Reprezentacja Polski rozpoczyna mecze kwalifikacyjne do EURO 2020. W pierwszym spotkaniu Biało-Czerwoni zmierzą się na wyjeździe z faworytem do awansu z grupy G – Austrią. Czy świetna forma Polaków w rozgrywkach klubowych przełoży się na grę w kadrze?

Rok 2018 był dla polskiej piłki nożnej czasem nadziei i rozczarowań. Biało-Czerwoni słabo zaprezentowali się na MŚ w Rosji, nie wychodząc nawet z grupy (wielu kibiców dalej ma w pamięci końcówkę meczu z Japonią). Po mundialu, przyszedł czas na zmiany. Nowy selekcjoner Jerzy Brzęczek, który zastąpił Adama Nawałkę, miał odmłodzić i przebudować kadrę. Pierwsze mecze pod wodzą trenera nie wypadły najlepiej, a Polacy w Lidze Narodów spadli do Dywizji B. Najważniejszym celem postawionym przed Brzęczkiem od początku był jednak awans na EURO 2020.

Nie ma miejsca na błędy

Tegoroczne kwalifikacje rozegrane zostaną zaledwie w ciągu kilku miesięcy. Już w listopadzie ma być wiadomo, które kraje wystąpią na mistrzostwa Europy w nadchodzącym roku. Celem Biało-Czerwonych jest oczywiście awans. Pierwszym rywalem będą Austriacy, czyli faworyci do awansu z grupy G. O ile w poprzednich spotkaniach trener Brzęczek mógł pozwolić sobie na pewne eksperymenty, o tyle tutaj margines błędu jest minimalny. Każdy nawet najmniejszy błąd kosztować będzie utratę punktów.

Poprzednia jesień, pod względem wynikowym, nie może nas satysfakcjonować. Przez ten okres wyciągnęliśmy wnioski, przeanalizowaliśmy pewne kwestie, co pozwoli, żeby stworzyć drużynę, która będzie odpowiednio funkcjonować na boisku. Moi zawodnicy spisują się bardzo dobrze w swoich klubach, a co za tym idzie – chcę drużynę, która będzie walczyła o mistrzostwa Europy. To będzie niezwykle ważne w kwalifikacjach – mówi Jerzy Brzęczek, selekcjoner reprezentacji Polski.

Austriacy to niewygodny przeciwnik. Przygotowanie fizyczne drużyny jest na bardzo wysokim poziomie, a co za tym idzie, zespół jest silny i trudno się przeciwko niemu gra. Wielu zawodników na co dzień występuje w niemieckiej Bundeslidze i lidze austriackiej. Gwiazdą zespołu jest klubowy kolega Roberta Lewandowskiego – David Alaba. Jego występ stoi jednak pod znakiem zapytania, ponieważ piłkarz od kilku tygodni zmaga się bólem mięśnia. Wiadomo za to, że przeciwko Biało-Czerwonym nie zagra Gregoritsch.

Patrząc na sytuację naszych zawodników w ich klubach, wygląda to obiecująco. Same umiejętności na Austrię jednak nie wystarczą. Kluczowe będą aspekty przygotowania fizycznego, determinacji i konsekwencji – dodaje Brzęczek.

Przesyt zamiast nieurodzaju

Forma, którą aktualnie prezentują piłkarze w rozgrywkach klubowych, napawa nadzieją. Świetnie dysponowani są napastnicy Biało-Czerwonych. Robert Lewandowski ma na swoim koncie 18 bramek w Bundeslidze. Krzysztof Piątek trafił w Serie A aż 19 razy, Arkadiusz Milik ma na koncie tylko cztery bramki mniej – 15. Trener Brzęczek ma w czym wybierać, jeśli chodzi o grę z przodu. Bardzo wątpliwym jest jednak, że nie zdecyduje się na wybór trójki napastników. Na konferencji prasowej zaznaczył, że podstawowymi ustawieniami Polaków dalej będą 4-2-3-1 lub 4-4-2.

Trzeba przyjmować strategię tego, co może później wydarzyć się na boisku. Przyjmując, że gramy trzema napastnikami w pierwszym składzie i w którymś momencie tracimy gola, gra się nie układa. I co wtedy? Mam ściągać jednego z nich, przegrywając? Nie będzie to do końca logiczne. Trzeba wiedzieć, że nie liczba ofensywnych zawodników będzie decydowała. Na pewno mamy komfort trójki atakujących, którzy prezentują wysoką formę. Problemem jest to jak wykorzystać potencjał tych zawodników z meczów klubowych i przenieść to na reprezentację. Naszym zadaniem jest stworzenie ekipy, która będzie rozumiała się na boisku i odpowiednio na nim działała – mówi selekcjoner.

Oprócz napastników, w meczach ligowych dużo lepiej prezentują się skrzydłowi. Kamil Grosicki, od momentu powrotu do regularnej gry, strzela i asystuje. Progres widać również jeśli chodzi o grę Jakuba Błaszczykowskiego. Tutaj trzeba mieć jednak na uwadze to, że poziom Ekstraklasy jest znacznie niższy niż lig zagranicznych. Dobrze radzi sobie również Damian Kądzior, który ma za sobą także mecze w europejskich pucharach. Do tego dochodzi Przemysław Frankowski, który rozpoczął swoją przygodę w MSL.

– Ta grupa zawodników, która jest obecnie na zgrupowaniu reprezentacji, ma predyspozycje do tego, aby pojechać na mistrzostwa Europy w 2020 roku i rozegrać dobry turniej. Jestem o tym przekonany. Atmosferę w drużynie i wszystko to, co się dzieje wokół kadry, przede wszystkim budują jednak wyniki – mówi Kamil Glik, obrońca reprezentacji Polski.

Do tego dochodzą pomocnicy i obrońcy – Mateusz Klich powoli staje się jednym z liderów Leeds United. Piotr Zieliński sprawdza się na nowej pozycji, którą znalazł dla niego trener Napoli. Bardzo dobre występy notuje Jan Bednarek. Po zmianie klubu odżył też Michał Pazdan. Znakiem zapytania jest natomiast pozycja lewego obrońcy. Powołany został Arkadiusz Reca, jednak piłkarz nie występuje regularnie w klubie, więc na lewej obronie trener najprawdopodobniej zdecyduje się na Bartosza Bereszyńskiego.

Maciejowi Rybusowi odnowił się uraz, który miał na jesień. Wrócił do treningów, ale nie zagrał w oficjalnym meczu. Stąd powołanie Arkadiusza Recy. Jego statystyki nie są imponujące, ale zwracając uwagę na jego dyspozycję i charakterystykę, to zawodnik, którego szukaliśmy – mówi trener reprezentacji Polski.

Pierwsze spotkanie kwalifikacji do EURO 2020 będzie niezwykle ważne, bowiem może ustawić całe eliminacje. Biało-Czerwoni rozpoczną walkę o punkty pod wodzą trenera Brzęczka. Do tej pory szło różnie, jeśli jednak zawodnicy zdołają przełożyć swoją formę klubową na reprezentację, będziemy mogli oglądać Polaków na mistrzostwach Europy w 2020 roku.

Mecz Austria – Polska już w czwartek 21 marca o godz. 20:45.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: FIFA.com