W szale muzycznych filmów biograficznych, kinowe ekrany podbija Rocketman. Życie i twórczość Eltona Johna do kluczowego momentu jego kariery w opakowaniu równie kolorowym, jak on sam. 

Elton Hercules John, a właściwie Reginald Dwight, to jedna z największych światowych gwiazd muzyki. Zawodowo aktywny od początku lat 60., od kilkudziesięciu lat zachwyca i szokuje, wzbudzając emocje zarówno u jego fanów, jak i przeciwników. Rocketman to biograficzny obraz filmowy w reżyserii Dextera Fletchera, który pozwala poznać przemianę Eltona – od małego Reggie’go do artysty, którego nazwisko zna każdy człowiek na świecie.

Ojciec (nie) przytulał mnie, (nie) słuchał ze mną jazzu i (nie) mówił, że mnie kocha

Film rozpoczyna się sekwencją, w której Elton John, jako już sławny i dojrzały artysta pojawia się na odwykowej grupie wsparcia. Uzależniony od alkoholu, narkotyków, leków, zakupów, były bulimik. Co wydarzyło się podczas jego drogi na szczyt?

Cała ta podróż sprowadza się do jednego marzenia: Być kimś innym. I to właśnie dostaje widz. Mały chłopiec o wielkim talencie, wychowywany przez rozkapryszoną matkę (w tej roli Bryce Dallas Howard), ojca, którego nigdy nie ma i babcię – jedyną osobę, wierzącą w jego wielki talent. Brak miłości i ciepła doprowadził kilkuletniego Reggie’go do Królewskiej Akademii Muzycznej. I to właśnie był początek jego panowania. Bez właściwego dzieciństwa.

Fletcher, wśród komediowych i musicalowych wstawek opisuje smutne momenty dojrzewania i poszukiwań własnej tożsamości. Czasem w sposób równie kiczowaty, jak sama postać Eltona Johna. Od początków w zespole do sekundy, w której poznał Berniego Taupina (Jamie Bell). I tak właśnie fortepianowe melodie wydobywane spod palców, stały się piosenkami. Wielkiemu talentowi zabrakło umiejętności pisania tekstów, w czym bezapelacyjnie pomógł mu Taupin.

Zakazany owoc

Innym wątkiem, którego w żaden sposób nie można było pominąć, jest seksualna orientacja artysty. Jednych może urazić wręcz dosadność, z jaką zostały przedstawione sceny namiętności, inni lepiej zrozumieją potrzebę bezwarunkowej miłości Johna. Wielką rolę w jego karierze odgrywał bowiem związek z Johnem Reidem (tutaj Richard Madden), jego pierwszym menagerem i kochankiem. To on był również powodem, dla którego muzyk, w formie ucieczki, poślubił kobietę. Elton John, jako producent filmu, zadbał o niezwykłą autentyczność przedstawianych wydarzeń. Jak sam stwierdził: Kiedy było dobrze, było bardzo dobrze. Kiedy było źle, było bardzo źle. Rocketman jest sinusoidą porażek i sukcesów, na które składają się pierwsze lata muzycznej działalności działalności. Kręte ścieżki kariery są dla oglądającego mapą ukazującą momenty scenicznej szczęśliwości lub zupełnie odwrotnie – samotności prowadzącej nawet do próby samobójczej.

Rocketman

Nie da się nie docenić tutaj wspaniałej kreacji Tarona Egertona, który wcielił się w głównego bohatera. W zasadzie nie wcielił się – on nim po prostu był. Z pasją i zaangażowaniem godnym podziwu. Śpiewająco poradził sobie z wyzwaniami życia i muzyki Eltona, do momentu jego trafienia na odwyk w 1990 roku. Jest to bowiem punkt kulminacyjny całego filmu, która pozwoliła mi zrozumieć prawdziwe znaczenie piosenki I’m Still Standing, jednego z największych hitów artysty. Trudno jednoznacznie określić czy to, co widzimy na ekranie powinno się podobać. Tak jest surrealistyczne, kolorowe i kiczowate. Jeśli taki był cel Dextera Fletchera, to bez dwóch zdań udało się! Wyjaśnił też wpływ miłości, a właściwie jej braku, na twórczość Eltona oraz jego samotność. Co w Rocketmanie było absolutnie zachwycające? Kostiumy. Idealnie odwzorowane, dopasowane do rytmów Tiny Dancer, Crocodile Rock czy Don’t Go Breaking My Heart. Ubierając je, Elton John skutecznie zabijał Reggie’go Dwighta i stawał się prawdziwym królem sceny.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: YouTube