Można odczuć wrażenie jakby to było wczoraj, ale europejskie i amerykańskie rozgrywki w League of Legends trwają już od kilku tygodni. Spring Split 2019 zapewnił nam wiele emocji oraz rozczarowań. Niektóre drużyny mogą się powoli żegnać z play-offami. 

Łamane są wszystkie historyczne zasady. Finaliści mistrzostw świata siedzą na dnie tabeli. W Ameryce nie wszyscy mistrzowie świata radzą sobie tak, jak wymaga od nich ten tytuł. Z drugiej strony drużyny stworzone z amatorów i mało znanych nazwisk robią furorę.

Odwróć tabelę, Fnatic na czele?

Jest to coś, na co niewielu miało by odwagę postawić przed rozpoczęciem sezonu. A jednak stało się. Ekipa YoungBucka jest obecnie z wynikiem 1-5 na przedostatniej pozycji w tabeli. Pod nimi jedynie zespół Rogue. Przyszłość nie wygląda kolorowo, jako że mają oni jeszcze do zagrania między innymi z Schalke 04 czy G2 Esports – drużynami które ową tabelę otwierają. Czy dadzą radę się podnieść z kolan i osiągnąć szóste miejsce, żeby zakwalifikować się do play-offów? To jest dobre pytanie.

Ciężko na miejscu Fnatic nie być zawiedzionym.

Historia pokazuje, między innymi na przykładzie zeszłorocznego Cloud 9, że nigdy nie warto tracić wiary w dany zespół, nie patrząc na to jak beznadziejnie w danej chwili gra. Z drugiej strony, logicznie myśląc, trudno jest cokolwiek obecnie poskładać z gry pomarańczowych. Bot lane nigdy sobie nie radzi, nawet jak ma wygrywający match-up. A wszystkie pozostałe linie zawsze są właśnie w przegrywającej pozycji pod względem draftu. Broxah nie zgrywa się tak dobrze z Bwipo i Nemesisem, jak z Capsem, przez co jego aktywność jest zerowa. Pozostaje nam jedynie czekać – głupio było by nie zobaczyć zespołu z taką renomą w fazie play-off.

Wyścig prowadzi G2

Kto by pomyślał, że najgorętszy transfer w historii europejskiej sceny okaże się takim sukcesem? Do tej pory, wszystkie niespodziewane roszady po większe pieniądze i tworzenie przysłowiowego „super-teamu”, kończyły się fiaskiem. Mowa tutaj oczywiście o Capsie, młodym Duńczyku, który po dwóch sezonach spędzonych w Fnatic, przeniósł się w grudniu, do ich największego rywala – G2. Można by rzec, że jest to ruch na miarę transferu Messiego do Realu Madryt.

A jednak stało się, i co więcej, ruch ten przynosi fantastyczne efekty. G2 nie tylko zajmuje pierwszą pozycję w tabeli z wynikiem 6-0, ale dominuje wszystkich swoich rywali statystycznie. Mowa tutaj o ogólnej grze zespołu, jak i o indywidualnych wynikach każdego z graczy. Nas może bardziej cieszyć to, że junglerem w zespole utworzonym przez Ocelota jest nasz rodak, Jankos. Zobaczymy, czy dadzą radę utrzymać ten wysoki poziom gry. W kolejnym tygodniu zmierzą się z Fnatic oraz Vitality. Ekipa YamatoCannona depczę im po piętach, jako że są na drugim miejscu z wynikiem 5-1. Szykuje się emocjonujące spotkanie.

Jankos w tym sezonie udowadnia, że jest jednym z najlepszych europejskich graczy.

Jednocześnie w tym całym zgiełku i oszołomieniu po wynikach obydwu najbardziej znanych drużyn, nie można zapomnieć o sytuacji w środku tabeli. Drużyny takie jak Schalke, Misfits, czy też Splyce mogą równie dobrze wspiąć się na szczyt. Do rozegrania jeszcze po dwanaście spotkań, tak więc wszystko może się zmienić. A nie zapominajmy o starej, europejskiej zasadzie: tutaj ostatni mogą się stać pierwszymi w każdej chwili.

Jak się prezentuje Ameryka?

LCS, amerykański odpowiednik rozgrywek Starego Kontynentu, jest tylko jeden tydzień rozgrywek do tyłu. Co nie znaczy, że jest za wcześnie, aby wysnuwać pierwsze wnioski. Tutaj tabela wygląda troszkę inaczej, jako że mamy aż 6 organizacji z wynikami 2-2. Jedyne co się nie zmieniło po poprzednim sezonie, to dwa krańce tabeli – otwiera Team Liquid, a zamyka Golden Guardians. W przypadku tego drugiego zespołu, jest to zaskakujące, jako że w całości zmienili swój skład, który nie zapowiadał się na najlepszy, ale jednocześnie nie skreślano go z każdego meczu. Trzeba przyznać, że liga amerykańska jest jednak zdecydowanie bardziej wyrównana niż ta rozgrywana w Berlinie. Do tej pory, oglądając mecze, można odnieść wrażenie, że każdy ma szanse z każdym. Najwyraźniej, potrzebujemy jeszcze z dwóch weekendów, aby móc powiedzieć, kto jest pewniakiem na fazę play-off, a kto tylko workiem do bicia.

Doublelift – Statystycznie,obecnie najlepszy AD Carry w Ameryce

W tej niepewności kryje się jednocześnie pewna nutka ekscytacji. Nie wiemy, czy na przykład Cloud 9 nie wystrzeli się do przodu i nie zdominuje ligi, czy też nie spadnie na kompletne dno. W meczu z 100 Thieves wyglądali jakby ponownie byli w formie ćwierćfinałowej, z październikowych mistrzostw świata. Dzień później grali jak banda amatorów z dywizji Gold 5. I to można powiedzieć obecnie o każdej drużynie, może z trzema wyjątkami. Dlatego z niepewnością oczekujemy kolejnego weekendu.


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcie: Instagram @lolesports, @fnatic, @teamliquid, @michalkonkolfotografia