Ślęza Wrocław pokonała Pszczółkę Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin 80:78. Dla koszykarek Arkadiusza Rusina było to pierwsze spotkanie w tym sezonie we własnej hali. Najlepiej wrocławskiej publiczności zaprezentowała się Terezia Palenikova, która zdobyła 19 punktów, zaliczyła 4 asysty i 5 zbiórek.

Po dwóch wygranych spotkaniach wyjazdowych Ślęzę Wrocław czekał pierwszy mecz przed własną publicznością w tym sezonie. Na przeciwko nich stanęły koszykarki Pszczółki Lublin, które po dwóch porażkach z rzędu grały o ważne dla nich przełamanie.

Szybkie prowadzenie

Spotkanie o wiele lepiej rozpoczęły wrocławianki. Zawodniczki Arkadiusza Rusina wykorzystywały nadarzające się okazje do zdobycia punktów, dzięki czemu szybko wyszły na prowadzenie 9:2. Słaba gra lublinianek zmusiła trenera do wzięcia czasu już po niecałych trzech minutach gry. Na niewiele się to jednak zdało przy wciąż dobrej grze Ślęzy w ofensywie. Była to między innymi zasługa Terezii Palenikovej, która w krótkim czasie zdobyła osiem punktów. W końcówce pierwszej kwarty Pszczółka zniwelowała minimalnie swoją stratę do ośmiu oczek i Ślęza prowadziła 23:15.

Popis nieskuteczności

W drugiej kwarcie koszykarki z Lubelszczyzny wciąż próbowały odrobić przewagę jaką wyrobiła sobie Ślęza w pierwszej części spotkania. Ich próby rzutów za dwa czy za trzy punkty jednak często były niecelne. Ślęza nie wykorzystała niemocy swoich przeciwniczek. Wrocławianki również raziły swoją nieskutecznością pod koszem. Taka gra pozwoliła im jednak zachować w miarę bezpieczny wynik przed drugą połową i do szatni schodziły z prowadzeniem 40:31.

Powrót dobrej gry

Początek drugiej połowy to niemalże kopia tego, co działo się w pierwszej kwarcie. Ślęza grała dobrze w obronie, a to przełożyło się na kolejne punkty po kontratakach. Bardzo dobrze grała znowu Palenikova. Po jej dwóch celnych trafieniach wrocławianki wyszły na szesnastopunktowe prowadzenie (56:40). Lublinianki się jednak podniosły i dzięki punktom zdobytym przez między innymi Magdalenę Szajtauer traciły już tylko siedem oczek. W ostatniej akcji tej kwarty fantastycznie rzuciła zza połowy Marissa Kastanek co dało Ślęzie prowadzenie 62:52.

Konkurs rzutów osobistych

Dobra gra Brianny Kiesel dała Pszczółce nadzieję na odrobienie strat przed ostatnią syreną meczu. Amerykanka bardzo szybko zdobyła siedem punktów i lublinianki traciły jeszcze tylko sześć oczek. Wtedy przebudziły się koszykarki trenera Rusina. Pomogły im w tym trochę przeciwniczki, które przez częste faule dawały okazje Ślęzie do zdobywania punktów po rzutach osobistych. Wrocławianki nie pozostawały dłużne drużynie AZS-u i również często grały faulem. W ten sposób przez blisko pięć minut w hali wrocławskiego AWF-u można było oglądać trafienia zdobyte jedynie z rzutów wolnych. W ostatnich sekundach kolejny raz celnie rzucała Kiesel. Nie pomogło to jednak jej drużynie w odniesieniu zwycięstwa w tym spotkaniu i to Ślęza mogła cieszyć się z wygranej 80:78.

– W pierwszej kwarcie dobrze nam szło, rzuty wpadały do kosza i dzięki temu grało się po prostu przyjemnie. Pszczółka zaczęła się jednak później stawiać. Kontrolowałyśmy mimo wszystko ten mecz. Tak na prawdę to błędy, których nie powinnyśmy popełnić zdarzyły nam się w ostatnich dwóch minutach. Mecz powinien się skończyć naszą około piętnastopunktową przewagą, ponieważ wynik nie odzwierciedla całkowicie tego spotkania – mówi Monika Naczk, rozgrywająca Ślęzy Wrocław.

Po tym spotkaniu Ślęza Wrocław awansowała na 3. miejsce w ligowej tabeli. Koszykarki Arkadiusza Rusina do liderek z Polkowic tracą dwa punkty. Wrocławianki mają jednak rozegrany jeden mecz mniej z powodu pauzy w ostatniej kolejce.


Ślęza Wrocław – Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin 80:78 (23:15; 17:16; 22:21; 18:26)

Ślęza: Palenikova 19, Udodenko 17, Burdick 11, Kastanek 10, Colson 7, Miletić 6, Dobrowolska 4, Szybała 3, Marciniak 3, Naczk 0.

Pszczółka: Kiesel 34, Adamowicz 15, Szajtauer 11, Rymarenko 9, Vrancić 6, James 2, Poleszak 1, Butulija 0, Mistygacz 0.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: Ola Sopuch