Są książki, które do fantastyki podchodzą na poważnie. Opisują wojny, politykę i wybrańców… ale co by się stało, gdyby autor postanowił zmienić całą tę powagę w jeden wielki żart? To właśnie robi Karina Pjankowa w swojej debiutanckiej powieści pt. Prawa i powinności.

Wyobraźcie sobie typowe zakończenie książki fantasy. Wielki, wspaniały wojownik ratuje świat, a potem zasiada na tronie swojego królestwa. Być może podczas wojny udało mu się dostać w prezencie również nieśmiertelność, więc, jak w bajce, będzie władał „po wsze czasy” i jeden dzień dłużej. Koniec. Ale zaraz, zaraz… koniec? Przecież dla niego to dopiero początek! Jeśli chociaż przez chwilę chciałeś dowiedzieć się, co się dzieje z takim wojownikiem już po ostatnich słowach książki Prawa i powinności są właśnie dla ciebie.

Nieśmiertelność, czyli jak to jest kiedy się nie starzejesz

Powieść Kariny Pjankowej podąża śladami Ravena, nieśmiertelnego władcy, który od lat zasiada na tronie swojego królestwa. Uczy nowych adeptów magii, od czasu do czasu pobawi się w kowala no i oczywiście zdarzy mu się wyciąć poddanym jakiś numer.  Problem w tym, że ciągłe siedzenie na piedestale zwyczajnie go nudzi, a rany z przeszłości nadal go bolą. Dlatego kiedy tylko słyszy o tym, że wszystkie rasy, zasiedlające ten świat, postanawiają wysłać grupę wojowników, którzy mają za zadanie zgładzić kolejne Wielkie Zło, decyduje się wybrać razem z nimi. Ale nie jako Władca, co to, to nie! Zdecydowanie woli przebrać się za „paskudnego nekromantę” i na wyprawę ruszyć incognito. Co z tego wynika? Głównie komedia… i jeszcze więcej komedii.

Co ciekawego znajduje się na tych kilkuset stronach?

Prawa i powinności to powieść, na którą natrafiłam przypadkiem i zakochałam się w niej już po pierwszych kilku stronach. Okładka może i nie zachwyca, samo wydanie zdaje się być zrobione trochę po łebkach, ale najważniejsze jest przecież wnętrze. No i tutaj muszę przyznać, ta książka ma w sobie coś, co potrafi przyciągnąć do siebie miłośnika fantastyki. Przede wszystkim jest ona jedną z tych powieści, które są o wiele lepsze, kiedy czytasz je po raz kolejny. Szczególnie, że wielki finał wywraca cały świat do góry nogami.


Autor: Marta Ziółkowska
Zdjęcie: archiwum prywatne