Orzeł Jelcz-Laskowice uległ na własnym terenie FC Toruń 1:2. Pierwsza połowa nie mogła napawać optymizmem licznie zebranych kibiców Orła. W drugiej części spotkania gra obu zespołów znacznie się poprawiła i niewiele zabrakło, aby spotkanie zakończyło się remisem.

Spotkanie Orła Jelcz-Laskowice z FC Toruń określane było mianem hitu 11. kolejki Futsal Ekstraklasy. Gospodarze, jako beniaminek ligi zajmowali trzecie miejsce w tabeli. Z kolei goście z Torunia to brązowi medaliści ostatniego sezonu, a przed rozpoczęciem ostatniej kolejki w rundzie jesiennej plasowali się na pozycji lidera.

Zasłużone prowadzenie gości

W pierwszych minutach minimalną przewagę na boisku mieli piłkarze FC Toruń. Gracze prowadzeni przez Łukasza Żebrowskiego stwarzali sobie więcej sytuacji podbramkowych, ale żadnej nie potrafili zamienić na gola. Pierwszą klarowniejszą okazję na strzelenie bramki Orzeł miał po siedmiu minutach gry, jednak uderzenie Mykoli Morozova przeszło obok lewego słupka.

Im bliżej było końca pierwszej połowy, tym bliżej przechylenia szali na swoją korzyść byli goście. Orzeł cały czas był zepchnięty do defensywy, a swoich szans szukał głównie po kontratakach. Gospodarze musieli jednak zaryzykować, bowiem wynik spotkania otworzył Remigiusz Spychalski i torunianie mogli cieszyć się z jednobramkowego prowadzenia. Blisko wyrównania był Henry Hatakeyama. Brazylijczyk pomknął lewą stroną boiska, jednak piłka po jego uderzeniu minimalnie minęła bramkę Nicolae’a Neagu’a. W 19. minucie FC Toruń powinien prowadzić już 2:0, ale strzał Mateusza Cymana przeleciał nad pustą bramką Orła.

Bramkarz bramkarzowi wilkiem

Gospodarze mieli sporo szczęścia. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy swoich sił spod linii środkowej boiska próbował Tomasz Kriezel, ale na szczęście Orła, trafił jedynie w słupek. W 24. minucie świetnej okazji nie wykorzystał Nuno Barbosa. Portugalczyk stojąc tyłem do Neagu’a próbował oszukać go strzałem zewnętrzną częścią stopy. Zaskoczony bramkarz nie ruszył się w kierunku piłki, która na jego szczęście przeszła obok bramki. Chwilę potem fenomenalnie zachował się golkiper gospodarzy – Maciej Foltyn, który nie dał się nabrać na drybling Cymana i pewnie zatrzymał gracza FC Toruń. Nie sprostał jednak w wydawałoby się o wiele prostszej sytuacji, kiedy to piłka wpadła do jego bramki po strzale Neagu’a z własnego pola karnego.

Gospodarze poszli vabank

Orzeł nie miał już czego bronić. Z tego powodu w dalszej fazie gry można było zaobserwować częste wychodzenie Foltyna z własnej bramki, który pomagał w rozegraniu akcji swoim kolegom z zespołu. W końcówce trener Lopez Jesus zaryzykował już całkowicie przechodząc na grę bez bramkarza. Przyniosło to efekt na niecałe pięć minut przed końcową syreną, kiedy kontaktowego gola zdobył Barbosa. Gospodarzom dało to zastrzyk dodatkowej energii. Gra głównie toczyła się już na połowie gości, którzy ofiarnie bronili się przed stratą drugiej bramki. Piłkę na wagę remisu miał Morozov, ale będąc metr od bramki trafił obok lewego słupka.

– Nie uważam, że graliśmy defensywnie w pierwszej połowie. Staraliśmy się wywierać wysoki pressing i moi gracze mnie nie rozczarowali. Bramka kontaktowa dodała nam energii i mieliśmy jeszcze sporo czasu na wyrównanie, ale niestety nie wykorzystaliśmy swoich okazji. Będę bardzo szczęśliwy gdy drużyna znajdzie się wysoko w tabeli. Pamiętajmy jednak, że mamy tylko sześć punktów przewagi nad szóstym miejscem. Mimo to perspektywy przed drugą rundą są dla naszego zespołu naprawdę bardzo dobre – powiedział Lopez Jesus, szkoleniowiec Orła.

– Pierwsza połowa niezbyt nadawała się do oglądania, ponieważ gra bardziej przypominała piłkarskie szachy. Nie zagraliśmy tego co potrafimy, a i w końcówce zabrakło trochę szczęścia. Musimy wyciągnąć wnioski z tego spotkania. Teraz mamy trochę więcej czasu, żeby przygotować się do drugiej rundy. Na pewno nie spoczniemy na laurach. Gramy dobry futsal, który co prawda przeplatamy gorszymi momentami, ale to dotyka każdy zespół. Czy będziemy grać o coś więcej niż o pierwszą szóstkę? To pokaże przede wszystkim początek drugiej rundy. Mam jednak nadzieję, że skoro już jesteśmy na tym miejscu medalowym to powalczymy o coś więcej – podsumował Sebastian Wojciechowski, zawodnik Orła.

Mimo porażki, zespół Orła zachował 3. miejsce w tabeli Futsal Ekstraklasy. Z kolei torunianie dzięki zdobytym trzem punktom utrzymali pozycję lidera i nad drugim Rekordem Bielsko-Biała mają dwa punkty przewagi. Bielszczanie mają jednak jeszcze dwa zaległe mecze do rozegrania.


KS Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – FC Toruń 1:2 (0:1).
Barbosa – Spychalski, Neagu

Orzeł: Foltyn (C) – Luchena, Morozov, Amantes, Andrade oraz Charrier, Goliński, Pastars, Hatakeyama, Pach, Barbosa, Wojciechowski, Kędra

FC Toruń: Neagu – Wojciechowski, Mikołajewicz (C), Kriezel, Mrówczyński oraz Wędołowski, Domański, Cyman, Zboralski, Waszak, Elsner, Spychalski.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcia: Jarosław Frąckowiak / Orzeł Jelcz-Laskowice