Po raz piąty ulicami Wrocławia przejdzie Marsz Pamięci Rotmistrza Witolda Pileckiego. Inicjatywa organizowana przez KoLiber Wrocław, we współpracy ze Stowarzyszeniem Odra – Niemen, Federacją dla Rzeczypospolitej i Akademią Patriotów. Akcja rozpocznie się w piątek (24 maja) o godzinie 19:00 na Placu Solnym.

V Marsz Pamięci Rotmistrza Witolda Pileckiego z Placu Solnego uda się pod pomnik bohatera XX-wiecznej Polski ulicami: Ruską, Kazimierza Wielkiego, Krupniczą, Podwale, Most Sądowy i Promenada Staromiejska. Organizatorzy stawiają bardzo mocno na sferę patriotyczną wydarzenia, dlatego mile widziane będą biało-czerwone flagi. Zakończenie planowane jest na godzinę 21:00.

Żyć tak, aby w godzinie śmierci raczej się cieszyć niż lękać

Rotmistrz Pilecki urodził się 13. maja 1901 roku na terenie Imperium Rosyjskiego. Już jako 17-latek brał udział w wojnie z bolszewikami, najpierw bronił Grodna, później jako członek 211 pułku ułanów walczył w Bitwie Warszawskiej. Po wojnie studiował, lubił zmiany, ciągle się przemieszczał, korzystał z wolności, której jako dziecko nie zaznał. Najważniejsze wydarzenia w jego życiu miały dopiero nadejść.

Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć

Pileckiego zweryfikowała II wojna światowa i to pod każdym względem. Trudno znaleźć człowieka, który dla swojego kraju zrobił więcej. Jednak przez późniejsze zawirowania polityczne w powojennej Polsce, tak niewielu wie o jego dokonaniach, heroizmie i miłości, jaką darzył nie tylko ojczyznę, ale także wolność. Był dowódcą plutonu podczas nieudanej Kampanii Wrześniowej, później dołączył do konspiracji i jako jeden z organizatorów stworzył Tajną Armię Polską.

Naznaczony numerem 4859

Zaprzepaszczono jego najważniejszą misję. We wrześniu 1940 roku Rotmistrz wszedł w środek łapanki i przedostał się do obozu Auschwitz. Stworzył powód, by zesłano go w miejsce, z którego niewielu wracało. W obozie sporządzał notatki, tzw. Raporty Pileckiego, które dawały świadectwo wszelkim aktom braku człowieczeństwa nazistów. Jednak nikt w nie nie wierzył. Pilecki w Auschwitz wciąż był żołnierzem, rozszerzał konspirację, różnymi drogami zdobywał jedzenie i najpotrzebniejsze dla mieszkańców obozu rzeczy. Na pytanie jednego ze swoich obozowych żołnierzy – czy można kiedy się chce przyjeżdżać i wyjeżdżać z Auschwitz, odpowiedział z całą stanowczością, że tak. Po dwóch latach uciekł z Auschwitz wraz z dwoma kompanami i przedstawił raporty dowódcom. Wrócił, by w niedalekiej przyszłości walczyć w powstaniu warszawskim.

Bo choćby mi przyszło postradać me życie, tak wolę – niż żyć, a w sercu mieć ranę

Wojna się skończyła, ale Pilecki nie przestał walczyć. Niedługo po wojnie aresztowany, oskarżony o zdradę zważywszy na swój czynny udział w Bitwie Warszawskiej czy aktywny opór wymierzony w ZSRR. Bestialsko torturowany – nie przyznał się, pozostał wierny swoim ideom, bo nie jego życie było dla niego najważniejszą ideą, a wolność dla własnych dzieci i spokojne egzystowanie, bez strachu o jutro. W pewnym momencie nie miał już sił, był tak wycieńczony fizycznie, że jego organizm się poddał. Wypowiedział wówczas słowa, z którymi jest najczęściej kojarzony – Oświęcim to była igraszka. Ostatecznie skazany na śmierć i stracony 25. maja 1948 roku w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie.

Czas, by podziękować

Dlaczego właściwie warto pojawić się na placu Solnym w piątek wieczorem? To zależy od tego, jakie prezentujemy podejście do obecnej sytuacji, w której przyszło nam żyć. Zależy od wielu czynników, które wpływają na identyfikację z osobami, miejscami i historią. Warto na pewno ze względu na życiorys człowieka, o którym aż do upadku komunizmu nie można było mówić. Życiorys człowieka, którego szczątków do tej pory nie znaleziono. Życiorys człowieka, którego zamordowali ci, którzy powinni być mu wdzięczni za każdą inicjatywę dla kraju, nie tylko bezpośrednią walkę, ale wszelkie aktywności, jakie podejmował w swoim życiu. Dla człowieka, który ojczyźnie poświęcił wszystko, nie tylko czas i zaangażowanie, za które nie otrzymał należytych laurów, ale życie.

Na docenienie swojego nazwiska musiał czekać aż do 2013 roku, kiedy pośmiertnie został awansowany na Pułkownika. Zaraz po upadku komunizmu, został również anulowany jego wyrok śmierci i został odznaczony orderem Orła Białego. Tak naprawdę jego orderem są właśnie inicjatywy tego typu, kiedy pamięć o bohaterze ubiegłego stulecia jest podtrzymywana i rozpowszechniana, a świadectwo jego życia inspiruje, ma potencjał, by uświadamiać, że niekoniecznie ojczyzna, ale każdy cel, który jest dla człowieka najistotniejszy, warty jest wielkich poświęceń.

_____________________________________________________________________Autor: Dawid Walczuk
Zdjęcie: Facebook