Rok 2003 był jednym z najsmutniejszych w historii światowego lotnictwa. 15 lat temu, 26 listopada po raz ostatni wzbił się w powietrze naddźwiękowy samolot Concorde – cud techniki z przełomu lat 60. i 70. Zaprojektowany przy pomocy ołówka osiągał prędkość ponad 2270 km/h i wyznaczył nową erę w dziejach lotów pasażerskich.


Concorde był spełnieniem marzeń o szybkim pokonywaniu dalekich tras. Lot z Londynu do wybrzeży Stanów Zjednoczonych zajmował zaledwie 3,5 godziny, co do teraz jest nieosiągalne dla większości ludzi, nie licząc pilotów myśliwców. Maszyna ta posiadała swoje wady, ale ucieleśniała aspiracje człowieka do poskromienia przestworzy. Stała się jednym z symboli rozwoju technologicznego XX wieku.

Trudne początki, spór o nazwę

Prace nad naddźwiękowymi samolotami pasażerskimi rozpoczęto już w drugiej połowie lat 50. Każdy ze światowych liderów: Stany Zjednoczone, ZSRR, Wielka Brytania oraz Francja chciały zwyciężyć w starciu, które przez niektórych historyków było porównywane do wyścigu kosmicznego. Ze względu na stopień zaawansowania przyszłej konstrukcji był to proces bardzo czasochłonny i kosztowny. Wkrótce ze swoich projektów wycofali się Amerykanie, uznając, że taki typ samolotu nie będzie opłacalny. W Stanach kontynuowano jedynie ograniczone prace nad eksperymentalnym XB-70 Valkyrie.

 

Amerykański XB-70 Valkyrie w 1968 roku.

Europa borykała się z podobnymi problemami. Brytyjskie zakłady British Aircraft Corporation (BAC) i francuskie Sud Aviation przygotowały osobne projekty samolotów na początku lat 60. Pomimo rządowych dotacji brakowało jednak środków na dokończenie prac.

W związku z narastającymi przeszkodami, brytyjskie władze wymusiły na zakładach BAC znalezienie partnera do dokończenia projektu. ZSRR nie wchodziło w ogóle w rachubę, zatem naturalnym wyborem byli Francuzi. Zakłady Sud Aviation przyjęły propozycję współpracy z otwartymi rękoma.

28 listopada 1962 roku podpisano umowę między dwoma przedsiębiorstwami. Dokument zakładał, że prace nad samolotem będą prowadzone wspólnie, ale obie strony miały mieć 50% udziałów w projekcie. Co to oznaczało? Wszyscy podwykonawcy nie byli wybierani przez wzgląd na swoją ofertę czy zaplecze, lecz pochodzenie. Wkrótce pojawił się kolejny problem. Przyszły samolot miał otrzymać nazwę Concorde, co z francuskiego oznacza układ, współpracę. Podobnie w języku angielskim słowo Concord używano w tym samym znaczeniu. Jak nie trudno się domyślić, oba państwa posługiwały się własną wersją i początkowo nie chciały pójść na ustępstwa. W imię pomyślności projektu Brytyjczycy jako pierwsi wyciągnęli dłoń na zgodę i zatwierdzili francuską nazwę.

Projekt nabiera kształtów 

Budowę prototypów rozpoczęto w lutym 1965 roku. Prace przebiegały równolegle we francuskiej Tuluzie i brytyjskim Filton.  Concorde miał skrzydła w układzie delta (trójkątnym), a jego dziób  mógł być odchylany w dół, tak aby zwiększyć widoczność podczas lotów z mniejszą prędkością oraz startów i lądowań. Za napęd służyły 4 silniki turboodrzutowe Rolls-Royce/Scecma Olympus 593 Mk 610. Pomimo olbrzymich kosztów produkcji, gwarantowały one prędkość maksymalną 2,04 macha, czyli blisko 2270 km/h (w trakcie prób udawało się osiągnąć nawet więcej) oraz rejsową 2,02 macha.

Francuski Concorde w trakcie testów – 8 września 1967 roku.

 

Rozpiętość skrzydeł samolotu sięgała 25.56 m, a jego masa startowa wynosiła 185 550 kg. Maszyna była w stanie przelecieć ponad 7200 km na jednym baku. Docelowo Concordy  posiadały bardzo luksusowo wykończone wnętrze. W swoich założeniach były one dedykowane bogatszym pasażerom, co później miało odwrócić się na niekorzyść samolotów. W zależności od konfiguracji siedzeń, maszyna mogła zabrać na pokład od 92 do 128 pasażerów.

Wreszcie, 2 marca 1969 roku, maszyna po raz pierwszy wzbiła się w powietrze, a 1 października przekroczyła barierę dźwięku. Pomimo tego, na seryjną produkcję trzeba było czekać kolejnych kilka lat. Nabywców odstraszała cena samolotu wynosząca blisko 23 miliony funtów. Pierwsze samoloty rozpoczęły loty rejsowe 21 stycznia 1976 roku na dwóch trasach – Londyn-Bahrajn i Paryż-Rio de Janeiro. Z planowanych 100 udało się wdrożyć do użytku jedynie 20 Concorde’ów.

Król przestworzy

Przez ponad niemal 30 lat Concorde panował na niebie. Konkurencyjne samoloty nie rozwijały nawet połowy jego średniej prędkości, a bogate wykonanie kusiło pasażerów. O locie Concordem marzył każdy. Podróżowali nim nawet najwybitniejsi i najpopularniejsi swoich czasów. Na pokładzie maszyny znaleźli się: Arnold Schwarzenegger, Margaret Thatcher, królowa Elżbieta II czy Jan Paweł II.

Widzowie na całym świecie mogli oglądać dwa koncerty Phila Collinsa tego samego dnia – jeden w Londynie, a drugi w Filadelfii. Przez pewien czas Concordy generowały spore zyski ze względu na swoją popularność. Potrafiły stanowić 25% przychodów British Airways.

Maszyny te były na tyle zaawansowane, że korzystano z pomysłów NASA do zapewnienia bezpieczeństwa pasażerom. Concorde osiągał niezwykle wysoki pułap 18 km, co przy wysokiej aktywności słońca groziło wystawieniem na promieniowanie kosmiczne. Korzystano wówczas ze specjalnego radiometru, który określał czy lot nadal jest bezpieczny. W razie problemów obniżano pułap do 14 km.

Samolot posiadał swoje wady. Bilety były niezwykle drogie i mogli sobie na nie pozwolić tylko bogaci biznesmeni. Dodatkowo maszyna była bardzo głośna przy starcie, a dopalacze emitowały zbyt wiele spalin. Indie i Malezja szybko zabroniły Concorde’owi wstępu na własną przestrzeń powietrzną. USA nakazywało lądowanie na drugorzędnych lotniskach. Sytuacja zmieniła się dzięki rozprawie sądowej, w której Concorde zyskał pozwolenie na korzystanie z amerykańskich lotnisk.

Upadek legendy

Wbrew pozorom, to właśnie brak konkurencji był przyczyną porażki Concorde’a. Samolot nie posiadał swoich odpowiedników w innych państwach. Zarówno Boeing i Tupolew nie zaangażowały się w produkcję maszyn nadźdzwiękowych pomimo przetarcia trudnego szlaku przez Brytyjczyków i Francuzów. Concorde powstał ale nie był rozwijany. Odkładano wszelkie modyfikacje, gdyż te generowały koszty, a jak wiemy, projekt już i tak nie był zbyt rentowny.

25 lipca 2000 roku pod Paryżem rozbił się Concorde należący do Air France. Zginęło ponad 100 pasażerów wraz z załogą. Była to jedyna katastrofa tego samolotu w całej jego historii, a pomimo to odrzuciła potencjalnych pasażerów. W wyniku nakazów nałożonych przez komisję badającą wypadek, we wszystkich samolotach wzmocniono osłony przewodów elektrycznych, obłożono kewlarem zbiorniki paliwa oraz zaprojektowano nowe opony. Poprawki nie były w stanie unowocześnić maszyny na tyle, by mogła pod tym względem konkurować ze zwykłymi samolotami. U progu XXI wieku Concorde nadal odstraszał analogowym wnętrzem.

Gwoździem do trumny Concorde’a był zamach 11 września 2001 roku. Ludzie na pewien czas rezygnowali z podróży lotniczej, bojąc się o własne życie. Doprowadziło to do ograniczenia rejsów wykonywanych przez nadźwiękowe samoloty. Ponadto warto zaznaczyć, że Concorde wymagał trzech osób do obsługi – 2 pilotów oraz inżyniera pokładowego. Zwykłe samoloty dawno zrezygnowały z opłacania inżyniera, który przestał być potrzebny w konstrukcjach nowego typu. 2 lata później zdecydowano o wycofaniu Concorde’a ze służby.

Swój ostatni lot wykonał 26 listopada 2003 roku, lądując na lotnisku Filton w Bristolu, dokładnie tam, gdzie powstawał jego projekt. Na palcach jednej ręki można policzyć chwile, gdy ludzkość cofała się w rozwoju technologii. Niestety, to był jeden z tych momentów. Pozostaje nam wyobrażać sobie, co by było gdyby świat przekonał się do lotów naddźwiękowych (a może zrobi to jeszcze raz?).


Autor: Wojciech Kosek
Zdjęcia: flickr.com, wikipedia commons, getty images, youtube.com