Stanisław od długiego czasu mieszkał sam w niewielkim mieście wschodniej Polski. Po tym, jak na własne życzenie doprowadził najpierw do rozwodu z żoną, później do zerwania kontaktu z synami, czuł się całkiem sam. Jedyną osobą obecną aktualnie w jego życiu była jego stara, zrzędliwa matka, mieszkająca piętro wyżej.

Miał już swoje pięćdziesiąt dwa lata i im starszy się stawał, tym pokorniejsza wydawała się być jego dusza. Samotność i niezdolność do pracy sprawiła, że Stanisław zaczął poświęcać się swoim zainteresowaniom. Najbardziej w swoim życiu kochał kolekcjonować krzemienie pasiaste, których poszukiwał całymi dniami, a potem zebrane bryły przechowywał w piwnicy. Wierzył, że kiedyś ich wartość wzrośnie do tego stopnia, że przyniesie mu bogactwo.

Stanisław kochał też jazdę na rowerze. Potrafił przejechać parędziesiąt kilometrów dziennie z niewiarygodną prędkością, czerpiąc przy tym niesamowitą radość. Był też łowcą okazji i codziennie poszukiwał w sklepach promocji. Robił duże zakupy, a gdy ucieszony wracał do domu przypominał sobie, że będzie musiał zjeść wszystko sam, a od progu nie przywitają go śmiechy jego synów i piszczenie świnki morskiej.

Zbliżały się święta. Już piąte, które będzie musiał spędzić sam ze swoją matką. Każdego roku od trzech lat wyczekiwał swoich synów i każdego roku robił wielkie zakupy, by na pewno się najedli. Objeżdżał całe miasto w poszukiwaniu prezentów dla nich i co roku kładł je pod choinkę. Tak zrobił i tym razem.

Kupił wysoką choinkę – jodłę kaukaską, która teraz stała w salonie, połyskując światełkami, skąpana w przepychu. Duży stół stał zastawiony pięcioma talerzami. Stanisław z uśmiechem przygotowywał kolejne potrawy. W kuchni pachniało śledziami, barszczem z uszkami i świątecznymi racuchami, które uwielbiały jego pociechy. Serce Stanisława biło dzisiaj bardzo szybko. Co jakiś czas spoglądał w niebo, oczekując gwiazdki, którą będzie mógł ponownie poprosić o to samo. O synów przy sobie.

Mimo, że nie dzwonili, on wierzył, że w któreś święta, bez słowa po prostu przyjadą, zapukają do drzwi i przebaczą. W końcu w święta ludzie sobie wybaczają. W święta jest się z rodziną. A Stanisław pozwolił odejść swojej przez własną głupotę, zuchwałość i apodyktyczność.

Trzy lata temu Stanisław znalazł w swojej skrzynce pocztowej list. Nadawcą był ktoś, kto określił siebie jako „Święty Mikołaj”. Stanisław stwierdził, że to z pewnością osiedlowe dzieciaki stroją sobie z niego żarty.

Mimo wszystko wieczorem, 23 grudnia otworzył kopertę. W środku znajdowała się kartka pożółkłego papieru. Kaligraficznym pismem napisano:

Drogi Stanisławie,

święta to wyjątkowy czas. Obserwuję Cię już od dawna z odległej Laponii. Każdego roku widzę, co robisz. Przez ostatnie lata nie zachowywałeś się dobrze. Co roku przesyłałem Ci rózgę. Chyba wiesz, o czym mówię – tak, mówię o samotności. Nie traktowałeś dobrze swojej rodziny. Twoja żona codziennie płakała przez Ciebie, dzieci uciekały z domu, nie mogąc znieść ojca-tyrana. Ojciec powinien być oparciem i autorytetem, powinien dawać przykład i być głową domu. Ale ty chyba źle to wszystko zinterpretowałeś. Bycie głową domu nie oznacza rządzić, a oznacza być podporą dla tych, których się kocha. Pozwoliłeś im odejść. Wiem jednak, że teraz to wszystko zżera Cię od środka. Chciałbyś wszystko naprawić, chciałbyś, żeby to potoczyło się inaczej. Niestety, nie da się cofnąć czasu. Widzę jednak, że ostatnimi czasy próbujesz naprawić rzeczywistość – złagodniałeś, starasz się pomagać ludziom. Samotność pozwala zrozumieć błędy, więc liczę na to, że pomogła Ci zrozumieć Twoje. Tęsknisz za rodziną, ale wiedz, że rodzina jest w życiu największym priorytetem. Widzę, że bycie samym ze sobą nauczyło Cię dostrzegać rzeczy, których nie widziałeś kiedyś. Nauczyło Cię wrażliwości. Wobec tego w te święta nie podaruję Ci rózgi. W te święta podaruję Ci szansę. W Wigilię pojawią się Twoi synowie. Czyż to nie będzie najpiękniejszy prezent, jaki dostałeś? Przyjmij ich ciepło i przygotuj im ulubione dania. Dbaj o nich i spraw, żeby te święta były magiczne. Niech magia będzie z Tobą. Pamiętaj jednak, że ta szansa będzie jedyna. Jeśli jej nie wykorzystasz, stracisz synów na zawsze.

Święty Mikołaj

Mogłoby się zdawać, że tak pragmatyczny i prosty człowiek jak Stanisław wyrzuci list do kosza i zakpi ze wszystkiego, co było tam napisane. Ale tak się nie stało. Coś się wtedy zmieniło. Stanisław z samego rana zajął się dekorowaniem pokoju, zawiesił więcej cukierków na choince, zastawił stół potrawami, kupił prezenty, poinformował swoją matkę, że jej wnuki w końcu pojawią się na święta.

Ale nie pojawili się.

Stanisław jednak nie poddał się. Rok później po raz kolejny przygotował wystawną kolację wigilijną. Tym razem postarał się jeszcze bardziej – kupił piękniejsze prezenty, na które oszczędzał przez cały rok, nauczył się przyrządzać nowe potrawy – upiekł szarlotkę, usmażył karpia i sam ugotował barszcz. Był z siebie niesamowicie dumny i z niecierpliwością oczekiwał telefonu od synów.

Jednak nie zadzwonił.

W dzień Wigilii znów siedzieli z matką sami. Ale Stanisław wyczekiwał synów aż do północy. Gdy nie przyjechali, spojrzał tylko ze smutkiem na puste talerze stojące na stole i nieodpakowane prezenty.

Dlatego i dziś starał się równie mocno. W radiu rozbrzmiewały kolędy, a Stanisław patrzył na choinkę z iskierkami w oczach. Co jakiś czas doglądał wigilijnych potraw, a te gotowe stawiał na stół. W pewnym momencie otworzył szufladę w kuchni i znalazł w niej list sprzed trzech lat, który napisał do niego tajemniczy Święty Mikołaj. Wziął go do ręki i przycisnął do piersi.

„Proszę, niech dziś się to spełni. Już nigdy ich nie zawiodę.”

W tym momencie do mieszkania weszła jego matka, taszcząc w rękach misę z uszkami.

Stanisław szybko schował list i przywitał ją.

Matka spojrzała na pięć nakryć przy stole i westchnęła:

– Po co znów to robisz? Wiadomo, że nie przyjadą. Starczy jedno dodatkowe dla samotnego wędrowca.

– A co jeśli przyjadą? Kiedyś przyjadą. I tak to będzie cud. Byłem beznadziejnym ojcem. – przyznał Stanisław ze skruchą, zatapiając wzrok w garnku barszczu

– Phi, to oni powinni się wstydzić tak ojca lekceważyć. Sam kiedyś tak mówiłeś!

– Mówiłem wiele rzeczy, których żałuję. Chciałbym spojrzeć w ich twarze i przeprosić, powiedzieć, że żałuję. Naprawdę tego chcę.

– Przestań się mazać i lepiej pomóż mi wyłożyć te kilogramy jedzenia które narobiłeś zupełnie dla nikogo. A ciekawe dla kogo te wszystkie prezenty…- rzekła matka i zamieszała barszcz – Chyba już gotowy

Wybiła godzina szesnasta. Pierwsza gwiazda właśnie zabłysła. Stanisław siedział przy wigilijnym stole naprzeciwko matki. Jak przez ostatnie lata, jak zawsze. Dziś czuł pustkę jeszcze mocniej, niż zwykle. Dlatego, że miał nadzieję. To ona pozostawiała ten dyskomfort w sercu.

– Zaczekajmy jeszcze chwilkę… – powiedział Stanisław i zawiesił wzrok na drzewie za oknem.

– Staszek, na litość boską. Nikt nie przyjdzie!

Nagle ku zdziwieniu wszystkich rozległ się dzwonek do drzwi. Matka popatrzyła na Stanisława z ogromnym zdziwieniem.

–  Nie otwieraj, to pewnie pomyłka. Też mi pomysł zawracać gitarę ludziom w Wigilię !

Stanisław, ignorując słowa matki podszedł do drzwi. Położył dłoń na klamce i delikatnie otworzył drzwi.

W progu stali uśmiechnięci Jakub i Jacek – jego synowie. Męscy, eleganccy, zadowoleni. Żywi. We własnej osobie.

„Jesteśmy, tato.” – powiedział młodszy Jakub.

Stanisław nie powiedział słowa. Wszystko mówiła teraz jego łza, delikatnie spływająca po policzku.

Natalia Kubala

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZakupowe szaleństwo
Następny artykułChoinka: the Beginning
Na co dzień mieszkam we Wrocławiu, choć pochodzę z Jeleniej Góry. Interesuję się głównie niewyjaśnionymi zjawiskami, tajemnicami świata, zbrodniami, parapsychologią i zjawiskami paranormalnymi. W wolnym czasie lubię też pisać rozmaite formy literackie, zwiedzam zakątki świata, robię zdjęcia i montuję wideo. Nie jestem typem sportowca, więc relaksuję się najczęściej grając w Sims, albo Fifę, rozwiązując krzyżówki, oglądając filmy, seriale a nawet kreskówki i spaceruję. Ciężko przeżyć mi dzień bez wyjścia z domu :)