Pierwsze testy przedsezonowe Formuły 1 dobiegły końca. Na torze w Barcelonie kilka ekip pokazało moc swoich samochodów, a niektóre zespoły zmagały się z problemami i szukały poprawek, które zmaksymalizują osiągi bolidu.

W przypadku testów, czasy okrążeń nie są tak istotne jak podczas weekendów wyścigowych. Kierowcy sprawdzają przeróżne ustawienia bolidów, jeżdżą z nieznanym obciążeniem paliwa oraz testują elementy, które w trakcie sezonu mogą nie być wykorzystywane.

Falstart Williamsa

Podczas gdy inni pokonywali kolejne okrążenia, Williams pracował w fabryce. Brytyjska ekipa nie zdążyła złożyć bolidu na czas i długo nie było wiadomo, czy w ogóle pojawią się na torze. Samochód dotarł do Barcelony w środę rano i w trakcie sesji popołudniowej George Russell zdołał przejechać kilkanaście okrążeń. Na Roberta Kubicę trzeba było czekać aż do czwartku. Polak przejechał 48 kółek i był zdecydowanie najwolniejszy z całej stawki. Russell jeździł popołudniu. Pokonał dystans 17 okrążeń i był szybszy od Kubicy o 0,6 sekundy, jednak jeździł na szybszych oponach. Williams stracił 3 dni testów, ponieważ trudno nazwać środowe przejazdy czymś więcej niż pokazaniem samochodu na torze. Przed zespołem tygodnie trudnej pracy, w trakcie których trzeba nadrobić stracony czas.

Wszyscy boją się Ferrari

Ekipa z Maranello zdecydowanie wyróżniła się na tle całej stawki. Sebastian Vettel już pierwszego dnia przejechał aż 169 okrążeń i uzyskał najlepszy czas. Dzień później Charles Leclerc pokonał 157 okrążeń. Obaj kierowcy nie dość, że jeździli długo, to jeszcze szybko. Ich czasy na oponach mieszanki C3 (C1 najwolniejsza, C5 najszybsza), były zdecydowanie najlepsze podczas pierwszych dni testów i utrzymały się w czołówce do samego końca, mimo że inni jeździli na szybszych oponach. Ferrari ma być szybsze od swojego największego rywala – Mercedesa o przynajmniej 0,5 sekundy na okrążeniu. Niemiecki zespół przejechał najwięcej ze wszystkich, bo aż 610 okrążeń w trakcie całych testów (drugie było Ferrari z liczbą 598 okrążeń), jednak zarówno Lewis Hamilton, jak i Valtteri Bottas nie byli do końca zadowoleni z samochodu, jaki dostali.

Niezawodna Honda

Zadowoleni mogą być w Red Bullu i Toro Rosso. Nie sprawdziły się obawy obserwatorów i silniki Hondy pracują bez zarzutów. Kierowcy Red Bulla przejechali 475 okrążeń, a Toro Rosso o siedem więcej i jednostka napędowa ani razu się nie zepsuła. Japoński dostawca silników zaliczył zdecydowanie najlepsze testy od czasu powrotu do Formuły 1 w 2015 roku. Problemy mogą być z prędkością, jednak wszyscy zdawali sobie sprawę, że Honda nie będzie w stanie dorównać silnikom Ferrari czy Mercedesa.

Przetasowania w środku stawki

Ciekawie jest wśród zespołów, które w ubiegłym sezonie walczyły za plecami Red Bulla, Mercedesa i Ferrari. Największy podziw budzą wyniki Alfy Romeo. Ekipa opracowała zupełnie inne przednie skrzydło od reszty i rozwiązanie wydaje się sprawdzać. Alfa jeździ dużo i szybko. Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi przejechali łącznie 507 okrążeń i uzyskiwali czasy zbliżone do Renault, które przez wielu jest uważane za zespół z największym potencjałem ze środka stawki.

Nieźle wyglądał również McLaren, który notował nie najgorsze czasy, choć miał problemy na dłuższych przejazdach. Nie najlepiej wyglądały za to osiągi Racing Point, jednak zespół deklaruje, że wprowadzi do bolidu jeszcze wiele poprawek. Powody do zmartwienia ma też Haas, który na ten moment wygląda na najbardziej awaryjny samochód w stawce.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Instagram