“Pieniądze. Dzielą na tych, co je mają i na tych, co nie.” Meksykańskie kartele. Dom nad jeziorem. Pranie pieniędzy. I pozornie zwyczajna rodzina z dwójką dzieci. 10-odcinkowa produkcja Netflixa z lipca tego roku, stworzona przez Billa Dubuquego, może i bierze dużo inspiracji z “Breaking Bad”, ale kręci fabułą w sposób na tyle dla siebie charakterystyczny, że warto dać jej szansę. Seria ta w interesujący sposób pokazuje nam świat człowieka zdesperowanego, zdegenerowanego, ale jednak nadal kochającego.

Fabuła “Ozark” subtelnie wciąga nas w zagadkowe problemy doradcy finansowego, Martina Byrde’a. Wraz z przyjacielem prowadzi on biuro finansowe, które służy jako pralnia pieniędzy dla kartelu narkotykowego. Dość szybko dowiadujemy się, że któryś z nich buchnął 8 milionów euro od swoich niebezpiecznych klientów, co naturalnie wiąże się z następującym dramatem. Martin dostaje ultimatum, przez które wraz z rodziną zmuszony jest przeprowadzić się nad piękne i odosobnione Jezioro Ozark w stanie Missouri i w ciągu pięciu lat wyprać tam 500 milionów dolarów dla kartelu. Okazuje się jednak, że nie jest on jedyną osobą bazującą swoją nielegalną działalność w tym malowniczym miejscu.

Ozark

Wyróżniającym elementem serialu jest zdecydowanie scenariusz – dialogi są przemyślane i długie, i to w nich kryje się cała magia czarnego humoru, tak widoczna w tej produkcji. Niestety, odbija się to negatywnie na naturalności interakcji, czasami napisane są one aż za bardzo. Są za to zagrane w sam raz, aktorsko bowiem sezon wypada przekonująco, a z tak trudnymi dialogami musiało to być dużym wyzwaniem. Jason Bateman wcielił się w Martina Byrde’a, a swoim cichym głosem i przygaszonymi reakcjami idealnie pokazał nam wewnętrzne rozterki bohatera. Laura Linney zagrała niewierną żonę Martina – Wendy, czyli postać najbardziej chyba złożoną, z mocnym charakterem i troskliwym sercem. Na uwagę zasługuje jeszcze Julia Garner w roli Ruth – młoda oszustka i łobuz, ale z głową na karku.

Wizualnie “Ozark” zachwyca i zapiera dech w piersiach. Jest to zdecydowanie największa zaleta serialu. Ogrom natury – tajemnicze góry, głębokie jezioro i nieskończone połacie nieba. Natura jest przedstawiona jako wyjątkowa i spektakularna, a te wspaniałe widoki otaczają bohaterów w każdym odcinku i prezentują ciekawy kontrast pomiędzy tym, co piękne i na widoku, a tym, co szkaradne i ukryte. Jezioro Ozark jest tu idealną paralelą do fabuły – mamy jezioro i rodzinę jak z reklamy turystycznej, ale ważne jest jaki koszmar kryje się pod tą iluzją. Klimat serialu ma za zadanie wywoływać w nas uczucie niepokoju, tak aby wciągnąć nas we wszechobecne tajemnice i atmosferę strachu. Widać to również w kolorystyce obrazu i w ujęciach, wszystko ukazane jest bowiem jakby zza zimnej niebieskiej płachty.

“Ozark” jest zdecydowanie jedną z ciekawszych produkcji, które pojawiły się w tym roku. Na jego niekorzyść działają podobieństwa do “Breaking Bad”, na tle których wypada on niestety trochę gorzej. Jeżeli jednak do serialu podejdziemy jak do czegoś nowego i uda nam się tych skojarzeń uniknąć, zobaczymy, że ma on również do zaoferowania wiele oryginalnych pomysłów oraz interesujące podejście do relacji międzyludzkich. Skomplikowane charaktery i sytuacje – tak w skrócie da się podsumować ideę tej serii i tym samym jej największą zaletę. Jezioro cały czas gra tu pierwsze skrzypce – w fabułę trzeba się zanurzyć i spaść na dno, a stamtąd widok jest już zupełnie inny, ale też chyba najbardziej odpowiedni do tego, aby docenić esencję “Ozark”.


Autor: Natalia Poloczek

Zdjęcia: netflix.com