To nie był dobry weekend polskich skoczków. Oba konkursy, zarówno drużynowy, jak i indywidualny w stolicy Norwegii, zakończyły się dla naszych reprezentantów sporym rozczarowaniem. Tym samym Polacy słabo rozpoczęli starty w cyklu Raw Air.

Już piątkowe kwalifikacje były dla naszych skoczków tylko w miarę udane. Jedynie drugi Kamil Stoch i dziewiąty Jakub Wolny oddali w nich skoki na miarę swoich możliwości. Warto o tym wspomnieć, gdyż w cyklu Raw Air triumfuje skoczek, który uzyska na koniec najwyższą łączną notę za skoki w turnieju, a punkty z kwalifikacji do każdego z konkursów indywidualnych też się w nią wliczają.

W sobotę przyszedł czas na konkurs drużynowy. Niestety był on przeprowadzany w bardzo trudnych warunkach. Silny, zmienny wiatr powodował, iż zawody zmieniły się w loterię. Zdarzało się też, że zawodnicy musieli opuszczać belkę startową, gdy podmuchy nie pozwalały na oddanie skoku. Najmocniej odczuł to Jakub Wolny, który dopiero za szóstym razem mógł wykonać swoją próbę. Ponadto doszło do dwóch upadków, gdy Niemiec Stephan Leyhe i Norweg Marius Lindvik dzięki wiatrowi pod narty oddali bardzo dalekie próby, których jednak nie byli w stanie ustać.

Po trzech grupach konkurs układał się dla naszych zawodników pomyślnie. Prowadzili oni w tabeli z przewagą 15 punktów nad drugimi Austriakami. Wtedy jednak potężny cios wyprowadził Norweg Robert Johansson, który skoczył aż 144 metry i ustanowił nowy rekord skoczni. Niestety przy skoku Kamila Stocha znów dały się we znaki zmienne warunki. Po wyjściu z progu Polak dostał silny podmuch wiatru z boku, przez co wytracił prędkość w locie i wylądował na zaledwie 112 metrze. Ten skok zepchnął naszą drużynę na 4. miejsce, a Kamilowi znacznie ograniczył szanse na triumf w całym cyklu.

Po zakończeniu I serii, jury konkursu zebrało się i zadecydowało o odwołaniu dalszej części zawodów. W efekcie tej decyzji triumfatorami „drużynówki” zostali Norwegowie, którzy wyprzedzili Japonię i Austrię. Niestety po raz kolejny w tym sezonie mieliśmy do czynienia z niesprawiedliwym i fatalnie przeprowadzonym konkursem.

Warunki podczas niedzielnego konkursu indywidualnego były lepsze niż dzień wcześniej, choć wciąż daleko było im do ideału. Pierwsza seria została rozegrana jednak w miarę sprawnie. Kamil Stoch po skoku na 125,5 metra zajmował miejsce szóste. Prowadził Austriak Stefan Kraft przed Robertem Johanssonem i swym rodakiem Danielem Huberem. W drugiej serii jednak Polak oddał słaby skok na odległość zaledwie 117 metrów, przez co spadł na 13 miejsce w klasyfikacji końcowej. Zwycięzcą okazał się Johansson, który wyprzedził Krafta i niespodziewanie Słoweńca Petera Prevca, dla którego było to pierwsze podium od ponad dwóch lat.

Ponadto 5. miejsce w tym konkursie zajął Ryoyu Kobayashi co pozwoliło mu powiększyć swoją przewagę w klasyfikacji generalnej PŚ nad Stochem na tyle, że już teraz ma on zapewniony końcowy triumf.

Pozostali Polacy również wypadli słabo. Jakub Wolny zajął 19., Dawid Kubacki 24., a Piotr Żyła 26. miejsce. Stefan Hula i Paweł Wąsek nie awansowali do serii finałowej. W tabeli turnieju Raw Air prowadzi Robert Johannson ze sporą przewagą nad Stefanem Kraftem i Ryoyu Kobayashim. Najwyżej sklasyfikowany z Polaków Kamil Stoch zajmuje 11 miejsce ze stratą prawie 84 punktów do prowadzącego Norwega.

Kolejne zawody już w poniedziałek 11 marca, gdy odbędzie się prolog przed wtorkowym konkursem na skoczni w Lillehammer.


Autor: Bartosz Królikowski
Zdjęcie: Instagram