W ubiegły weekend mieliśmy okazję oglądać na żywo z Los Angeles pierwsze rozgrywki LCS. Po rebrandingu, jest to nowa amerykańska liga w League of Legends. Historycznie, najbardziej utytułowaną drużyną jest Team SoloMid, ale w 2018 w Stanach najwięcej zdobył Team Liquid, a międzynarodowo Cloud 9. Jak wygląda to po pierwszych grach w tym roku?

Sobotni dla nas wieczór rozpoczynał pojedynek gigantów. A raczej pojedynek, który miał zdefiniować, czy te zespoły nadal są gigantami. Mowa oczywiście o Team Liquid vs Cloud 9. Pierwsza z nich jest mistrzem obydwu zeszłorocznych sezonów, aczkolwiek na mistrzostwach świata nie wyszła z grupy. Druga za to ledwo się tam dostała, a doszła aż do półfinału, gdzie zapisała się w księgach historii jako amerykański zespół, który zaszedł najdalej w historii. Jakby tego było mało, Mid Laner C9, Jensen, w przerwie off-seasonowej zmienił barwy właśnie z C9 na TL, a w jego miejsce przyszedł młody, ale utalentowany Nisqy. Za to w Liquid, poza mid lanera, wymieniono także supporta na byłego mistrza świata, CoreJJ. Czy można prosić o bardziej emocjonujące starcie?

Trudno było przewidzieć tutaj faworytów, z tego względu że w tak wielkich meczach, po dużych przerwach, najsłabsza drużyna w poprzednim sezonie może się zamienić w najlepszą w kolejnym. Wygraną osiągnął jednak skład Team Liquid, a MVP meczu został nowy nabytek – Jensen. Następne spotkania poziomem nie były w tyle.

Nowy Bot lane TL- Doublelift i CoreJJ. Jak tu się nie cieszyć, jak się pokonało możliwie największego rywala w nadchodzącym sezonie?

Tuż potem przyszedł czas na pojedynek 100 Thieves vs Team SoloMid. Fani najpopularniejszego zespołu w LoLu na świecie, TSM, mieli wielkie nadzieje że zespół w nowym sezonie wróci do formy i pozycji lidera. Spotkaniem z 100T dobrze zaczęli, jako że rozgromili przeciwników w 35 minut.

Starcia nowych mieszanek

Tuż po nich nadszedł czas na gry praktycznie nowo utworzonych zespołów, jako że rotacja przez ostatnie 2 miesiące, zmieniła prawie że całkowicie składy pozostałych ekip. Na Summoner’s Rift mogliśmy oglądać zmagania między innymi CLG vs OPT, gdzie nowy Mid Laner, mistrz świata, Crown, pokazał że po osiągnięciu wszystkiego w Korei, ma takie same zamiary w Północnej Ameryce. Tym bardziej, że wygrał spotkanie grając razem z czwórką zastępczych zawodników. Później, Flyquest pokonało Golden Guardians, a Clutch Gaming poradziło sobie z Echo Fox.

Golden Guardians i ich nowy roster. Są legendy takie jak Froggen. Czy będą wyniki?

Podwójna dawka emocji

Po skończeniu pierwszego dnia, trudno było powiedzieć, kto może zdominować drugi, dlatego też mało się o tym mówiło. No i właściwie, jako że ta teza została potwierdzona chociażby meczem CG vs TSM. Damonte, Mid Laner CG, bezpośrednio poprowadził grę Akali i jako jeden z dwóch graczy zgarnął nagrodę MVP w obydwu meczach w ten weekend.

Zaskakująco, ponownie sukces osiągnął Flyquest, który wygląda naprawdę na ładny, zgrany, dobrze grający zespół. Zgarnęli drugą wygraną i pokonało Optic,które poza wcześniej wymienionym Crownem, posiadali całą czwórkę pozostałych zawodników z zespołu akademickiego. Trudno jest obecnie stwierdzić, czy to celowa zagrywka, czy naprawdę coś się dzieję z visami czy zdrowiem zawodników, gdyż organizacja nie wydała jeszcze oficjalnego oświadczenia.

Ostatnim zespołem, który tydzień kończy z wynikiem 2-0, jest Team Liquid, które bez większych problemów poradziło sobie z CLG. Counter Logic Gaming zdecydowanie musi szukać nowych rozwiązań, ponieważ po tych dwóch meczach widać brak brak jakiejkolwiek inicjatywy w zespole.

Kto by się spodziewał, że te drużyny będą miały perfekcyjny weekend?

Cloud 9 to wciąż Cloud 9

Pomimo porażki w pierwszej grze z broniącymi obecnie tytułu mistrza, C9 to wciąż półfinaliści poprzednich mistrzostw świata. Swoją siłę i umiejętności udowodnili w meczu z 100 Thieves, gdzie zaliczyli wygraną w błyskawiczne 26 minut. 100T to również drużyna, która po pierwszych rozgrywkach powinna szukać nowych strategii. Obecnie wyglądają na ekipę bez jakiejkolwiek synergii i chęci wygrania.

Ostatnim meczem było spotkanie drużyn, wobec których są najmniejsze oczekiwania. Mowa tutaj o Echo Fox vs Golden Guardians. Na papierze nie wyglądają one po prostu za dobrze, tak jak zresztą na mapie, tak jak pokazali dzień wcześniej. Ironicznie rzecz biorąc, jest to ciekawe, jako że właściciele tych franczyz to wielkie osobowości w NBA, takie jak Rick Fox, więc pieniędzy na transfery im nie brakuje. Koniec końców, zwycięstwo odniósł właśnie zespół byłego gracza Lakersów. A poprowadził ich do tego nie żaden sprowadzony import z zagranicy, a domowy talent, Apollo, MVP meczu. Dał on popis dobrej mechanicznej gry i udowodnił, że Ad Carry mogą jeszcze carry’ować gry.


Zdjęcia: Instagram @lolesports, @flyquestsports, @goldenguardians,