Życie ciągle zaskakuje. Stale udowadnia nam, że tak naprawdę nie znamy nawet osób w naszym własnym otoczeniu. Tak samo było z Kingą Cieślawską. Znaliśmy się z widzenia, choć na wykładach siedzieliśmy niedaleko siebie. Ta na co dzień uśmiechnięta dziewczyna opowiedziała mi historię swej sportowej kariery, o której mało kto z nas mógł nawet pomarzyć. Nie przypuszczałem, że moja koleżanka ze studiów jest indywidualną mistrzynią Polski – pisze Szymon Zdobylak.

Kinga Cieślawska, rocznik ’96. Studentka II roku dziennikarstwa. Urodziła się w Lesznie i to właśnie tam rozpoczęła się jej niesamowita przygoda. Od zawsze lubiła sport. Lekkoatletyka, biegi, czy koszykówka to dziedziny dobrze jej znane. W 2013 roku po raz pierwszy miała do czynienia z grą jaką są bule (z fr. pétanque), polegającą na umieszczeniu swych kuli najbliżej tzw. ,,świnki”. Na pobliski bulodrom zabrał ją tata. Początkowo dyscyplina ta zdawała się być bardziej nudna, niż fascynująca. –Chodziłam tam, bo tata chciał – mówi.  Z biegiem czasu wzięła udział w swym pierwszym turnieju. Na kolejny zabrała swego chłopaka Rafała, któremu gra się spodobała i rozpoczęli codzienne treningi. Razem stworzyli drużynę i zaczęli wygrywać turnieje organizowane w Lesznie. Sport, który z początku wydawał się być zwykłym zapychaczem czasu okazał się niezwykle interesujący i wciągający.

Wiele zawdzięczam Rafałowi. To on wszystkiego mnie uczył, inspirował i motywował. Pierwszy zainteresował się tą grą na poważnie. Oglądał filmy instruktażowe i pokazywał mi poprawną technikę. Bez niego nie dałabym rady czegokolwiek osiągnąć. Jest ode mnie sto razy lepszy, niestety, wśród mężczyzn ma zdecydowanie większą konkurencję.

Kinga przyznaje, że gra w drużynie z chłopakiem sprawiała jej wielką satysfakcję, ponieważ wzajemnie się uzupełniali. Pragnęła jednak dążyć do perfekcji. Przyglądała się innym graczom, analizowała filmy profesjonalistów.  W 2014 roku zdecydowała się założyć licencję gracza, by móc brać udział w specjalnych turniejach rankingowych. Rozpoczęła regularne ćwiczenia. W czasie sezonu, czyli w miesiącach ciepłych, co tydzień wyjeżdżała na turnieje.

Bule wydają się takie proste. Tylko rzucam kulę do innej kulki. Tak naprawdę jest to sport bardzo precyzyjny i dokładny. Trzeba poświęcić wiele godzin na treningi, by wypracować odpowiednią technikę i dopasować ją do podłoża. Gra na twardej powierzchni różni się od tej na miękkiej. Naszą grę dopasowujemy do gruntu. Trzeba dużo myśleć, czytać teren, być precyzyjnym. Ważniejsza od techniki jest jednak sama głowa. Czasem stoisz, trzymając ostatnią kulę, od której zależy zwycięstwo. Czuje się ogromną presję, szczególnie,  gdy dookoła stoją znajomi, rodzina i przyglądają się.

 kolaz_1

Pierwsze poważne mecze i stres z nimi związany budził w Kindze coraz większe wątpliwości. Uważała, że nie jest to sport dla niej. Stojąc na polu gry, modliła się jedynie o to, by rzucić kulę przed siebie i zakończyć rozgrywkę. Jednak   z każdym turniejem zmieniało się jej nastawienie.  Zaczęła myśleć pozytywnie i wierzyć, że następnym razem pójdzie jeszcze lepiej. Pokonanie stresu to klucz do sukcesu – mówi.

W 2015 roku zadzwonił telefon. Była to selekcjonerka kadry Polski. Zaproponowała jej miejsce w Reprezentacji Narodowej. Pomimo stresu i wątpliwości, czy podoła nowemu wyzwaniu, zgodziła się. Po pierwszym zgrupowaniu     w Nysie czuła się nieco pewniej.

Po wstąpieniu do kadry zdajesz sobie sprawę, że musisz zacząć się rozwijać. Uczyłam się profesjonalnej techniki trzymania kuli i rzucania. Zmobilizowałam się, by dążyć do perfekcji. Zaczęłam grać na pozycji strzelca, w której nie miałam doświadczenia. Musiałam się wiele nauczyć.

Rok 2016 wywrócił życie Kingi do góry nogami. Rozpoczął się nowy sezon. 16 kwietnia po raz pierwszy wzięła udział w Mistrzostwach o Puchar Polski Dubletu, czyli par drużynowych. Nowe doświadczenia, ciężka praca i coraz więcej stresu. Jej drużyna zajęła 20. miejsce na 100. Był to naprawdę dobry wynik, w szczególności,  że Kinga grała na nowej pozycji.

Przyszedł i czas na zawody CentropeCup – najważniejszy cykl turniejów pétanque w Europie Wschodniej. Była to kolejna możliwość zdobycia doświadczenia, tym razem na światowym poziomie. W Czechach, drużyna Kingi na 119 drużyn zajęła 6. miejsce.

3

W sierpniu Kinga wraz z kadrą pojechała do Francji – ojczyzny bul. Właśnie tam zobaczyła, jak w rzeczywistości wygląda ten sport.

Nigdy dotąd nie miałam okazji zmierzyć się z taką liczbą kobiet. W Polsce większość graczy to mężczyźni. Wtedy poznałam najlepiej grające kobiety na świecie. Byłam zafascynowana ich grą. Cudownie było zmierzyć się z każdą z nich, otrzymać nowe wskazówki. Razem z koleżankami zostałyśmy przyjęte bardzo ciepło. Miło wspominam ten czas.

Wyjazd do Francji zaowocował kolejnym telefonem. Tym razem z propozycją reprezentowania Polski na Mistrzostwach Europy w Bratysławie we wrześniu.  Po pierwszym dniu kwalifikacji drużyna Kingi zajmowała 2. miejsce… zaraz po Francji. Niestety po przegranym meczu z Słowenią spadły na 9. pozycję.

Po powrocie do kraju rozpoczęły się eliminacje do mistrzostw Polski w grze indywidualnej. Bez trudności dostała się do finałów, które odbyły się w Liskowie.

W czasie finału po głowie chodziła mi tylko jedna myśl – by nie spanikować. Często panikowałam, bo nie wiedziałam jak mi pójdzie. Najważniejsze jest nastawienie. Cały czas towarzyszyli mi rodzice i znajomi, którzy specjalnie pojechali mi kibicować. W ich asyście nie czułam żadnego stresu. Często miewałam problemy w czasie gry. Panikowałam i wmawiałam sobie, że nie dam rady. W czasie finałów czułam się jak w transie. Nawet jak mi nie  szło, ze spokojem przyjmowałam sytuację, wierząc, że zaraz się uda. Nawet gdy przeciwniczka uciekła punktacją, wiedziałam, że zaraz ją dogonię. Do dziś nie wiem jak udało mi się osiągnąć maksimum skupienia.

W półfinale walczyła ze swoją idolką, którą uznaje do dziś za wielki autorytet. Choć jej przeciwniczka zajęła 3. miejsce na indywidualnych mistrzostwach Europy oraz kilkakrotnie zdobywała tytuł mistrzyni Polski, Kinga nie poddała się. W pełnym skupieniu pokonała swą rywalkę, awansując do finału. W pełni skupiona, rozpoczęła ostatni mecz na mistrzostwach.

Nie widziałam nawet ludzi. Jakbym miała klapki na oczach. Tylko boisko i mój cel. Nie zależało mi na pokonaniu mojej przeciwniczki, lecz samej siebie. Grałam ze swoimi umiejętnościami. Wiedziałam, że nie mogę nawet mierzyć się ze swoją rywalką. Ona miała lata doświadczenia i praktyki, lepiej radziła sobie z nerwami.

W bulach gra się do 13. Kinga przegrywała 1:8. Ze spokojem odrobiła straty, zdobyła 12 punktów z rzędu (!)  i wygrała 13:8.  Byłam tak skoncentrowana i spokojna, że zamiast cieszyć się z wygranej, zabrała się za pakowanie swoich bul.

Nie dotarło chyba do mnie, że wygrałam, że jestem mistrzynią Polski. Myślałam tylko o dziewczynach, które pokonałam. Wszystkie były dla mnie wzorem przez tyle lat. Podziwiałam ich grę i doświadczenie. Teraz stałam na ich miejscu.

1

Po mistrzostwach Kinga obiecała sobie, że nie osiądzie na laurach. Chce uczyć się kontrolować siebie, wierzyć w swe umiejętności i więcej trenować. Marzy, by ludzie zaczęli bardziej interesować się sportem, jakim są bule. Na razie planuje. Nie ukrywa, że cudownie byłoby pojawić się na mistrzostwach Europy, a nawet świata. Z niecierpliwieniem czeka na The World Games we Wrocławiu w 2017 roku. Są to międzynarodowe Igrzyska Sportów Nieolimpijskich.
Na pytanie czy szuka klubu dla siebie tu, we Wrocławiu, stanowczo odpowiada: Nie myślę nawet o tym. Można mnie nazwać lokalną patriotką, ale walczę dla swojego miasta. Tam się wszystkiego nauczyłam i tam zostanę.

tlo

Kinga swoją energią i pasją do buli zachęciła mnie, by kiedyś samemu zagrać. Może nawet uda się zagrać koło instytutu w więcej osób. Czekam na dalszy rozwój jej kariery i trzymam kciuki. Powodzenia!

Autor | Szymon Zdobylak

Zdjęcia | Izabela Schmidt,

               Jędrzej Śliż,

               Kinga Cieślawska

Aktualną pozycję Kingi w rankingu polskich graczy bul możecie sprawdzać na stronie Polskiej Federacji Pétanque.