Wszyscy kochamy antybohaterów, takich jak: Dexter, Frank Underwood, czy Hannibal. Archetyp pojawił się już u Homera, ale swój aktualny status antybohater zyskał dopiero w dwudziestym wieku. Dzisiaj jego obecność i popularność w kulturze jest trudna do zignorowania. „Peaky Blinders” jest tego zaś idealnym przykładem, bowiem nic nie przykuwa naszej uwagi tak jak banda aroganckich gangsterów z pistoletami i złymi zamiarami. „Są źli, ale są nasi” – słowami jednego z bohaterów serialu, Peaky Blinders stąpają po tej niewidzialnej granicy pomiędzy szkaradą, a ludzką niedoskonałością. Robią to tak doskonale, że ciężko oderwać od nich wzrok.

 

Birmingham świeżo po I wojnie światowej. Industrialne miasto pełne zgrzytów, dymu i pary. Na takim obrazku wymalowana została historia rodziny Shelby, która rządzi półświatkiem hazardu w Small Heath. Reżyser Steven Knight przedstawił magnetyzującą wizję tej gangsterskiej opowieści, która czaruje widza poprzez wspaniałe ujęcia i świetną grę aktorską. Serial zatapia nas w brudzie, deszczu, błocie i krwi. Wewnątrz tych fabrycznych dzielnic dumnie kroczy Tommy Shelby w swoim nienagannym garniturze, otoczony lojalną rodziną i gotowy podbić całą Anglię. Są żylety i kokaina, szpiedzy i cyganeria. Nie do przeoczenia w produkcji jest muzyka – regularnie słyszymy klasycznych artystów takich jak PJ Harvey, Nick Cave, Arctic Monkeys czy też The White Stripes. Wszystko to tworzy niepowtarzalny klimat, który zgrzyta zębami i pozostawia cierpki posmak na języku, ale też uzależnia.

 

Aktorsko serial również ma się czym pochwalić – prym wiedzie hipnotyzujący Cillian Murphy w roli Thomasa Shelby’ego. Zadbał on, aby każdy szczegół postaci reprezentował charyzmę lidera i człowieka ambitnego, cynicznego – spojrzenia, gesty, akcent, mimika. Najstarszy brat Arthur – w tej roli Paul Anderson – początkowo przedstawiony jako ten naiwny i głupi, z czasem odkrywa przed nami swoją wrażliwość, pasję i przywiązanie. John zaś, czyli najmłodszy z trzech braci zagrany przez Joe’a Cole’a, jest buntownikiem, młodym i frywolnym, uciekającym od konsekwencji. Całą trójkę w ryzach trzyma Ciotka Polly – w tej roli olśniewająca Helen McCrory – która, choć obarczona własnymi widmami, jest klejem i głosem rozsądku tej niewyparzonej zgrai. Otoczeni kolorową plejadą pozostałych postaci, członkowie Peaky Blinders rozwijają przed nami swoją ambitną historię zawładnięcia półświatkiem Anglii, a my, jako widzowie, możemy tylko trzymać za nich kciuki. W ich otoczeniu pojawiają się postacie grane przez takich aktorów jak m.in.: Sam Neil, Adrien Brody, Tom Hardy, czy Aidan Gillen.

Świat antybohatera jest dla nas pociągający, wydaje nam się bardziej ludzki od idealistycznych mrzonek i bohaterskich czynów. Serial „Peaky Blinders” daje nam to, czego chcemy – bohaterów wcale nie idealnych, ale takich z wystarczającą ilością uroku i pokusy. Amoralni, zdeprawowani, ale też urzekający i barwni. Produkcja ta ma wiele plusów, takich jak gra aktorska, ujęcia, muzyka, wciągająca fabuła. Jest na tyle różnorodna w swoich wątkach, że z przyjemnością może obejrzeć ją każdy, nie tylko fan filmów gangsterskich. Jest to idealna seria, aby chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości, zbliżających się egzaminów i nawału pracy, i zatopić się w świecie tak innym od naszego, ale jednak z tak podobnymi ludźmi. Jest to również moment idealny, aby sięgnąć po tę produkcję, jako że kilka tygodni temu miał swoją premierę 4. sezon serialu (kolejne odcinki w środy na kanale Ale kino +, a przed  Bożym Narodzeniem na platformie Netflix). Warto więc przysiąść i odkryć historię Shelbych, bowiem kryje ona w sobie dużo zwrotów, wzruszeń i charakteru. No i oczywiście, całą masę kaszkietów.

 


Autor: Natalia Poloczek