Radosław Hyży zdecydował się na posłanie na plac boju Sebastiana Bożenko, jednak i to nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Kolejną trójkę trafił Koelner i dorobek punktowy WKK był niemal dwukrotnie większy niż ten Śląska (41:21). Trójkolorowi nieco przebudzili się w ofensywie w ostatnich minutach połowy, jednak wciąż nie potrafili zatrzymać świetnie dysponowanego WKK (51:33).

Z piekła do nieba

Nie wiadomo co powiedział w przerwie zawodnikom Śląska trener Hyży, ale na drugą połowę wyszli zupełnie odmienieni. W niecałe cztery minut odrobili aż dziewięć punktów i ich strata była już zaledwie jednocyfrowa. Kluczowym zawodnikiem okazał się Szymon Tomczak, który nękał rywali po obu stronach parkietu, wykorzystując swoją szybkość i motorykę. Trójkę w indywidualnej akcji trafił Jakub Patoka (59:47), ale po chwili tym samym odpowiedział Robert Skibniewski. Śląsk na tym nie poprzestał. Po trafieniu z półdystansu Krzysztofa Jakóbczyka, doprowadził do wyrównania – 59:59. Po chwili dwa oczka dołożył Rutkowski, ale już w następnej akcji Jakóbczyk przedziurawił siatkę zza łuku i Trójkolorowi objęli pierwsze w spotkaniu prowadzenie (61:59).

Śląsk kontynuował swoją dominację w ostatniej odsłonie. Znakomicie prezentował się Dziewa, który podobnie jak cały zespół Wojskowych, grał w drugiej połowie niczym natchniony. Widowiskowym blokiem popisał się Patoka, zatrzymując rzucającego spod kosza Tomczaka. Skrzydłowy WKK był najjaśniejszą postacią swojego zespołu – na cztery minuty przed końcową syreną, po raz kolejny trafił trójkę sprzed nosa kryjącego go Dziewy. Czwarta kwarta przebiegła już pod kompletne dyktando koszykarzy Śląska, którzy pewnie dowieźli korzystny rezultat do końca.

Taki wynik, w którym prowadzi się wcześniej tak wysoko nie jest zawsze przyjemny dla prowadzących. Weszło w nas rozluźnienie, co było widać w drugiej połowie. Myśleliśmy, że wygraliśmy już cały mecz. Wyszliśmy z myślą „jakoś to będzie” i szybko straciliśmy wszystko co w wypracowaliśmy przez pierwsze dwadzieścia minut zaznacza Dominik Rutkowski, koszykarz WKK Wrocław.

– To był mecz jedyny w swoim rodzaju. W trzeciej kwarcie wróciliśmy z wyniku minus osiemnaście na plus sześć. Potem nabraliśmy już pewności siebie i przechyliliśmy mecz na swoją korzyść. W pierwszej połowie Patoka, Jędrzejewski czy Rutkowski wykorzystywali swoje szansę. Jesteśmy liderami, znamy swoją wartość i takie mecze możemy wygrywać, mamy wielu doświadczonych graczy i każdy wie co robić, aby odrabiać takie straty mówi Norbert Kulon, kapitan FutureNet Śląska Wrocław.

– W drugiej połowie zadziałało doświadczenie Śląska, mimo wszystko. To jest zespół, który ma awansować do ekstraklasy, a my jesteśmy drużyną, która robi małe kroki w tej lidze – komentował Tomasz Niedbalski, trener WKK Wrocław.

– Jestem bardzo dumny z zawodników, bo wrócić z takiej straty jest bardzo trudno na każdym poziomie. Pokazali charakter i determinację i że są lepszym zespołem niż WKK. Trzeba przyznać, że bez Koelnera ich zespół traci z dwadzieścia procent potencjału, bo jest on ich sercem, to jest gracz, który pozwala im grać lepiej. Wystarczyło grać swoją koszykówkę, to co umiemy i robimy regularnie. Trenerzy mogą wymyślać różne taktyki, ale koniec końców trzeba być wdzięcznym za to co zawodnicy zrobili w drugiej połowie podkreśla Radosław Hyży, trener FutureNet Śląska Wrocław.


WKK Wrocław – FutureNet Śląsk Wrocław 80:93 (24:18, 27:15, 10:34, 19:26)

WKK: Patoka 26, Jędrzejewski 15, Rutkowski 14, Koelner 12, Ciechociński 6, Kroczak 3, Pieloch 2, Uberna 2, Fiedukiewicz 0, Kroczak 0, Grzelak 0.

Śląsk: Kulon 23, Dziewa 20, Skibniewski 17, Tomczak 10, Jakóbczyk 9, Bożenko 6, Jarmakowicz 5, Leńczuk 3, Musiał 0.


Autor: Kacper Marciniak
Zdjęcie: FutureNet Śląsk Wrocław