Sezon letni za nami. Walka o zwycięstwo trwała do ostatnich zawodów. Ostatecznie wygrał Dawid Kubacki.

Skoki na igelicie są namiastką sezonu zimowego. Cykl Letniej Grand Prix stwarza zawodnikom możliwość konkurowania, a jednocześnie treningów przed tymi najważniejszymi startami – w Pucharze Świata. Pierwotnie skoki narciarskie były dyscypliną jedynie zimową, a zmieniło się to w sezonie 1994/1995, gdy rozegrano pierwszą Letnią Grand Prix. Od tego czasu wiele się zmieniło. W połowie lat 90. na skoczniach rządził i dzielił Andreas Goldberger, a zawodnicy dopiero trzeci sezon używali na skoczniach stylu V.

Pierwsze skoki na igelicie

Inauguracja sezonu letniego od kilku sezonów następuje w Wiśle. Skocznia imienia Adama Małysza, stała się niejako talizmanem polskich skoczków, a najlepiej świadczą o tym liczby. W konkursach drużynowych tylko dwukrotnie tam nie wygraliśmy. W tym sezonie podczas inauguracji, nasza reprezentacja odniosła szóste zwycięstwo na osiem rozegranych konkursów drużynowych.

W konkursie indywidualnym z bardzo dobrej strony pokazał się Timi Zajc, który przez cały weekend sygnalizował wysoką formę. Słoweniec wygrał zawody przed Dawidem Kubackim oraz Rosjaninem Jewgenijem Klimovem (zwycięzcą LGP z roku 2018).

Hinterzarten i Tremplin au Praz

Drugi weekend cyklu LGP został rozegrany szybko, bo już tydzień po inauguracji w Wiśle.  W niemieckiej miejscowości Hinterzarten najlepszy okazał się Niemiec Karl Geiger, który o zaledwie 0,4 punktu wyprzedził powracającego do formy Austriaka Gregora Schlirenzauera. Podium uzupełnił rodak Geigera – Richard Freitag. Polacy w rezerwowym składzie zaprezentowali się przyzwoicie. Trzynasty był Andrzej Stękała, dwie pozycje niżej uplasował się Aleksander Zniszczoł. W trzeciej dziesiątce znaleźli się m.in. Maciej Kot, Klemens Murańka oraz Paweł Wąsek. Dzień później rozegrano konkurs mieszany, w którym wygrała reprezentacja Niemiec.

W Courchevel naszą kadrę reprezentowało trzech zawodników kadry A. W składzie na zawody znaleźli się: Jakub Wolny, Kot i Stefan Hula. Po raz kolejny z bardzo dobrej strony zaprezentował się Zajc, który wyprzedził Norwega Roberta Johanssona oraz Japończyka Naokiego Nakamurę. Najlepszy z Biało-Czerwonych Wolny, zajął szóstą lokatę.

Powrót do kraju

W Zakopanem zaplanowano dwa konkursy – drużynowy oraz indywidualny. Drużynowo znakomicie zaprezentowali się Japończycy, którzy wygrali konkurs przed Polską oraz Norwegią. Świetne skoki Kubackiego (136,5 m oraz 142 m), nie pomogły w wygranej. Dobrze oraz równo skaczący tego dnia Japończycy odnieśli zasłużone zwycięstwo.

Po nie do końca udanym konkursie drużynowym, nadszedł dzień zmagań indywidualnych. Podobnie jak w „drużynówce” o wygraną walczyli skoczkowie z Polski oraz Japonii. Ostatecznie zawody wygrał Kamil Stoch, przed Kubackim oraz Yukiya Sato. Japończyk w pierwszej próbie oddał bardzo daleki skok, ustanawiając letni rekord Wielkiej Krokwi – 145 metrów.

Daleka Japonia

W Hakubie zabrakło wielu czołowych skoczków. Do startów powrócił triumfator Pucharu Świata – Ryoyu Kobayashi, dla którego zawody były okazją na weryfikację formy. Decyzją sztabu szkoleniowego do Japonii udało się pięciu członków kadry B, w składzie: Wąsek, Stękała, Murańka, Zniszczoł oraz Kacper Juroszek.

Pierwszego oraz drugiego dnia zawody zdominowali Japończycy. Skacząc przed własną publicznością, nie mieli sobie równych. Najlepszy okazał się Ryoyu Kobayashi, który potwierdził, że triumf w sezonie zimowym nie był dziełem przypadku. Polacy w rezerwowym składzie zaprezentowali się dobrze. Najlepszy wynik w karierze uzyskał Wąsek, który w piątek był czwarty.

Ostatnia prosta

Ponad miesiąc trwała przerwa pomiędzy zawodami w Hakubie oraz Hinzenbach. Pod koniec września zawodnicy powrócili do rywalizacji, która była niejako finiszem sezonu letniego. W składzie na te zawody znaleźli się członkowie kadry A: Stoch, Kot, Kubacki, Wolny, Żyła oraz B: Wąsek i Zniszczoł. Zawody zostały rozegrane pod dyktando Biało-Czerwonych, którzy po pierwszej serii zajmowali trzy pierwsze pozycje. Ostatecznie wszystkich miejsc nie udało się obronić. Wygrał Kubacki, przed Aschenwaldem oraz Żyłą. Było zatem jasne, że rywalizacja o końcowy triumf rozstrzygnie się między Sato i Kubackim.

Zawody w niemieckim Klingenthal od samego początku stały pod dużym znakiem zapytania. Prognozy na ostatni weekend cyklu Letniej Grand Prix nie były optymistyczne. W składzie dokonano niewielkich korekt. Wąsek i Zniszczoł, zostali zastąpieni przez Hulę oraz Murańkę (zwycięzce Letniego Pucharu Kontynentalnego).

Konkurs według zapowiedzi, okazał się loterią. Warunki nie pozwoliły na przeprowadzenie dwóch serii konkursowych, więc oficjalnymi wynikami okazały się rezultaty z pierwszej serii. Tam najlepszą notę uzyskał Anze Lanisek (139,5 m), który mimo krótszego skoku o 8,5 metra, wyprzedził drugiego Mariusa Lindvika. Trzeci po skoku na odległość 135 metrów był Żyła. Kubacki uplasował się na piątej pozycji. Rywal nowotarżanina po przyzwoitym skoku znalazł się na jedenastej pozycji. Po ogłoszeniu decyzji o odwołaniu drugiej serii, z końcowego triumfu w cyklu LGP mógł się cieszyć Kubacki.

 

W klasyfikacji Letniej Grand Prix Dawid Kubacki uzyskał 305 punktów. Drugi był Yukiya Sato (294 pkt), trzeci Timi Zajc (268 pkt).

Kubacki po raz drugi wygrał cykl LGP. Dotychczas najwięcej zwycięstw ma Adam Małysz, który triumfował w sezonie letnim trzy razy. Jedną wygraną ma Kot.


Autor: Michał Pasek
Zdjęcie: Instagram