Obecny sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich stał się symbolem przemian. Do czołówki dołączyło wielu skoczków jak choćby Słoweniec Timi Zajc, Szwajcar Kilian Peier, czy co najważniejsze dla nas Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Żaden z nich nie zrobił tak ogromnego wrażenia jak Japończyk Ryoyu Kobayashi, który już na początku sezonu objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej PŚ i jak na razie go nie oddał. Czy istnieje jeszcze szansa, że ktokolwiek będzie w stanie odebrać mu zwycięstwo i tak upragnioną przez wszystkich Kryształową Kulę?

Na początku sezonu, zawodnik z Kraju Kwitnącej Wiśni dokonywał istnych cudów na skoczniach całego świata. Na 12 pierwszych konkursów wygrał aż 9 i 2 razy stawał na podium. Ponadto wygrał  67. edycję legendarnego Turnieju Czterech Skoczni, triumfując we wszystkich czterech konkursach. Wcześniej dokonali tego tylko Kamil Stoch w poprzednim roku i Niemiec Sven Hannawald w sezonie 2001/2002.

W późniejszej części sezonu Japończykowi szło niewiele gorzej. Dalej regularnie stawał na podium, a tylko raz zdarzyło mu się wypaść poza pierwszą dziesiątkę zawodów. Jedynie zdobycie medalu MŚ w skokach w konkursie indywidualnym nie udało się Japończykowi.

Niesamowita forma Ryoyu Kobayashiego przez niemal cały sezon sprawiła, że w klasyfikacji generalnej PŚ ma on w tej chwili aż 475 punktów przewagi nad drugim w tym zestawieniu Kamilem Stochem. Do końca sezonu pozostało ledwie 6 konkursów indywidualnych. Oznacza to, że każdy zawodnik może zdobyć jeszcze maksymalnie 600 punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Trzeci w tym zestawieniu Austriak Stefan Kraft traci do Kobayashiego już 603 punkty, więc w pościgu za nim został już tylko Polak.

Nie zmienia to jednak faktu, że dogonienie Japończyka będzie zadaniem wręcz ekstremalnie trudnym. Nawet jeśli Stoch wygra wszystkie pozostałe konkursy, to Kobayashi będzie mógł w nich zdobyć co najwyżej 124 punkty, aby Polak mógł go wyprzedzić. Daje to średnią wynoszącą 20pkt/konkurs. Taką liczbę punktów zdobywa w konkursie zawodnik sklasyfikowany na 13-stym miejscu. Tu należy przypomnieć, że w poprzednich 22 konkursach Japończyk niżej sklasyfikowany był tylko raz podczas lotów w Oberstdorfie.

Nawet jeśli reprezentant Japonii z jakiegokolwiek powodu jak np. kontuzja, miałby w tym sezonie nie zdobyć już ani jednego punktu, to Kamil i tak musiałby punktować ze średnią około 79pkt/konkurs, czyli mówiąc prościej, nie schodzić poniżej drugiego miejsca. Zrównanie się przez nich punktami nie wchodzi w grę, gdyż w takiej sytuacji wygrywa ten, który odniósł więcej zwycięstw konkursowych w sezonie. Taka sytuacja miała już miejsce w sezonie 2014/15, gdy Niemiec Severin Freund wyprzedził Słoweńca Petera Prevca dzięki wyższej liczbie triumfów. Jak dotąd wynik tej rywalizacji wynosi 11:2 dla Ryoyu.

Wniosek z tego wszystkiego jest prosty. Kamil Stoch musi wznieść się na absolutne wyżyny swoich możliwości jeżeli chce zagrozić jeszcze Ryoyu Kobayashiemu w drodze po Kryształową Kulę. Dodatkowo musiałby liczyć albo na poważną kontuzję Japończyka, która uniemożliwi mu starty w pozostałych konkursach, albo na bardzo poważny regres formy tego zawodnika, czego próżno jednak się spodziewać. Szanse są zatem bardzo małe, lecz pomimo to wszyscy kibice powinni podczas ostatniej części sezonu dalej robić to, co zawsze. Ściskać kciuki za naszych reprezentantów i po prostu liczyć na jak najlepszy wynik.


Autor: Bartosz Królikowski
Zdjęcie: Instagram