Zerkamy na repertuar współczesnych rodzimych seriali i dużego wyboru nie mamy. Kilka tytułów godnych uwagi. Jednak co lato (i nie tylko) jak bumerang wracają na ekrany relikty przeszłości. To one wyznaczyły drogę swoim następcom – pisze Mariusz Bartodziej.

Z większością opisywanych produkcji każdy z nas się zetknął. Bezpośrednio, godzinami podziwiając przygody psa-czołgisty, albo pośrednio poprzez słuchanie zachwytów rodziców nad Hansem Klossem. Nie do wszystkich seriali ubiegłego wieku wracamy pamięcią, ale i te mniej znane warto w paru słowach wspomnieć.

Na początek – dziennikarze

Pierwszy polski serial przedstawia perypetie pracowników mediów. Komediowo-sensacyjny „Barbara i Jan” miał premierę w 1965 r., a scenariusze napisał m.in. Stanisław Bareja (reżyser „Misia”). Siedem odcinków, siedem różnych materiałów. Co ciekawe, w każdym z nich z banalnej historii rodzi się drugie dno. Jak w ostatnim, gdy tytułowy Jan idzie do dentysty z bólem zęba, a na miejscu okazuje się, że gabinet jest tylko przykrywką. To w pracy dziennikarza aktualne jest do dziś. Niejednokrotnie z próby napisania o czymś rodzi się pomysł na zupełnie inne ujęcie.

Ten serial umożliwia nie tylko poznanie ówczesnych realiów, ale i pracy dziennikarza. Sceny w pierwszym odcinku kręcono w nieistniejącym już warszawskim zakładzie na Woli. To w nim tytułowa Barbara wcieliła się w rolę robotnicy, by zdobyć materiał na reportaż. I za to dostała burę od Jana, bo „ludzie mają zaufanie do nas, do prasy. Przychodzą do nas ze swoimi kłopotami i są pewni, że im pomożemy. To wielka odpowiedzialność, ale i wielki zaszczyt. To wyszło tak, jakby pani się wstydziła, że jest dziennikarzem”. O renomie tego zawodu świadczyło też używane w serialu „słowo dziennikarskie” jako synonim „słowa honoru”. To przyrzeczenie rozwiewało wszelkie wątpliwości.

W tytułowych rolach Janina Traczykówna oraz Jan Kobuszewski.

Przeciwwaga do martyrologii

Rosyjski szpieg w szeregach niemieckiego okupanta z czasów II wojny światowej. Stanisław Mikulski stał się poniekąd aktorem jednej roli – Hansa Klossa. „Stawkę większą niż życie”, jako widowisko teatralne, widzowie oglądali w latach 1965-67, a jeszcze w tym samym roku rozpoczęto emisję wersji filmowej. W czym tkwił sukces tej produkcji? W odejściu od martyrologii.

Serial przełamał dotychczasowe spojrzenie na wojnę. Koniec więzień, obozów, nędzy. Czas na „atrakcyjną” stronę wojny. Nieskrępowanie podróże bohatera po Europie. Najpiękniejsze wówczas aktorki w roli towarzyszek. Przeniesienie konfliktu z frontu do gabinetów, gdzie liczy się spryt i przebiegłość, a nie siła i żądza krwi. Serial zaspokajał „potrzebę kompensacji po latach upokorzeń, bezsilności, poczucia przegranej, których doświadczyli Polacy”. Zdaniem Andrzeja Konica, „Stawka jest nie tyle kłamliwa, ile pomija pewne zagadnienia, […] jest opowieścią, którą staramy się utrzymywać w klimacie zgodnym z rzeczywistością.”

Dzięki tej postaci, niemiecki mundur przestał kojarzyć się Polakom wyłącznie z okupacją

Wojna może być przygodą

Wprawdzie już „Stawka większa niż życie” przełamała dotychczasowy obraz wojny, jednak jej główny bohater wciąż był śmiertelnie poważny. Tę zasadę przełamali bohaterowie emitowanego w latach 1966-70 serialu „Czterej pancerni i pies”. Bo nie tyle sam konflikt został przedstawiony z humorem, co właśnie oni.

Dla Janka Kosa i jego towarzyszy kolejne potyczki stanowią część przygody – to liczy się w tej produkcji. Wojna zostaje częściowo odarta z bezlitosnych, zakrwawionych szat i doprawiona sensacyjnością. Właśnie to zamierzenie stało się w przyszłości odpowiedzią na słowa krytyków, że serial zakłamywał rzeczywistość. Z racji protestów, Telewizja Polska odwołała emisję „Czterech pancernych” jesienią 2006 r., lecz wznowiła ją już kolejnego lata. A w 2008 r. stacja TVP Historia wyemitowała serial z komentarzem prostującym niezgodności.

Uśmiech stale towarzyszył załodze Rudego 102. Od lewej: Włodzimierz Press, Roman Wilhelmi, Janusz Gajos i poniżej Franciszek Pieczka.

 

Cywil przyjacielem człowieka

Szarik to nie jedyny polski serialowy przyjaciel człowieka. „Przygody psa Cywila” emitowane w 1971 r. składają się ledwie z siedmiu odcinków. Po latach nie ma znaczenia nawet to, że głównym bohaterem jest sierżant Milicji Obywatelskiej. Krzysztof Litwin wspomina, że zgodził się zagrać w produkcji, bo umówił się z reżyserem, że będzie „grał człowieka, a nie milicjanta”.

A reżyserem był Krzysztof Szmagier. Po ukończeniu łódzkiej Filmówki, musiał najpierw sprawdzić swoje siły w krótkim dokumencie. Jego „Selim” opowiada o tresurze milicyjnych psów. To tam poznał osoby zajmujące się hodowlą oraz tresurą i tam znalazł inspiracje do stworzenia serialu. Spotkał również Franciszka Szydełko, który „w ciągu półwiecza w prawie 140 polskich i zagranicznych produkcjach filmowych »układał« psy, w tym […] Szarika”.

Cywil miał się nazywać początkowo Bej, jednak reżyser zmienił zdanie już w trakcie zdjęć

07 na zlecenie

Po sukcesie swojej produkcji, Krzysztof Szmagier wyreżyserował w latach 1976-87 21 odcinków „07 zgłoś się”. Głównym bohaterem został ponownie funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, porucznik Sławomir Borewicz. Zagrał go Bronisław Cieślak (młodszym znany z serialu „Malanowski i partnerzy”), dziennikarz telewizyjny. Dziś niezawodowi aktorzy kojarzą nam się raczej z produkcjami pokroju nowego gatunku – serialu paradokumentalnego, np. „Trudnych spraw”.

Jak mówił później o swoim kultowym serialu Bronisław Cieślak, dobrany tytuł nie nawiązywał do filmów o Bondzie, a do „kryptonimu radiowego do operacyjnych jednostek w komendach wojewódzkich Milicji Obywatelskiej”. Pomysł serialu oparto na opowiadaniach kryminalnych z cyklu „Ewa wzywa 07”.

Produkcja zyskała opinię wyprodukowanego na życzenie władz PRL. Celem miało być ocieplenie wizerunku milicjantów. Wśród argumentów wymienia się m.in. „przedstawianie MO jako odpowiednika istniejącej w krajach Zachodu policji”.

Porucznik Borewicz, mimo zaprzeczeń aktora, i tak wielu osobom kojarzył się z Bondem

Dłużej niż Klan

Ciekawostką jest serial „Dom”. Dlaczego? Otóż wszystkie odcinki, a jest ich ledwo 25, zrealizowano w ciągu dwudziestu lat. Pod tym względem wyprzedza nawet „Klan”, który nastolatkiem przestanie być we wrześniu tego roku (albo w czerwcu, jeśli pod uwagę weźmiemy odcinki pilotowe przed regularną emisją).

Pierwszą serię „Domu” nagrano w latach 1979-81. Podczas stanu wojennego produkcję wstrzymano, a 12. odcinek, w zamierzeniu ostatni, zrealizowano w 1986. Po dziesięciu latach twórcy wrócili do nagrywania, by skończyć w 2000 roku.

Serialowa kamienica przy ul. Złotej 25 (w rzeczywistości przy ul. Pańskiej 85), Warszawa, stan na 2008 rok

Przetrwały nie tylko na ekranie

Wspomnienia o polskich serialach minionych lat zachowały się nie tylko na ekranach czy też w naszej pamięci. „Czterdziestolatek” doczekał się swojego ronda przy Dworcu Głównym w Warszawie, a czołg z „Czterej pancerni i pies” podziwiać możemy w Muzeum Broni Pancernej Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu. Dziś wydaje się, że część z tych produkcji jest jak wino. Im starsze, tym lepsze.

Początkowo wnętrze „Rudego” kręcono w studiu. Dopiero później w kadłubie jednego z T-34 wycięto otwory umożliwiające kręcenie scen wewnątrz prawdziwego czołgu

Autor: Mariusz Bartodziej

Zdjęcia: mat. pras., commons.wikimedia.org

Źródło: „30 najważniejszych programów TV w Polsce” pod redakcją Wiesława Godzica, „Seriale w kontekście kulturowym. Sfery życia – z życia sfer” pod redakcją Darii Bruszewskiej-Przytuły, Moniki Cichmińskiej, Piotra Przytuły