Dwa zacięte spotkanie i dwa zwycięstwa w pięknym stylu. Polacy pokonali Brazylijczyków i Irańczyków, awansując do półfinału Ligi Narodów. Słaby punkt drużyny Vitala Heynena? Trudno go wskazać.

Do Chicago Biało-Czerwoni pojechali w odmłodzonym składzie. Reszta kadrowiczów cały czas przebywa na zgrupowaniu w Zakopanem. Przed wylotem do Stanów Zjednoczonych Vital Heynen spędził kilka dni z zawodnikami na sali treningowej. Natomiast za ocean siatkarze udali się w asyście Jakuba Bednaruka, który miał poprowadzić pierwszy mecz Final Six, gdyby trener Heynen nie dotarł na czas.

Mimo młodego zestawienia, Polacy bardzo pewnie rozpoczęli to spotkanie. Nie bojąc się brazylijskiej potęgi, szybko przejęli inicjatywę. Choć w wyjściowym składzie pojawił się duet Marcin Komenda Łukasz Kaczmarek, to Heynen często decydował się na podwójną zmianę z Marcinem Januszem i Maciejem Muzajem. Obie pary rozegrania i ataku świetnie się spisywały.

Wiecznie mocna

Warto wspomnieć, że niedawno w szeregach Canarinhos pojawił się Joandry Leal. Kubańczyk podobnie, jak Wilfredo Leon postanowił przybrać inne barwy narodowe. Brazylijczycy od początku turnieju prezentowali najwyższy, światowy poziom. Już podczas pierwszego etapu fazy interkontynentalnej w katowickim Spodku zagrali najmocniejszy składem. Fizycznie świetnie się prezentowali, jednak nie na tyle, by stłamsić mistrzów świata.

Właściwie poukładani

Jak zwykle dobrze funkcjonował blok, z którego zdobyli aż 12 punktów, a do którego coraz mocniej przyzwyczają się polscy kibice. Dokładając do tego niezłą skuteczność na skrzydłach i czujną grę w polu, to Biało-Czerwoni kierowali tym spotkaniem. Z małym zawahaniem w drugim i czwartym secie, pokonali Brazylijczyków 3:2. Na pochwałę zasłużył cały zespół, jednak z pewnością duże brawa należą się Komendzie, który świetnie zapanował nad dystrybucją ataku.

Irańskie poruszenie

Mecze z reprezentacją Iranu zawsze niosą za sobą dodatkowe emocje. Po przegranym meczu w Urmi podczas fazy interkontynentalnej pozostał spory niedosyt. Mimo długiego meczu z Brazylią, Polacy ani myśleli odpuszczać.

Początkowe akcje meczu były dość nerwowe w wykonaniu Biało-Czerwonych. Wyraźnie potrzebowali więcej czasu, by wejść na dobre tory w tym spotkaniu. Pierwszą partię wygrali rozpędzeni rywale, potem jednak to zawodnicy trenera Heynena przejęli stery.

Wzrastająca siła

Jedyny element, który momentami szwankował, to przyjęcie. Poza tym zarówno na skrzydłach, w bloku, jak i w polu serwisowym polska drużyna miała sporo argumentów. Świetne spotkanie rozegrał Bartosz Bednorz. Po roku spędzonym we włoskiej Modenie, przyjmujący nabrał światowego obycia. Oprócz Bednorza na słowa pochwały zasługuje młody Norbert Huber. Środkowy, mimo że w kadrze dopiero debiutuje, to absolutnie nie stwarza wrażenia początkującego.

Odważnie, pewnie siebie i z uśmiechem na ustach, tak w kilku słowach można określić poczynania Biało-Czerwonych w pozostałych trzech setach. Piękna wygrana, zapewniony awans do półfinału Ligi Narodów, a co najważniejsze coraz większa liczba kibiców skłonna zarywać noce dla polskiej drużyny.


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Oficjalna strona Volleyball Nations League