Trzeba tam być, żeby to przeżyć. Trzeba zobaczyć, żeby móc zrozumieć. Trzeba oddać się tej chwili refleksji nie raz i nie dwa, żeby mieć świadomość, czym data 1 sierpnia jest dla Polaków, a czym być powinna. Tendencyjność w tej kwestii jest aż nadto widoczna, ale w ten dzień, pełny wzniosłości, trzeba zatrzymać się nie po to, żeby zaśpiewać hymn i zrobić zdjęcie. Powstanie warszawskie wymaga więcej. 

Wziąłem wolne w pracy i poszedłem, bo czułem potrzebę. Poszedłem myśląc nie tylko o setkach tysięcy ludzi, którzy oddali życie za wolną Warszawę, Polskę czy idee wolności. Pojawiłem się tam, bo wypadało wyjaśnić z samym sobą wiele spraw i odpowiedzieć na pytania, które w zwyczajny dzień są zbyt trudne i nieoczywiste. Powstanie warszawskie to przede wszystkim ludzie, ale ludzie, na których spoczął bardzo ważny obowiązek i którzy są niesamowicie ważnym świadectwem, tym bardziej dziś, w XXI wieku.

Mocny akcent na.. początek

Czas obalić pierwszy mit i odpowiedzieć na jedno z wielu trudnych pytań. Co roku, 1 sierpnia Internet zalewa fala postów, nowych spotów, wspomnień, wypowiedzi, zdjęć. Tak, to powstanie. Warszawa znowu płacze, Warszawa jest w żałobie, a reszta kraju z nią. Co roku te same pytania, ale dlaczego powstanie warszawskie? A co z wielkopolskim, przecież jest jedynym wygranym zrywem niepodległościowym w historii Polski? Dlaczego nie styczniowe, a co z listopadowym? A zasługi Kościuszki? Powstanie warszawskie jest przede wszystkim symbolem, który znaczy dużo więcej niż po prostu powstanie.

Nadużycie, którego nie trzeba się bać

Ograniczanie tak ogromnej tragedii do miana symbolu jest nadużyciem, trywializmem i skrótem myślowym, który być może jest nie na miejscu. Czas na wyjaśnienia i wybrnięcie z tego marazmu. W swoim życiu byłem już na etapie wszystkich możliwych postaw wobec powstania warszawskiego, tak przynajmniej sądzę. Od gloryfikacji, mówienia – tak, to najważniejsze wydarzenie w historii Polski, przez, – ale dlaczego nie jakieś inne? aż do – przecież to powstanie było bez sensu, ludzie wysłani na pewną śmierć. Dziś daleko mi do którejkolwiek z tych postaw, trzeba było wiele razy być gdzieś tego 1 sierpnia o 17:00, doświadczyć jakichś głosów i uczcić minutę dla powstania ciszą tylko pozorną, bo pełną wewnętrznego krzyku.

Wszystko i nic – nie przeliczając strat

To czas, żeby uchylić lekko okno i wyjawić choć trochę prawdy. Mówienie o poglądach jest trudną sztuką, bo zawsze budzi wśród innych skrajne odczucia. Trzeba to robić, bo to daje szansę na rozwój, bo komuś tym pomożesz, może poszerzysz horyzont. Spróbuję. Tak, powstanie to symbol. Symbol wolności i połączenie tego wszystkiego, co zawiera się w pytaniach dlaczego warszawskie, a nie inne. Powstanie warszawskie zawiera w sobie ten sam tragizm, co inne powstania. Wiąże się z niewolą, z represjami, ze śmiercią. Tylko bodźce są silniejsze. Dziewiętnastowieczne powstania to błagalne wołania oddajcie wolność, to tak długo trwa… Warszawa pod okupacją była aż 5 lat i tylko 5 lat, bo 123 lata zaborów tę statystykę rzucają na kolana. Nie chodzi tu jednak o czas, a okoliczności. Po tych 123 latach wolność znowu tylko mrzonką, represje o wiele silniejsze, śmierć pochłaniająca o wiele więcej istnień. Hiperbola tego wszystkiego, czego Polacy doświadczali w czasie innych powstań. Rzeczywistość, która jednak różni się od wszystkiego. Nie o śmierć tu chodzi, a o życie.

Grupa Hemp Gru 63 dni chwały to jedno z wielu świadectw, próby ubrania w słowa historii powstania. Refren, a właściwie jego ostatni wers to apel, który uświadamia dużo więcej, niż mogłoby się wydawać. 63 dni chwały nie przeliczając strat – to nie śmierć gra tutaj rolę kluczową, tylko życie. Życie pod sztandarem wolności, z uśmiechem na ustach i nie mrzonką, a nadzieją.

Wolność, której nie znamy

Pół świata próbuje nam wmówić, że jesteśmy wolnymi ludźmi. Druga połowa przekonuje, że rzeczywistość nas zniewala, odbiera przywileje, zamyka w przysłowiowych czterech ścianach. Prawda leży prawdopodobnie gdzieś po środku, choć może w ogóle nie istnieć. Jedno jest pewne – nie mamy pojęcia o wolności i czym tak właściwie jest. Oni mieli tę świadomość przez 63 dni w życiu. Po latach życia z represjami i strachem przed wyjściem z domu, strachem przed wizją, że za rogiem rozstrzelają cię przy murze postanowili odwrócić wszystko do góry nogami. To nie była wolność pozorna, a prawdziwa. Przecież nie musieli nic, nie ciążyła na nich żadna życiowa presja, żadnych zobowiązań. Chciałeś walczyć – robiłeś to, zabijałeś, ginąłeś. Nie znamy smaku wolności, bo nigdy nie byliśmy zniewoleni. – Chcieć przez chwilę pożyć. Okej, o to warto się bić. – słowa Bogusława Lindy, z kultowego już wywiadu, idealnie podsumowujące ambicje powstańców i ich łaknienie wolności.

1 sierpnia to nie powstanie warszawskie, to ja

Trzeba tam być, żeby to przeżyć. Gdzieś, tam. Trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć. Banał, który wyraża więcej, niż tysiąc słów. Oczywiście, najważniejszym obowiązkiem jest wspominanie ludzi, pamiętanie o ludziach, dla jednych modlitwa, dla innych rozmowa, po prostu kult pamięci. Trzeba w tym wszystkim umieć też znaleźć siebie. Powstanie warszawskie nie jest obok mnie, nie jest historią odległą, mnie nie dotykającą. Powstanie warszawskie to ja, bo ja będąc 1 sierpnia każdego roku gdzieś, ja szanujący Godzinę „W” i odrzucający każdy obowiązek na bok w tej chwili jestem wyjątkowy. Mam czas żeby wspomnieć, ale mam też czas, żeby pomyśleć. Mam czas żeby spróbować zrozumieć idee tych ludzi, którzy wolność stawiali wyżej niż życie. Wolność jest życiem. Tak więc, czy współczesny człowiek potrafi żyć?

Powstanie, które kojarzy się ze złem

Żyjemy w czasach, kiedy świat się rozmywa. Ogranicza się do prostych haseł, tendencji, prostych zachowań i wyrażania prostych emocji. Tak też jest w tym przypadku, chociaż powstanie warszawskie przestaje kojarzyć się już tylko z tym, co nim rzeczywiście jest, prostota pojmowania osiąga nowy poziom. Ludzie boją się nie powstania, a jego obchodów.

Slogan Cześć i Chwała Bohaterom jest wymowny, jest potrzebny i ważny. Jest przede wszystkim prawdziwy w kontekście powstańców warszawskich. Dzisiejsza rocznica była dla mnie inna, niż wszystkie poprzednie. Wspomnienie zajęło 10 sekund z minuty, która była do dyspozycji. Temat powstania już ze sobą dogadałem, próbuje rozumieć wszystkie aspekty, rokrocznie ważni są przede wszystkim ludzie, bo to o nich należy pamiętać. Pozostałe 50 sekund to przede wszystkim rozglądanie się wokół i zastanawianie po co ci ludzie tu są? Tak, ta minuta, w której się zatrzymałem kazała mi to ze sobą dogadać.

Nie wiem. Dla kogo przychodzą? Traktują to jako odbębnienie obowiązku? Chcą poczuć ciarki przy wspólnym odśpiewywaniu hymnu? Myślą sobie o powstańcach i tej dacie, wspominają? Czekają na moment odpalenia rac, frajdy i okazji do zrobienia zdjęć? Przeciętny człowiek boi się tam być, ze względu na krzyczący tłum, niebezpieczne race. Czym jest ta minuta? Czy nie powinna być momentem zadumy, skoro wszystko stoi, to stań razem ze wszystkim, odpocznij, pomyśl, przetraw to, co cię trapi. To jest twoja minuta dla powstania i możesz ją wykorzystać jak chcesz.

No zrób coś!

Jutro 2 sierpnia, powstanie trwa, ale Ty dalej pracujesz albo odpoczywasz na urlopie. Przed tobą trudny rok, po którym spotkamy się znowu w tym samym miejscu, w tym tekście, bo ja będę tu i się przypomnę. Będzie 1 sierpnia, godzina 17:00, nie wiesz gdzie będziesz, nie wiem gdzie będę ja. Wiem, że minutę dla powstania wykorzystam należycie. Symbol wolności wart jest wspominania. Pomyślę o nich wszystkich, o moich rówieśnikach, których przygniatały tony gruzu z zawalonej kamienicy. Pomyślę o was i o sobie. Zatrzymaj się. W dzisiejszej rzeczywistości minuta absolutnego świętego spokoju to coś, o co warto się bić.


Dawid Walczuk
Zdjęcia: Wrocław, upamiętnienie Godziny W; Filip Skiba, Dawid Walczuk