Puchar Polski nie dla Śląska Wrocław. Wrocławianie zagrali bardzo słabe spotkanie i przegrali 0:2 z drugoligowym Widzewem Łódź. Katem wicelidera Ekstraklasy okazał się doskonale znany we Wrocławiu, były snajper Śląska – Marcin Robak.

Obie drużyny zaliczyły udany start w swoich rozgrywkach. Śląsk to niepokonany wicelider Ekstraklasy, a Widzew zajmuje obecnie czwarte miejsce w II lidze. Trener wrocławian Vitzeslav Lavicka dał w tym meczu szansę głównie rezerwowym. W porównaniu do ostatniego meczu z Zagłębiem Lubin, tylko Jakub Łabojko i Erik Exposito zachowali miejsce w składzie. To nie oznaczało jednak, że Widzew będzie w tym meczu bez szans. W składzie łodzian znaleźli się m.in. doświadczeni w Ekstraklasie Mateusz Możdżeń czy Daniel Mąka. Jednak największą gwiazdą Widzewa jest oczywiście doskonale znany we Wrocławiu Marcin Robak, który jeszcze w zeszłym sezonie zdobywał gole dla Śląska.

Mecz rozpoczął się od… przerwy. Niestety kibice Śląska, którzy przybyli do Łodzi w liczbie ok. 1000 osób, już po czterech minutach zaczęli rzucać na boisko petardy i odpalać flary. Zmusiło to delegata PZPN do nakazania sędziemu by przerwać spotkanie. Ostatecznie po mniej więcej dziesięciu minutach mecz wznowiono.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Pierwszą groźną okazję miał w 21. minucie Śląsk. Wrocławianie wywalczyli rzut wolny ok. 25 metrów od bramki, ale strzał Damiana Gąski minał słupek o centymetry. Gospodarze odpowiedzieli osiem minut później, gdy Daniel Mąka ładnie uderzył z woleja, lecz nieco przestrzelił nad bramką Kajzera. Już 60 sekund później znów blisko był Gąska, ale jego główkę świetnie obronił Wojciech Pawłowski. W 40. minucie sędzia Wojciech Myć dopatrzył się zagrania ręką w polu karnym Śląska i podyktował jedenastkę dla Widzewa. Konsultacja z VAR skłoniła jednak sędziego do zmiany decyzji, co uratowało gości.

Do przerwy, tej właściwej, na boisku niewiele się zmieniło. Zarówno jedni jak i drudzy grali bardzo niedokładnie, a momentami wręcz niechlujnie. Większość akcji kończyła się jeszcze przed polem karnym.

Na początku drugiej połowy dominował Śląsk, a w 54. minucie wrocławianie przeprowadzili składną akcję, lecz Exposito przestrzelił z ok. 20 metrów. Trzy minuty później Hiszpan znów miał świetną szansę, ale z bliska główkował prosto w Pawłowskiego. Po dłuższym okresie minimalnej przewagi Widzewa, gospodarze nadziali się na kontrę wrocławian. W 78. minucie sam na sam z bramkarzem znalazł się Robert Pich, jednak przegrał on pojedynek z Pawłowskim, który nogą odbił jego strzał.

Niewykorzystana sytuacja zemściła się na Śląsku. W 86. minucie piłkę na własnej połowie stracił Diego Żivulić, otrzymał ją Konrad Gutowski i oddał strzał, który odbił się jeszcze od Marcina Robaka, co spowodowało że to właśnie on został zdobywcą gola. Wynik nagle zrobił się sensacyjny, a Śląsk na kilka minut przed końcem musiał gasić dość spory pożar. Sytuacja wrocławian zrobiła się jeszcze gorsza gdy w 90. minucie czerwoną kartkę obejrzał Mariusz Pawelec. Natomiast gwoździem do ich trumny był rzut karny, który w doliczonym czasie gry podyktował sędzia za faul Żivulicia na Robaku. Do piłki podszedł sam poszkodowany i dokonał ostatecznej egzekucji Śląska.

Tyle meczów w Ekstraklasie i ani jednej porażki, a w Pucharze Polski przegrana z zespołem z II ligi. Taka jest rzeczywistość Śląska, ale wrocławianie zagrali w Łodzi fatalny mecz. Ich gra raziła niedokładnością, a kibice dostali nieprzyjemny przebłysk poprzedniego sezonu. Zmiennicy zawiedli, nowo sprowadzeni tym bardziej. Szczególnie Diego Żivulić będzie chciał o tym meczu jak najszybciej zapomnieć, gdyż oba gole idą na jego konto. Natomiast Marcin Robak znów udowodnił wrocławianom, że umie strzelać gole w każdy możliwy sposób. Jednakże tym razem doprowadziło to do ich pucharowej zguby.

Śląsk wyleciał z najkrótszej drogi do europejskich pucharów już na samym początku, ale trzeba niestety przyznać że zasłużenie. To, że wrocławianie nie byli gorsi od rywali nie ma znaczenia. Gdy jesteś wiceliderem Ekstraklasy, musisz wygrywać takie mecze bez problemów. Kibice Śląska mogą mieć tylko nadzieję, że ten zimny prysznic dobrze podziała na drużynę, a nie okaże się ścianą, która ją wyhamuje.

 


Widzew Łódź – Śląsk Wrocław 2:0

  • 1:0 – Marcin Robak 86′
  • 2:0 – Marcin Robak 90+3′

Śląsk: Kajzer – Dankowski (87. Szczepan), Celeban, Pawelec, Hołownia – Marković, Łabojko (58. Chrapek), Żivulić, Gąska (74. Pich), Cholewiak – Exposito

Widzew: Pawłowski – Turzyniecki, Tanżyna, Zieleniecki, Kordas (81. Rudol) – Mąka (77. Mandiangu), Możdżeń (72. Radwański), Poczobut, Gutowski – Kita, Robak

Żółte kartki: Zieleniecki – Pawelec
Czerwona karta: Pawelec (90. za dwie żółte)


Autor: Bartosz Królikowski
Zdjęcie: Instagram