Wybudowany jako dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego, zgodnie z pomysłem Stalina dziś budzi ogromne kontrowersje zbierając zwolenników zarówno swojego trwania w centrum Warszawy jak i wymazania go z mapy stolicy.

 

Pomijając fakt okoliczności w jakich powstał Pałac Kultury i Nauki (czyli tak zwany Pekin) warto zauważyć, że radziecki architekt stojący za jego projektem – Lew Rudniew – przyłożył się do pracy. Najpierw wizytował polskie miasta takie jak Kraków, Zamość czy Chełmno by zapoznać się z polską architekturą, a dopiero później przedstawił pięć projektów. Ten wybrany  został rozszerzony przez krajan o umieszczenie teatrów, sal wystawowych oraz wyposażenie Sali Kongresowej o dodatkowe wyjście.

Budowa Pekinu trwała od 2 maja 1952 do 22 lipca 1955. Pracowało przy niej około 3500 – 5000 robotników rosyjskich oraz 4000 robotników polskich. Dla pracowników z Rosji wybudowano zresztą osobne osiedle na warszawskich Jelonkach z osobnym kinem, stołówką, świetlicą czy basenem. 16 z robotników ze wschodu zginęło podczas pracy, oficjalnie zostali pochowani an cmentarzu prawosławnym, choć miejskie legendy mówią o wmurowaniu ich ciał w fundamenty budowli.

W trakcie wznoszenia budowli zmarł Stalin, zatem Rada Państwa i Rada Ministrów PRL nadała jego imię Pekinowi, zresztą pomnik komunistycznego wodza miał stanąć na placu przed pałacem, jednak konkursu na jego wykonanie finalnie nie rozstrzygnięto.

Choć korzenie ma typowo komunistyczne, to PKiN wpisał się w obraz Warszawy, ponadto został zabytkiem. Dziś coraz więcej mówi się o jego wyburzeniu w imię dekomunizacji miasta, zapominając zupełnie o instytucjach w nim urzędujących oraz o fakcie, że dziś jawi się on jako zupełnie inny budynek. Ponadto sama kwestia wyburzenia Pekinu to absurdalne kwoty i absurdalne utrudnienia życia dla mieszkańców Warszawy. Primo: koszt wyburzenia PKiN, obliczony kilka lat temu opiewał na kwotę ponad 900 milionów złotych, tym samym przewyższając wartość działek, na których stoi. Oznacza to, że wydanie pieniędzy na wyburzenie (bądź nie bądź zabytku) będzie już samo w sobie pewną sztuką dla sztuki i rozwalaniem potężnej budowli w imię wyczyszczenia miasta z czerwonych plam. Secundo: PKiN został zbudowany jak bunkier. To ogromna budowla ze zbrojonego betonu, którego bez użycia środków wybuchowych wyburzyć się praktycznie nie da. Poza tym Radek Teklak z serwisu Noizz w bardzo uproszczony sposób oszacował to, ile gruzu po samym Pekinie by zostało. Tertio: ja nie wiem jak centrum Warszawy miałoby funkcjonować podczas wyburzania.

PKiN stał się zatem budynkiem wyklętym. Wyklętym w imię zbijania kapitału politycznego i nadmiernej poprawności. Wyklętym w imię wojowania w zasadzie nie wiadomo o co, bo takie wojowanie jest idealną przykrywką dla tych, którym pięćset złotych nie przesłoniło oczu. Zatem najważniejsze pytanie pozostawić należy sobie na koniec: po jaką cholerę burzyć ten budynek?

 


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: wikipedia