Przez ostatnie parę dni mogliśmy śledzić zmagania szesnastu drużyn w Katowicach, które walczyły o awans do kolejnego etapu – Legends Stage. Niektóre zespoły zdominowały oponentów, a niektóre nazywane przed turniejem „pewniakami”, odpadły bardzo szybko. Jak wyglądał Challenger Stage na Majorze w stolicy Śląska?
Przed rozpoczęciem, każda ekipa musiała ocenić pozostałe 15, i na podstawie tego, ESL ułożył ranking zespołów, po czym dobierane były pary do rywalizacji pierwszego dnia. Jednak bardzo szybko okazało się, że realia są inne, i nawet uważana za najgorszą drużyna, może skończyć 3-0.

Historyczna chwila dla Australijczyków.

Amerykańskie NRG Esports, oraz australijskie Renegades, byli pierwszymi którzy zaklepali swoje miejsce w kolejnym etapie. Energiczną i pomysłową grą przeszli swoich przeciwników.

Ciężko się nie cieszyć, kiedy właśnie się skończyło awansem z wynikiem 3-0

Dla składu zza Atlantyku, pierwszymi byli uczestnicy poprzedniego Majora – Winstrike, których pokonali 16-9. Pomimo tego, że grali oni na Nuke’u, a mieli do wyboru jeszcze mapę Train(która statystycznie rzecz biorąc jest najlepszą mapą Winstrike), to wciąż zostali zrównani z ziemią, zwłaszcza kiedy NRG zmieniło stronę na CT. Kolejny pojedynek był dla nich jeszcze łatwiejszy, azjatyckie Vici zostało przez nich pokonane 16-6. Można by pomyśleć że o sam awans bezpośrednio, Tyloo sprawi większe problemy, i faktycznie tak było – NRG wygrało dwa zero, ale obydwie mapy z różnicą dwóch i trzech rund.

Renegades za to jest zespołem, dla którego ciężko jest mieć wysokie oczekiwania. Przez poprzednie pięć Majorów, australijscy fani zarywali w ten sposób nocki i nie mogli spać, ze względu na nerwy i smutek. Oglądając jednak zmagania z Górnego Śląska, na pewno mieli powody do dumy. Po pokonaniu Avangar i NiP, zostali postawieni przed trudnym rywalem – fińskim ENCE. Poradzili sobie z nim w świetnym stylu, wygrywając Nuke’a, wybór ENCE, 16:7 i Mirage’a 16:14.

Do trzech razy sztuka

Finowie nie dali jednak przybić się pierwszą porażką na turnieju. Dzień później, wynikiem 2:1, zakończyli spotkanie z wcześniej wymienioną ekipą z CIS – Winstrike. Było to ich trzecie zwycięstwo na turnieju, co naturalnie dawało awans do kolejnego etapu. W ich ślady poszły dwie drużyny – Avangar i Vitality. Pomimo rozpoczęcia IEMa od porażek, zaliczyły one potem trzy wygrane z rzędu.

C9 w pełnym skupieniu walczyło o awans w ostatnim dniu.

W ostatni dzień oglądaliśmy zmagania trzech, można by rzec już starych, doświadczonych zespołów, z trzema młodymi, ambitnymi rywalami. W Niedziele o ostatnie 3 miejsca grało Ninjas in Pyjamas z Vici, Cloud 9 z Winstrike, oraz G2 Esports z Tyloo. W każdym z tych pojedynków, znajdowały się osoby, które w historii osiągnęły tytuł mistrza Majora, a teraz były jeden mecz od eliminacji na pierwszym etapie. Na całe(ich) szczęście, doświadczenie jednak górowało podczas Niedzielnych meczy – Szwedzi i Francuzi wygrali 2:1, a Amerykanie 2:0.

KennyS momentami pokazywał, jakby wrócił do swojej formy sprzed lat.

Jak są pozytywne zaskoczenia, to muszą też być rozczarowania.

Ze swojego występu w turnieju na pewno dumni nie mogą być gracze Fnatic. Jest to legendarna w CS:GO organizacja, która była członkiem top 16 każdego Majora w historii gry. IEM Katowice 2019 będzie pierwszym eventem, gdzie nie zobaczymy ich w czołówce. Zakończyli oni wydarzenie z wynikiem 1:3, po porażkach z Vici, Winstrike i G2. Jedynym ich sukcesem było pokonanie Greyhound, młodziutkiego zespołu z Oceanii. Gracze i fani są jak najbardziej zawiedzeni, ale winnym jest tu jedynie szwedzka ekipa i ich gra. Pudłowanie łatwych strzałów, błędy taktyczne i zbyt wolne reakcje na to co się dzieję podczas gry sprawiły, że takie legendy jak Krimz i JW już w ten weekend pożegnały się z Polską. A pomyśleć, że przed rozpoczęciem sporo ludzi uważało, że jest to skład który szybko przejdzie z wynikiem 3-0.

Tak prezentuje się 16stka, którą będziemy mogli oglądać od Środy.

Czy poza pomarańczowymi jest ktoś, wobec kogo były wielkie oczekiwania, a również odpadł? Niezbyt. Bardzo wielki był hype na brazylijski Furia Esports, dzięki ich agresywnemu stylowi gry pokazanemu w kwalifikacjach. Tutaj niestety kompletnie się on nie sprawdził. Podobnie można powiedzieć o Tyloo, którzy po rekonstrukcji pokazywali się z naprawdę dobrej strony i wyglądali obiecująco, ale koniec końców, brakło im pewności siebie.

Legends Stage zaczyna się już w najbliższą Środę, 20.02, o godzinie 13:00.


Autor: Mateusz Miter

Zdjęcia: Instagram @hltv.org, @get_rightcs, @cloud9gg