Po dwutygodniowej przerwie wróciły rozgrywki LFA. Na stadionie olimpijskim we Wrocławiu doszło do spotkania na szczycie. Panthers Wrocław podejmowały Seahawks Gdynia. 

Początek meczu nie zwiastował pogromu. Seahawks wyszli na boisko zmobilizowani. Gdynianie chcieli jako pierwsi od dwóch lat pokonać wrocławian. Pantery natomiast rozpoczęły rozkojarzone. Mało brakowało, a Jastrzębie zdobyły przyłożenie. Sekcja defensywna gospodarzy musiała bronić pola punktowego. To, że defensywa jest zawsze mocnym punktem podopiecznych Nicka Johansena, wiadomo nie od dziś i tym razem dała pokaz swoich umiejętności. Szybki odpór natarcia, kontra i przyłożenie Bartosza Dziedzica.

Na kolejnego touchdowna czekaliśmy ledwie kilkadziesiąt sekund. Rozgrywający Panthers Tim Morovick posłał 77-jardowe podanie do Wiktora Zięby, który uciekł defensywie Seahawks i zdobył swoje niejedyne tego dnia przyłożenie. Gdynianie ciągle atakowali, czego efektem było TD Jakuba Mazana. Na przerwę miejscowi schodzili więc z wynikiem 14:7.

Druga połowa to już zupełna dominacja gospodarzy. Pierwsze dwa przyłożenia, to biegowe poczynania Morovicka i Konrada Starczewskiego. Na koniec jeszcze swoje dołożył Zięba i na tablicy widniał wynik 35:7. Mecz wydawał się być już rozstrzygnięty. Johansen dał szansę zaprezentowania się swoim zmiennikom. Wicemistrzowie z Gdynii nie byli jednak w stanie pokonać nawet drugiego garnizonu czempionów z Wrocławia. Rezultat już do końca nie uległ zmianie i Panthers Wrocław pozostają niepokonani. Wydaje się, że wrocławianie nie znajdą już w lidze godnego siebie rywala, a gdynianom pozostaje walczyć Lowlanders o miano drugiej drużyny w kraju.


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcie: pantherswroclaw.com

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest