Kim jest superbohater?  Większość osób odpowiedziałaby na to pytanie, rzucając nazwami takimi jak Superman, Batman, Kapitan Ameryka czy Spiderman. W popkulturze wykreowano konkretny obraz postaci o nadludzkich zdolnościach, która chroni ludzkość. Netflix przekonuje nas jednak, że nie trzeba mieć kolorowej peleryny, by ratować świat.

Rosja, 1 października 1989 rok. Grupka pań ćwicząca na krytym basenie, a wśród nich młoda para — dziewczyna i chłopak nieśmiało flirtujący ze sobą. Niewinny całus i skok do wody. Sielankowy klimat przerywa nagle karmazynowa chmura mącąca kryształową wodę. Czy ktoś tu umarł w pierwszych dwóch minutach pierwszego odcinka?

Odpowiedź brzmi: nie. Wręcz przeciwnie, właśnie mogliśmy podziwiać cud narodzin. Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że chwilę temu dziewczyna jeszcze nie była w ciąży (spokojnie, od całowania nie zachodzi się w ciążę he he), a w pozostałych częściach świata w tym samym czasie urodziło się 42 innych dzieci.

Uwaga, za tydzień koniec świata

Antagoniści w filmach o superbohaterach zawsze jako nadrzędny cel stawiają sobie zniszczenie świata. Nie inaczej jest w The Umbrella Academy. Tutaj jednak nie dostajemy wyraźnych i bezpośrednich sygnałów zbliżającej się katastrofy — wśród bohaterów jest tylko jedna osoba, która jest świadoma zbliżającego się końca.

I to drażni. Drażni, bo przez połowę sezonu ta osoba bezskutecznie próbuje przekonać resztę, że jeśli nic nie zrobią dokładnie za tydzień zginą. Historia niepotrzebnie rozciąga się, w międzyczasie dostajemy wprawdzie równolegle toczące się historie powiązane z głównym wątkiem, ale niektóre sceny nie wnoszą nic.

Będąc już w temacie katastrofy, wspomnieć trzeba o głównych przeciwnikach bohaterów — Hazel Cha Cha to duet pracujący dla organizacji kontrolującej podróże w czasie. Byłoby nudno gdyby para ta była profesjonalistami pokonującymi z łatwością każdą przeszkodę. Wysłannicy organizacji (w rolę których wcielili się Mary J. Blige oraz Cameron Britton) choć są antagonistami, to jednak momentami zdarzało mi się kibicować właśnie im. Szczególnie Blige stworzyła tu mocną postać i miałam wrażenie, że w tym duecie to ona dominuje.

Agenci pracujący dla tajemniczej The Handler (w tej roli Kate Walsh, znana z roli matki Hanny Baker z netfliksowych 13 powodów) to nie tylko bezwzględni tropiciele wykonujący zlecone im zadania — Hazel i Cha Cha mieli również okazję pokazać swoją wrażliwą i bardziej ludzką stronę.

Superbohaterowie są wśród nas

Marvel czy DC przyzwyczaili nas do obrazu herosów w stylu Batmana czy Supermana, jednak oglądając The Umbrella Academy można odnieść wrażenie, że postaciom bliżej jest do Deadpoola. Bohaterowie to nie wielcy zbawiciele świata w kolorowych pelerynach, a zwykłe dzieciaki, które nie do końca wiedzą, co mają robić. Ze względu na niektóre brutalne sceny z pewnością nie jest to serial przeznaczony dla młodszych widzów.

W pierwszym odcinku poznajemy członków Akademii Parasolki — ekscentryczny miliarder – sir Reginald Hargreeves wykupuje siedmioro dzieci z 42 urodzonych tego samego dnia. Ciekawą sceną jest tutaj przybycie noworodków do jego posiadłości — siedem identycznych wózków prowadzonych przez kobiety w takich samych strojach, a na czele przybrany ojciec, wesoła muzyka — nic nie zwiastuje tego, co czeka nas w kolejnych odcinkach.

Sam Hargreeves nie pojawia się w serialu zbyt często jednak jego postać jest bardzo interesująca — w miliardera wcielił się Colm Feore. Charakterystycznym elementem Reginalda jest monokl, z tego powodu jest również nazywany Monocle. Założyciel akademii przedstawiony został jako surowy nauczyciel, dla którego priorytetem jest dyscyplina. Feore w tej roli sprawdził się bardzo dobrze — jego wygląd zewnętrzny, wąsy, monokl, strój, ordery przypięte do płaszcza już samą swoją obecnością budzą respekt. Jako że serial jest adaptacją komiksu Gerarda Waya o tym samym tytule, jego historia i rola są znane fanom.

Netflix jednak kreuje tę postać na wymagającego i chłodnego opiekuna dzieci (bo trudno nazwać go ojcem), który szkoli ich na przyszłych obrońców ludzkości. Nie poznajemy jednak dokładnie przeszłości Monocle — Netflix prawdopodobnie rozbuduje jego historię w kolejnym sezonie. Oczekuję kontynuacji tego wątku z niecierpliwością — znając już dokładniej historię tej postaci (nie sprawdzajcie, tak będzie ciekawiej), nie mogę się doczekać tego, jak Netflix postanowi ją przedstawić swoim widzom.

Dysfunkcyjna rodzina

Punktem wyjścia dla serialu jest śmierć Hargreevesa. Członkowie rodziny po rozstaniu wiedli swoje prywatne życie, jednak odejście ich „ojca” zmusza ich do ponownego spotkania. Pierwszą postacią, jaką poznajemy jest Vanyaskrzypaczka nazywana również The White Violin (w jej postać wcieliła się Ellen Page znana m.in. z głównej roli w Juno). Na początku numer 7 wydawać się może nieistotna, bo jako jedyna z Akademii nie wykazuje żadnych wyjątkowych zdolności. Z każdym kolejnym odcinkiem przekonujemy się jednak, jak duże znaczenie ma w serii — nieprzypadkowo to od sceny jej narodzin rozpoczyna się serial.

Vanya momentami wydaje się być nudna i nużąca — mocno przekonana o swojej przeciętności i różnicach pomiędzy nią a resztą przybranego rodzeństwa, nie stara się w żaden sposób wyróżnić, jest postacią zwykłą. Troszczy się o przyszywane rodzeństwo jak dobra siostra, ale na początku przy pozostałych bohaterach wypada blado i nijak. Momentami wieje od niej nudą — wciąż jest czymś zmartwiona, boi się i przyprawia tym widza o depresję. Z pewnością nie jest to najlepsza rola bardzo zdolnej Page. Warto jednak dać tej postaci szansę — w ciągu 10 odcinków przechodzi niesamowitą zmianę. Vanya z pierwszego odcinka nie jest tą samą dziewczyną, na koniec sezonu.

Druga kobieca rola w rodzeństwie przypadła Emmy Raver-Lampman. Allison Hargreevesserialowy numer trzeci niestety jednak w żaden sposób mnie nie urzekła. Trudno mi przypomnieć sobie jakąkolwiek wciągającą scenę z udziałem tej postaci. To taka starsza siostra, która próbuje ciągle pogodzić kłócące się rodzeństwo. Najciekawszym aspektem tej bohaterki jest jej zdolność zmieniania i naginania rzeczywistości. Minus z kolei jest taki, że nie używa jej zbyt często.

Braci się nie traci

Główne postacie kobiece w Umbrella Academy niekoniecznie przywiązują do siebie i przyciągają, ale sytuacja jest zupełnie inna jeśli chodzi o pozostałą czwórkę z rodzeństwa Hargreeves. Mamy tu dwóch świetnych bohaterów — Klaus (numer cztery), narkoman lekkoduch, który potrafi komunikować się ze zmarłymi oraz bezimienny numer pięć posiadający zdolność podróżowania w czasie. Muszę przyznać, że numer pięć jest moją ulubioną postacią — zaledwie szesnastoletni Aidan Gallagher miał przed sobą trudne zadanie zagrania bohatera, który w tym uniwersum jest znacznie od niego starszy.

Udało mu się stworzyć postać sarkastyczną i dojrzalszą niż osoby w jego wieku, która chłodno podchodzi do swojego rodzeństwa, ale jest też jedyną osobą, która świadoma jest niebezpieczeństwa jakie grozi światu. Jego podróże w czasie to jedne z najciekawszych momentów serialu, w których poruszony został temat samotności. Krajobrazy postapokaliptycznego świata zmuszają też do refleksji nad pytaniem: dokąd zmierza nasz świat?

Wspomniany wyżej Klaus (Robert Sheehan) wprowadza do serialu humor i nadaje mu komediowy wydźwięk; numer cztery to najbardziej beztroska i nieogarnięta część Akademii. Sheehan udowodnił jednak, że nie tylko potrafi wykreować postać uzależnioną od narkotyków, a do tego prawdziwą divę wsród mężczyzn, ale i również dobrze sobie radzi w trudniejszych relacjach międzyludzkich (wprowadzony został tu także wątek homoseksualistów).

Zostaje jeszcze dwójka Hargreevesów — Luther oraz Diego. Grany przez Toma Hoppera numer jeden nazywany również Spaceboyem wydaje się być sztywny, z kolei jego brat to szaleniec rzucający nożami. Luther stara się być przywódcą, liderem, ale momentami wydaje się w swoich działaniach sztuczny.

Pomimo upływu lat w rodzie Hargreevesów rodzinne więzi nie zatarły się do końca — choć bohaterowie często się ze sobą kłócą, aktorzy zdołali przedstawić w serialu normalną rodzinę. Oczywiście trzeba na moment odsunąć tu kwestię ich nadprzyrodzonych mocy, jednak familia z Akademii kojarzyć się może z każdą inną normalną rodziną — rodzeństwo kłóci się, wzbudza konflikty, ale ostatecznie, gdy trzeba tę rodzinę chronić, każdy jest zdolny do poświęceń.

Czy czeka nas zagłada?

Historia z każdym kolejnym odcinkiem zmierza do punktu kulminacyjnego — ostatni epizod pierwszego sezonu jest z pewnością jednym z lepszych (jeśli nie najlepszym). Nie zdradzę zakończenia, jednak rozpoczynając tę serię (i nie mając wcześniej do czynienia z komiksem), kompletnie nie spodziewałam się takiego finału. Nudząc się przez pół sezonu, po ostatnim odcinku nagle nabrałam ochoty na kontynuację — wszystko to za sprawą niesamowitej transformacji, jaką przeszła Vanya.

Choć wydawać by się mogło, że wszystko zmierza do tragicznego rozwiązania w ostatnich sekundach dostajemy otwarte zakończenie. Jak dalej potoczy się ta historia? Pozostaje tylko czekać na drugi sezon The Umbrella Academy.


Tekst: Hanna Galik
Zdjęcia: screenshot/ youtube.com