Mecz otwarcia – check. Mecz o wszystko – check. Teraz tylko mecz o honor z Japonią i z czystym sumieniem można wracać do Polski. Nasza reprezentacja nie zrehabilitowała się bowiem po spotkaniu z Senegalem i zafundowała dramatyczne widowisko, zakończone wynikiem 3:0 dla Kolumbii.

To, co wydarzyło się w Kazaniu było spełnieniem najczarniejszego scenariusza, choć z obiecującym początkiem. Pierwsze minuty spotkania były przepełnione agresywną i pełną energii grą zawodników Adama Nawałki: dużo emocji i walki, mało precyzji i sensownych ataków. Ale z czasem było już tylko gorzej. Kiedy Kolumbijczycy podkręcali tempo, Biało-Czerwonym wyraźnie brakowało już energii. Pierwsza bramka padła w 40. minucie, gdy po rzucie rożnym Yerry Mina wpakował piłkę do siatki Szczęsnego. Jakiekolwiek szanse i komfort psychiczny zniszczyła już zupełnie druga połowa, która przyniosła kolejne dwa gole dla reprezentacji Kolumbii.

Co zawiniło?

Powodów, przez które Orły Nawałki nie mogły rozwinąć skrzydeł mogło być kilka. Pierwszym z nich były nietypowe decyzje naszego selekcjonera. W podstawowym składzie znalazło się miejsce dla Jana Bednarka czy Jacka Góralskiego, ale zabrakło chociażby dla Jakuba Błaszczykowskiego. Dziwiły również zmiany. Pod koniec meczu na boisko wszedł Kamil Grosicki, a 10 minut przed zakończeniem regulaminowego czasu gry do drużyny dołączył kontuzjowany Kamil Glik. Roszady składu nie przyniosły jednak oczekiwanych efektów.

Spektakularną grą nie popisał się również Robert Lewandowski. Nasz kapitan nie udźwignął presji i w efekcie w obu spotkaniach nie zdobył ani jednego gola. Przy tej okazji warto jeszcze zaznaczyć, że szturm Lewandowskiego na bramkę Davida Ospiny z 58. minuty stanowił połowę naszych strzałów na bramkę w tym meczu.

Kolejny ważnym aspektem poprzedniego meczu była nieszczególna forma naszych reprezentantów. Przygotowanie motoryczne kadry stało na niezbyt satysfakcjonującym poziomie, co było doskonale widoczne w porównaniu z kondycją Senegalczyków i Kolumbijczyków. Przyczyną takiego stanu rzeczy mogło być zbyt duże obciążenie podczas zgrupowania w Arłamowie.

Statystyki i ciepłe słowa

Sytuację na Kazań Arenie doskonale przedstawiają liczby. Oddaliśmy łącznie 9 strzałów, z czego zaledwie dwa zmierzały w światło bramki. 55% posiadania piłki przez reprezentację Kolumbii oznacza w praktyce pewniejszą grę po stronie przeciwnika i minimum taktyki, na które nie potrafiliśmy się zdobyć. Jedyne w czym prześcignęliśmy rywali to liczba fauli i zdobytych żółtych kartek. Do tego wszystkiego można jeszcze dorzucić dwie okazje z drugiej połowy oraz jedną piętkę Mateusa Uribe, która na nasze szczęście nie zakończyła się czwartą bramką.

Ale nie ma się czym martwić. Po przebłyskach lepszej formy wracamy do tradycji, a jakby tego było mało, to po plecach klepie nas sam Andrzej Duda. Głowa do góry.


Autor: Mateusz Kowalski
Zdjęcie: FIFA.com