Święta, święta i po świętach. Pyszności znikają, a kalorie zostają. Jak sobie radzić z niechcianymi kilogramami lub jak ich w ogóle uniknąć? – radzą ci, którzy na co dzień mierzą się z tymi problemami.

Utrzymanie stałego poziomu wagi to najczęstszy problem wielu osób, zwłaszcza w okresie świąt. Zdarza się, że wtedy 3 dni z rzędu siedzimy przy stole. Babcia upiekła ciasto, mama zrobiła rybę, ciocia przygotowała sałatkę. Tyle kalorii! Później zaczyna się wymyślanie: diety, głodówka, nadmierne treningi. Wszystko po to, żeby idealnie wyglądać w kreacji sylwestrowej, a później, żeby pokazać się w doskonałej formie w pracy. To jednak tak nie działa. Mimo paru kilogramów więcej, które zobaczymy na wadze tuż po świętach, nie da się znacząco przytyć w kilka dni. Zarówno tycie, jak i chudnięcie to długotrwałe procesy.

– Nie jest możliwe przytyć w ciągu dwóch dni. Może się tak wydawać przez wodę, która gromadzi się w naszym organizmie – mówi Magda Wolak, która trenuje kulturystykę od 4 lat.

Osoba, która dba o aktywność fizyczną cały rok, nie musi obawiać się zbędnych kilogramów w ciągu kilku dni świątecznego luzu. Przede wszystkim wynika to z większej ilości mięśni oraz szybkiego metabolizmu, które podwyższają nasze zapotrzebowanie kaloryczne. Jeśli jednak zdarzy nam się nieco „zgrzeszyć”, wystarczy po prostu wrócić na tory zdrowego odżywiania i aktywności – bez żadnych detoksów, czy co gorsza głodówek, które mogą mieć tylko negatywny wpływ na nasz organizm. Jak mówi popularne przysłowie „nie schudłeś w jeden dzień, to i nie przytyjesz” – mówi Majka Miezianko, wspinacz sportowy. – Warto także zdawać sobie sprawę, że widoczny na wadze przyrost kilogramów najprawdopodobniej wynika z zatrzymania (retencji) wody podskórnej i efekt ten powinien zniknąć po kilku dniach trzymania się zdrowej i zbilansowanej diety.

Spokojnie możemy zatem zasiąść do świątecznego stołu i zjeść 12 tradycyjnych potraw bez żadnych wyrzutów. Trzeba jednak wrócić do normalności, w której nie zawsze mamy czas na takie gotowanie, jak w okresie Bożego Narodzenia. Zazwyczaj praca i studia zabierają nam większość czasu, więc szybko jemy coś na mieście lub korzystamy z przetworzonych i gotowych dań, dostępnych w marketach. Latem i wiosną jest to mniejszy problem, ponieważ już owoce (których jest wtedy mnóstwo) dostarczają nam potrzebnych witamin i redukują nasz głód, więc nawet jak na szybko coś zjemy, to nie jest to aż taki duży problem. Jesienią i zimą jest znacznie gorzej, ponieważ mamy ograniczone pole manewru. W tym czasie, kiedy nasz organizm jest narażony na większą ilość chorób, powinniśmy sięgać po: orzechy, gruszki, jabłka, ziemniaki, cebulę, czosnek, różnego rodzaju kiszonki, marchew, buraki, seler, pietruszkę. Ograniczyć lub zrezygnować na ten okres z: pomidorów, ogórków, a także z cytrusów, które posiadają właściwości wychładzające, a ponadto są pryskane silnymi substancjami grzybobójczymi i bakteriobójczymi, by mogły przetrwać długą podróż.

– Podstawą są sezonowe  warzywa i owoce, mogą być mrożone oraz suszone, a także lekkie mięsa, dużo nabiału i ziołowe herbatki – mówi Sandra Wojtasik, blogerka i miłośniczka zdrowego stylu życia.

Po pysznościach świątecznych próbuję oczyścić nieco organizm i staram się jeść ciemne pieczywo, warzywa, jak najmniej wędlin (wystrzegam się jedzenia wieprzowiny!!!). Zażywam na czczo probiotyk, Colostrum, Aloes. Jem trzy posiłki dziennie. Owoce jadam do godziny 16, piję herbatę z 7 ziół do godziny 14-15 – tłumaczy Wojciech Bartnik bokser i trener bokserski, brązowy medalista olimpijski w wadze półciężkiej.

Wystarczy dobre rozplanowanie czasu, a przygotowywanie zdrowych posiłków nie będzie koniecznością, lecz przyjemnością. Oprócz jedzenia trzeba jednak pamiętać też o ruchu. Siłownie po Nowym Roku zazwyczaj pękają w szwach, każdy chce wrócić do dawnej formy. Nie każdy jednak wie, co powinien ćwiczyć, co mu służy oraz czy w ogóle jest potrzeba chodzenia na siłownię.

– Po świętach trzeba po prostu jak najszybciej wrócić do swojego stylu życia i planu dnia. Rano i wieczorem można robić treningi cardio. Jednak najprzyjemniejszą formą aktywności są długie spacery – mówi Sandra Wojtasik.

– W moim przypadku, jeżeli sumiennie stosuję się do ustalonej diety, to mam gwarancję że moja waga spada do 3-4 kg w ciągu 10 dni, a potem utrzymuje się na odpowiednim poziomie. Codziennie też spaceruję 3-4 godziny dziennie po parkach Oleśnickich – mówi Wojciech Bartnik.

Nie ma potrzeby bić się o miejsce na bieżni, wystarczą spacery, a spacerować można wszędzie. Tym bardziej, że pogoda w tym roku nam dopisuje. Dobrą alternatywą są również ćwiczenia w domu. Wystarczy 15 minut dziennie na drobny trening i już będziemy mieć lepsze samopoczucie, a nasz organizm będzie w ciągłym ruchu. Miłośnicy siłowni oczywiście nie muszą z niej rezygnować. Trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić.

– Należy przede wszystkim poznać swój organizm i zaobserwować co mu służy, tzn. po czym nie czujemy dyskomfortu. Nigdy nie powinniśmy się przejadać i wpychać w siebie jedzenia na siłę. Ruch jest bardzo ważny, nie tylko dla zdrowia fizycznego, lecz również psychicznego. Spacery odgrywają tu najważniejszą rolę, ponieważ dotlenianie się to podstawa. Dobrym sposobem jest też trening siłowy z ciężarkami na siłowni, ponieważ pięknie modeluje ciało – mówi Magda Wolak.

– Wysiłek o charakterze interwałowym, HIIT [trening przedziałowy o wysokiej intensywności przyp. red.], czy inne formy o podwyższonej intensywności są z samej swojej natury ukierunkowane na spalanie większej ilości kalorii. Deficyt tlenowy, który wytwarza się podczas takiego treningu, sprawia, że nasz organizm pobiera energię jeszcze do kilku godzin po wysiłku, co w efekcie przekłada się na długotrwały efekt spalania tkanki tkanki tłuszczowej – tłumaczy Majka Miezianko. Schody zamiast windy, rower zamiast auta (ile korków możemy uniknąć!), czy zwykły spacer. Niby banalne. Z drugiej strony każda dodatkowa aktywność ma znaczenie i przekłada się na zwiększenie naszego zapotrzebowania kalorycznego.

Nie ma potrzeby unikania makowca czy pierogów. Jeżeli chcemy utrzymać wagę na stałym poziomie ważne jest regularne odżywianie i korzystanie z produktów sezonowych oraz, chociażby najmniejsza, aktywność fizyczna. Głodówki, detoksy czy różne dziwne diety mogą nam bardziej zaszkodzić niż pomóc, a przecież chodzi o to, żebyśmy się czuli lepiej. Dbajmy o siebie tak, aby nie zrobić sobie krzywdy. Żadna przesada nie jest dobra. Powodzenia!


Autor: Adrianna Machalica, przy pomocy Hanny Galik i Karoliny Stachery
Zdjęcia: Majka Miezianko