Urodził się w 1485 roku, a do Wrocławia przybył wraz z rodziną z Saksonii. Nie był najlepiej sytuowany, choć spekuluje się, iż jego ojciec trudnił się bardzo szanowanym zawodem (jakim, nie wiadomo, ale biorąc pod uwagę, że to tylko spekulacje nie można się dziwić takim brakom informacyjnym). Był człowiekiem do cna pysznym, i to tak bardzo, że jego nagrobek wykraczał poza ówczesne normy. Nie mówiąc o tym, że mimo braku tytułu szlacheckiego posługiwał się herbem.

 

O kim mowa? Otóż jegomość, który w swoim życiu miał na karku zabójcę wynajętego przez czeską radę królewską (do tego za moment wrócimy) to Heinrich Rybisch. Zasiadał on w radzie miejskiej i reprezentował wrocławskich patrycjuszy chociażby na ślubie Zygmunta Starego z Boną Sforzą.

Był protestantem oraz ogromnym wrogiem katolików, którzy mieli znaczne wpływy we Wrocławiu. Gdy rada miejska nakazała wynieść się z miasta benedyktynom ci poszli na skargę do czeskiego króla  – Ludwika Jagiellończyka (który wtedy panował nad Śląskiem). Interesy miasta miał reprezentować Rybisch. Tamtejsza rada królewska (po pierwsze w większości katolicka, a po drugie świadoma faktu, że Rybisch mógł przekonać króla) zleciła jego zabójstwo. Uratował go pewien dworzanin, również protestant. Ten, aby dochować tajemnicy rady królewskiej (i nie trafić za to pod topór) nie powiedział tego Heinrichowi wprost, ponieważ mówił… do posągu na Moście Karola, gdy był mijany przez Rybischa. Wrocławski patrycjusz uciekł więc z Pragi do Wrocławia przebrany za kobietę.

Mówi się również, że kościół św. Elżbiety został kościołem ewangelickim za sprawą Rybischa, a może raczej za sprawą jego szczęścia w hazardzie. Otóż ponoć bazylikę miał wygrać w kości od mistrza zakonu krzyżowców z czerwoną gwiazdą – Erharda Scultetusa.

To on był pomysłodawcą rozbiórki ołbińskiego opactwa benedyktynów (z tymi to musiał mieć bardzo na pieńku). Kamień z rozbiórki posłużył do wybrukowania Nowego Targu oraz… budowy domu Heinricha.

Ten był, idąc za komentarzami Tomasza Hajty [były reprezentant Polski, komentator Polsatu, znany z częstych lapsusów – dop. red.] – truskawką na torcie. Heinrich bowiem postanowił pokazać swoje bogactwo oraz ostentacyjnie wręcz się nim chwalić. Sam budynek był połączeniem włoskiego palazzo oraz villi suburbana (willi wiejskiej). Zajmował sporą działkę między dzisiejszymi ulicami Ofiar Oświęcimskich (na rogu Gepperta) oraz Kazimierza Wielkiego. W portalu nad wejściem umieszczono portrety jego oraz jego żony i oczywiście herb. Ponadto płaskorzeźba przedstawia chwilę narodzin jego syna, ponieważ szczególnym umiłowaniem Rybisch obdarował rolę kobiety jako tej, która rodzi. Na frontowej ścianie kazał też umieścić aforyzmy. Na tablicy fundacyjnej nazwał go wprost monumentum, z kolei na osobnej tablicy zamieścił komunikat dla zazdrosnych przechodniów: Jeśli jesteś pobożny, bez zawiści i nienawiści, wybuduj sobie lepszy dom, a mnie pozostaw ten. Budynek był dwupiętrowy (dla podkreślenia bogactwa Heinricha), znajdowała się w nim biblioteka, zbiór obrazów oraz kolekcja monet Rybischa. Wyżej znajdował się taras z wieżą widokową zwieńczoną miedzianym (czyli charakterystycznym dla chociażby kościołów) hełmem. Z tyłu znajdował się dziedziniec z fontanną, dalej pomieszczenia gospodarcze i mieszkalne oraz dom letni, który połączony był drewnianym mostkiem z ogrodem po drugiej stronie. Do dziś zachował się tylko fragment parteru z bogato zdobioną fasadą.

Rybisch w swojej pysze zamówił sobie nagrobek jeszcze za życia. Postanowił, że postawi go w kościele św. Elżbiety. Ówczesne nagrobki miały to do siebie, że na płycie nagrobkowej umieszczano rzeźbę zmarłego w pozie sansovinowskiej. Nazwa wzięła się od włoskiego rzeźbiarza Adrei Sansovino, a polegała na ujęciu postaci w pozycji leżącej na boku z korpusem podpartym na przedramieniu oraz nogą ugiętą w kolanie. Ogólne nurty myśleniowe tamtej epoki kładły nacisk na bliskość człowieka z naturą, kosmosem czy też Bogiem, stąd w sztuce nagrobkowej stosowano również kamienne baldachimy, które symbolizowały tenże kosmos, do którego każdy zmierzał. Rybisch jednak postanowił iść o krok dalej. Po pierwsze: jego rzeźba znajdowała się wysoko, ledwo mieszcząc się pod baldachimem. Na pierwszy rzut oka wygląda to na błąd rzeźbiarza, jednak puszący się Heinrich miał inny zamiar – pokazać wszystkim, że znajduje się on najbliżej oświecenia i kosmosu, do których każdy chciał dążyć. Po drugie: na rzeźbie znajdują się pewne eksponaty, które podkreślały zakładaną przez niego wyższość. Pierwszym była księga, podkreślająca jego mądrość, drugim była sfera ze znakami zodiaku, na której to opierał się Heinrich. Ta miała jeszcze bardziej podkreślić jego największe zbliżenie się do absolutu. Renesansowy celebryta zmarł w 1544 roku. Nagrobek nadal można oglądać.

 


Autor: Patryk Rudnicki

Zdjęcia: wikipedia.org