Śląsk Wrocław przegrał w Poznaniu z Lechem 1:2. O wyniku meczu decydowały ostatnie 15 minut, w których padły wszystkie bramki. Nie obyło się też bez kontrowersji.

Stadion w Poznaniu. Kolejka w środku tygodnia. 12 stopni poniżej zera na termometrze. Na przeciwko siebie dwie drużyny, które nie radzą sobie w meczach wyjazdowych. Tyle, że gospodarzem był Lech.

Śląsk w pierwszej połowie wyglądał, jak zespół odmieniony, chcący grać w piłkę, pressujący rywala. WKS przeważał, był dłużej w posiadaniu piłki, stwarzał sobie więcej okazji. Kolejne szanse marnował Marcin Robak, który ciągle szuka formy, a przeciwko swojemu byłemu klubowi nie mógł się wstrzelić. Dobrze natomiast wyglądała gra obronna Wrocławian, którzy nie dopuszczali przeciwnika pod własną bramkę. Drużyny do szatni zeszły przy wyniku 0:0, choć to Śląsk mógł być rozczarowany tym rezultatem.

Druga połowa wyglądała zgoła inaczej. Już na początku Igor Tarasovs popełnił błąd i podał do… przeciwnika Mihaia Raduta. Skrzydłowy Lecha strzelił mocno, ale świetnie bronił Jakub Słowik. Lech przeważał i stwarzał sobie kolejne szanse. Bramkarz gości miał pełne ręce roboty, z której przez długi czas wywiązywał się wzorowo. Zanosiło się na bezbramkowy remis.

Napór Kolejorza jednak trwał i w 80. minucie Lechici przebili się. Ze stałego fragmentu gry dośrodkował Radut wprost na głowę Ołeksjija Chobłenki. Ten, nieupilnowany przez Piotra Celebana, pewnie skierował piłkę do bramki.

Wydawało się, że Śląsk już się nie podniesie i zejdzie z boiska z kolejną porażką. Wystarczyła jednak minuta, by Marcin Robak udowodnił, że warto było go trzymać na murawie. Kamil Vacek zagrał prostopadłe podanie na wolne pole, Robak ominął Jasmina Buricia i trafił do pustej bramki obok bezradnych obrońców.

Lech miał jeszcze ostatnią okazję w 90. minucie. Kolejny rzut wolny. Nikola Vujadinović dostał piłkę, zgrał ją do Christiana Gytkjaera, ten po perfekcyjnym przyjęciu umieścił futbolówkę w siatce. Napastnik gospodarzy nie mógł się jednak cieszyć, bo sędzia Frankowski odgwizdał spalonego. Wtedy do gry wkroczył VAR. Arbiter po obejrzeniu akcji zmienił swoją decyzję i uznał bramkę Duńczyka. Lech wyszedł na prowadzenie 2:1. Kontrowersji nie zabrakło, bo Gytkjaer faktycznie nie był na spalonym, natomiast VAR nie sprawdził czy na ofsajdzie nie był Vujadinović. Po tej decyzji Śląsk przegrał kolejny mecz.

Wrocławianie będą mieli szansę się odkuć już w sobotę, gdy do stolicy Dolnego Śląska przyjedzie Sandecja Nowy Sącz.

 


Lech Poznań – Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)
1:0 Ołeksij Chobłenko 80′
1:1 Marcin Robak 82′
2:1 Christian Gytkjaer 90′

Lech Poznań: Jasmin Burić – Robert Gumny, Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz (86′ Kamil Jóźwiak), Nicklas Barkroth (59′ Mario Situm), Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Mihai Radut, Christian Gytkjaer, Elvir Koljić (16′ Ołeksij Chobłenko).

Śląsk Wrocław: Jakub Słowik – Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Igors Tarasovs, Augusto, Robert Pich (65′ Michał Chrapek), Tim Rieder, Dragoljub Srnić, Arkadiusz Piech (90′ Sebastian Bergier), Sito Riera (70′ Kamil Vacek), Marcin Robak.

Żółte kartki: Wołodymyr Kostewycz, Mihai Radut, Maciej Gajos (Lech Poznań) oraz Kamil Vacek (Śląsk Wrocław).

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcie: Krystyna Pączkowska / slaskwroclaw.pl