Studenci IV roku Wydziału Aktorskiego AST przygotowali spektakl, w którym nienawiść miesza się z miłością. Czy jest to wizja naszego świata, czy nic nieznacząca przesłanka?

Londyn, motyle, imprezy, zamieszki. Brzmi znajomo? Studenci IV roku Wydziału Aktorskiego AST przygotowali spektakl, który jest bardzo bliski współczesnym czasom. Przedstawiają świat, gdzie nienawiść przeplata się z miłością i gdzie trzeba podjąć decyzję, jak bardzo jesteśmy w stanie poświęcić się dla bliskich? Przedstawienie oparte na powieści Mercury Fur Philipa Ridley’a – brutalisty, przedstawiającego postapokaliptyczną wizję świata.

– Ten tekst rzucił mnie na ziemię. Był bardzo trudny do przetłumaczenia, Magdalena Kęsik pracowała nad nim trzy miesiące. Jest to autor brutalnego słowa, ale trzeba przyznać, że jest genialny – mówi Filip Gieldon, reżyser spektaklu. – Historię bardzo mocno budowaliśmy na tym tekście, tutaj nie ma żadnej ingerencji w słowo od nas.

Z początku wydaje się, że jest to wulgarne przedstawienie, pełne nienawiści i negatywnych uczuć. Jednak jeżeli wejdziemy w to głębiej zorientujemy się, że tak naprawdę jest to dramat o miłości. O tym, jak sobie radzić z miłością w świecie nienawiści. Ośmioro młodych ludzi, którzy starają się przeżyć, a żeby im się to udało, będą musieli robić niewyobrażalnie okropne rzeczy.

– Ten spektakl jest miłością i tylko miłością. Jak się tak o nim myśli, to się wydaje, że jest nienawiścią, ale to nieprawda. Ci ludzie są dla siebie jak rodzina, która się kocha bez granic. Jak mogę bardziej powiedzieć, że kocham cię i, że kocham cię tak bardzo, że mógłbym stanąć w płomieniach? – tłumaczy reżyser.

Kiedy młodzi ludzie, pozostawieni sami sobie, muszą sobie radzić  w okrutnym świecie, to mają tylko dwa wyjścia. Oni próbują stworzyć coś na kształt rodziny, dlatego ten spektakl mówi o miłości, potrzebie wspólnoty wobec wszechogarniającej apokalipsy.

– Mieliśmy mnóstwo inspiracji w tworzeniu postaci, ponieważ to, co się w tym spektaklu dzieje, to już się kiedyś działo. Może nie blisko nas, ale jednak gdzieś za oknem mogliśmy to dostrzec – mówi Igor Tajchman, odtwórca roli Darrena. – To nie jest wymyślony, stworzony przez nas świat, lecz świat, który nas otacza tu i teraz. Może nie jest aż tak brutalny, ale jednak bardzo znany. To może być nawet wizja świata za parę lat, jeśli sprawy potoczą się w jakiś dziwny sposób. To wszystko, co przedstawiamy, może się wydarzyć, a nawet już się dzieje.

Przedstawienie wydaje się być trochę przygnębiające. Wprowadza niepokój, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że rzeczywiście, to co dzieje się na scenie, nie odbiega tak daleko od tego, co dzieje się za naszymi drzwiami. Widzowie podczas spektaklu będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: co okropnego są w stanie zrobić dla miłości kogoś innego?

 


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcia: BTW photographers Maziarz/Rajter