Ktoś, poproszony o namalowanie klepsydry, nie miałby z tym zadaniem problemów. A co by się stało, gdyby kazać mu napisać ją obrazem? Na to pytanie odpowiada poezja konkretna Stanisława Drożdża.  Stanisław Dróżdż to ważna figura w polskiej sztuce. Sam siebie definiował jako poetę, choć w świecie artystycznym funkcjonował jako artysta wizualny. Wszystko za sprawą uprawianej przez niego poezji konkretnej, której był najwybitniejszym przedstawicielem w kraju. Poezja konkretna wykorzystuje wizualny aspekt tekstu (dlatego mówi się, że pisze obrazem) – zwraca uwagę na wielkość i kształt liter, ich melodyjność, rozmieszczenie na stronie, które wraz ze znaczeniem użytych wyrazów tworzą integralną całość artystyczną. Autonomizuje słowa, wyizolowuje je z kontekstu językowego i rzeczywistości pozajęzykowej, tak, aby istniały one i znaczyły same dla siebie. Forma jest zdeterminowaną treścią, a treść – formą.

Swoje poematy Dróżdż określał mianem pojęciokształtów. Twierdził, że budują je przemyślane rozmieszczenie liter oraz ich znaczenie. Bawiąc się formą słowa, tworzył wielkoformatowe obrazy, rzeźby oraz instalacje. Część z nich możemy oglądać, a raczej odczuć, na poświęconej im wystawie w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu.

W niewielkiej przestrzeni kuratorzy zgromadzili kilka pojęciokształtów: W, Przez, Wycięte, Między, Zza[1] oraz Klepsydra w różnych wariantach. Wystawa ta ma nie tylko charakter poglądowy, ale również perfomatywny. Obcując z pracami artysty, poczułam, że zaczynają one oddziaływać same ze sobą w nadanej im przestrzeni, że wchodzą w interakcję z moimi wyobrażeniami o pojęciach, które przedstawiają, i w pewien sposób je redefiniują.

Pojęcia: performansu oraz utworzonego od niego przymiotnika performatywny, są stosunkowo nowe dla sztuki (zostały one ukute w 2. połowie XX wieku), dlatego pozwolę je wyjaśnić. Performans zakłada przeciwstawianie się estetyce skupiającej się jedynie na odkryciu sensu dzieła, a stawia na jego doświadczenie – własne oraz widzów, którzy pod jego wpływem przestają być biernymi obserwatorami sztuki, a stają się jej aktywnymi uczestnikami. Autor określenia performatywny, John L. Austin, głosił również tezę, że wyrażenia językowe nie tylko opisują pewien stan rzeczy czy coś stwierdzają, ale z ich pomocą można również wykonywać określone czynności, […].[2] Zwracał uwagę na istnienie pojęć performatywnych, które powołują do istnienia nowy stan rzeczy, swoim znaczeniem zmieniają rzeczywistość (doskonałym przykładem jest tutaj tekst przysięgi małżeńskiej, po którego wypowiedzeniu zmienia się stan cywilny dwojga ludzi, łącząc ich w nowy organizm prawny i społeczny – małżeństwo).[3]

Wchodząc w relację z odbiorcą, pojęciokształty zmieniają w nim sposób pojmowania prezentowanych przez siebie słów – nagle przestają być one dla niego jedynie abstrakcyjnym pojęciem potrzebnym do komunikowania się, a nabierają kontekstu przestrzennego. Nadanie wyrazom kształtu konotującego z ich znaczeniem sprawia, że zaczynają one koegzystować wraz z człowiekiem w przestrzeni jako formy doświadczalne.

Popatrzmy na pojęciokształt Przez. Przepływa on przez kawałek ściany, przestrzeń konkretną, nieprzeźroczystą – w zależności od kąta naszego patrzenia widzimy jedną z dwóch części rzeźby – zupełnie tak, jak nie widzimy pleców osoby, przekraczającej próg naszego mieszkania, gdy stoimy na wprost drzwi. Sposób umieszczenia liter na giętym pręcie dynamizuje ruch, oddaje jego nieoczywistość (bo nigdy nie odbywa się on zupełnie w linii prostej). Prace Dróżdża umieszczają nas, odbiorców, między tradycyjnymi normami i regułami sztuki (jak sprowadzenie odbioru dzieła jedynie do jego interpretacji) a prawami codziennego życia – motywują nas do rozszerzenia naszego sposobu pojmowania słów. Przestają one być jedynie płaskimi komunikatami wypowiadanymi bez znaczenia, ale zaczynają jawić się jako współobecne nam abstrakty, których możemy doświadczyć.

Oprócz igrania z przestrzenią, pojęciokształty igrają też same ze sobą. Każda litera słowa Między znajduje się…między szklanymi szybami. Na pierwszy rzut oka nie jesteśmy w stanie dostrzec tego metaforycznego rozdzielenia – w życiu rzeczy znajdujące się między czymś a czymś też nie są od razu dostrzegalne, oczywiste.

Dłuższego zastanowienia się wymaga z pewnością dzieło Klepsydra, które w formie muralu widnieje na przedniej fasadzie budynku Muzeum. Na wystawę włączono aż 54 jej warianty! Układające się w klepsydrę zwykłą, jak i odwróconą, słowa było, jest, będzie w różnych konfiguracjach można odczytać jako indywidualne odczuwanie czasu przez każdego z nas. W końcu dla jednych w centrum rozmyślań znajduje się teraźniejszość, a dla innych – przeszłość. Jeszcze inni odczuwają jedynie przebłyski przyszłości, ponieważ ciągle rozpamiętują przeszłość (malutkie będzie umiejscowione w centralnym miejscu klepsydry, w otoczeniu słowa było). Zróżnicowanie plakatów pod względem edytorskim (dobór wielkości zastosowanej czcionki), kombinacji czasowych, umieszczenie ich koło siebie pozwalają odbiorcy doznać intensywności czasu, wielości sposób, w jaki można go odczuwać. Zamiast przytłoczenia ilością wariantów, odczuwamy różnorodność temporalną.

Pojęciokształty to tak naprawdę nie tylko poezja Stanisława Dróżdża; to również nasz sposób doświadczania słów, nadawania im życia w przestrzeni. Gdy już poczujemy ich obecność w naszej rzeczywistości, zdanie: Znajdujemy się w sali wystawowej, nabierze dla nas nowego, sensualnego doświadczenia, ponieważ zaczniemy rozpatrywać przyimek w sali jako abstrakt przestrzenny, w którym bezpośrednio się znajdujemy; już nigdy nie pozostanie on dla nas płaskim wyrażeniem.

Wystawa Stanisław Dróżdż. Pojęciokształty czynna jest do 31.12.2018r w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu.


Autor: Nina Paśniewska

Zdjęcia: Nina Paśniewska dzięki uprzejmości Muzeum Współczesnego we Wrocławiu.

[1] Tytuły odredakcyjne. Oryginalnie autor nie nadał tytułów tym pracom.

[2] E.Fischer-Lichte, Estetyka performatywności, Wydawnictwo Księgarnia Akademicka, Kraków 2008, s. 32.

[3] Zob. Tamże.