Za nami kolejny wielki turniej z Counter Strike’a. Mowa tutaj o finale siódmego sezonu StarSeries, który przez cały tydzień odbywał się w Szanghaju. Pula nagród była znacząca, jako że zwycięzca zgarniał 250 tysięcy dolarów. Jakie wnioski można wyciągnąć z wydarzenia w Chinach?

Siódmy sezon StarSeries to zawody, podczas których można było zobaczyć większość z topowych drużyn na świecie. Brakowało jedynie ścisłej czołówki. Brak ich obecności tworzy wielkie pole do popisu dla zespołów, które znajdują się w najlepszej dziesiątce czy też piętnastce. Pozostaje nam tylko ocenić, kto pokazał się z dobrej, a kto nie.

Natus Vincere na szczycie

Pierwszą formacją, która przychodzi na myśl, jest naturalnie Na’Vi. Koniec końców wygrała cały turniej, gładko przechodząc przez fazę play-off, pokonując w finale Fnatic wynikiem 3-0. Rosyjsko-ukraińska ekipa powinna być z tego powodu wielce zadowolona, a wygrana powinna podbudować morale i perspektywy na przyszłość. Już od jakiegoś czasu mówi się bowiem o przebudowie składu, ze względu na ciągłe osiąganie faz pucharowych, ale prawie nigdy niewygrywanie ich. Fani na świecie są już wręcz przyzwyczajeni do odpadania w półfinale. Jest to na pewno bardziej frustrujące, kiedy ogląda się Oleksandra „s1mple” Kostylieva. Ukrainiec w 2018 roku został wybrany najlepszym graczem roku, a od początku 2019 aktywnie i ciężko pracuje na powtórzenie sukcesu. Obecnie pobija rekordy, które sam ustanowił parę miesięcy temu. Obserwowanie jednak jego problemów z resztą drużyny Na’Vi, żeby faktycznie coś osiągnąć, boli każdego fana Counter Strike’a. Naturalnie więc, po sukcesie w Szanghaju, gracze i organizacja dostaną nie tylko zastrzyk gotówki, ale mamy nadzieję, że także motywacje i pomysł na przyszłe turnieje.

S1mple jest nieco bardziej zadowolony niż zazwyczaj – tym razem poza MVP, wygrał również sam turniej.

Fnatic powstaje z popiołów

Legendarna szwedzka drużyna zalicza się do tych, które przez ostatnie parę tygodni miały okropny okres. Po wyjściu z Challengers Stage na Majorze w Katowicach z wynikiem 1-3, rezultaty jedynie się pogarszały. Organizacja zaskakująco przegrała między innymi w fazie play-off WESG z polskim AGO.

Od tamtego momentu, każdy skazywał zespół Richarda „Xizta” Landstorma na rozpad. Wiele osób zarzucało liderowi przestarzałe taktyki i brak jakiejkolwiek reakcji na zagrania przeciwników. Aczkolwiek, na StarSeries w Chinach, Fnatic pokazało że wciąż są kandydatem na największe turnieje. Wychodząc z grupy z wynikiem 3-0, doszli aż do finału, gdzie ewentualnie polegli 0-3. W pierwszych połowach mieli najwyraźniej dobry zamysł, jako że na każdej z map ją wygrywali – dopiero po zmianie zaczynały się robić problemy. Koniec końców, drugie miejsce to obecnie świetny wynik i dobry moment, żeby odbudowywać skład.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Ninjas in Pyjamas i ENCE poniżej oczekiwań

Fińska formacja ENCE tak jak ich sąsiedzi – szwedzki NiP, doszli w Szanghaju zaledwie do ćwierćfinału. Po tym, jak opadł dym z Majora w Katowicach, oceniano obydwa zespoły na najlepsze na świecie, plasujące się w topowej siódemce. Kiedy więc mamy turniej bez dzisiejszych tytanów w formie Astralis czy Team Liquid, wygranie go powinno być celem na podbudowanie umiejętności i morale, żeby rywalizować właśnie z najlepszymi. Niestety, obie formacje osiągnęły jedynie ćwierćfinały, w których przegrały z Na’Vi i Renegades (którzy swoją drogą, również powoli osiągają coraz to lepsze rezultaty).

Taka legenda jak Get_Right na pewno nie może być zadowolona tylko z ćwierćfinałów.

FaZe i MIBR poza fazą play-off

Czy kolejne porażki europejskiego FaZe Clan i brazylijskiego MIBR to czynnik, który spowoduje rotacje w składach? Obie drużyny mają ostatnio trudność w osiąganiu jakichkolwiek wyników. Tydzień przed wydarzeniami z Szanghaju, zajęły ostatnie miejsca na Blast Pro Series w Sao Paulo. Obecnie nie dają rady zakwalifikować się do fazy pucharowej, przegrywając z takimi zespołami jak North. W kolejny weekend, FaZe i MIBR wezmą udział w kolejnym turnieju Blast w Miami. Bezsensownym było by w tym wypadku wymieniać zawodników. Jeżeli jednak nie zaczną czegokolwiek wygrywać, może nie być innego wyjścia. Do tej pory Nikola „NiKo” Kovac bardzo ubogo wygląda w pozycji lidera. Przez brak czysto obranej taktyki, reszta składu również wygląda słabo. Brazylijska formacja, po powrocie legendarnej piątki, która wygrywała Majory w 2016, wygląda tak samo miernie (poza Majorem w marcu). Przed nimi ostatnia szansa, żeby pokazać, że nie są cieniami własnego siebie sprzed paru lat.

https://platform.twitter.com/widgets.js


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @hltvorg, @get_rightcs