Ikar miał być sportowym dokumentem o tym, jakie działania wywołuje doping. Jednak koncepcja zmieniła się w miarę tworzenia produkcji. Wszystko zaczęło się od pomysłu reżysera, Bryana Fogela, który chciał udowodnić, że kontrola antydopingowa jest nieskuteczna.

Oprócz zajmowania się tworzeniem filmów, Bryan to również amator kolarski, który nie uprawia tego sportu zawodowo. Zainspirowany aferą dopingową z udziałem jego idola Lanca Armstronga, postanowił sprawdzić na sobie, jak działają środki wspomagające oraz udowodnić, że kontrole antydopingowe są bezskuteczne.

Początek planu

W czerwcu 2014 roku Bryan wziął udział w najtrudniejszym amatorskim wyścigu, czyli francuskim Haute Route. Zajął wtedy 14. miejsce, jednak było to poniżej jego oczekiwań. W swoim filmie zdradził, że pierwsza dziesiątka uczestników jeździ na zupełnie innym, niedostępnym dla niego, poziomie. Postanowił zacząć stosować doping i sprawdzić, czy wraz z nim, będzie w stanie wejść na wyższy pułap. Swój cel rozpoczął od poszukiwania specjalisty, który mu w tym pomoże. Fogel zgłosił się do Dona Catlina, specjalisty od antydopingu z University of California, Los Angeles Olympic Analytical Laboratory, jednak ten ostatecznie nie zgodził się mu pomóc. Polecił natomiast dyrektora rosyjskiego laboratorium antydopingowego RUSADA, Grigorija Rodczenkowa. I tak reżyser Ikara poznał osobę, która zmieniła nie tylko jego film, ale także spojrzenie wielu osób na cały sportowy świat. Ale po kolei. Fogel i Rodczenkow rozpoczęli współpracę i realizowali ułożony przez Rosjanina plan dopingowy. Po roku skrupulatnych przygotowań Amerykanin, dzięki stosowaniu środków wspomagających, osiągał lepsze wyniki, miał też aż o 20% siły więcej. Ponownie wziął udział we francuskim wyścigu Haute Roude, jednak mimo stosowania dopingu, poszło mu gorzej niż poprzednim razem. Jednak już w tym momencie historia Fogela stała się tylko i wyłącznie tłem większej afery. Przecież od początku dziwny wydaje się fakt, że dyrektor placówki, która zajmuje się zwalczaniem dopingu, pomaga stosować go jednemu ze sportowców. Jednak jak okazuje się później, nie jest to pierwszy przypadek takiego zachowania ze strony Rodczenkowa.

Droga do prawdy

Sytuacja zmienia się diametralnie po emisji niemieckiego dokumentu pt. How Russie make its winner. Film Fogela przestaje być zwykłym dokumentem o stosowaniu dopingu, a staje się produkcją o największym oszustwie sportowym w historii z Grigorijem Rodczenkowem w roli głównej. Na jaw wychodzą nie tylko retuszowanie wyników badań antydopingowych  i manipulowanie nimi ze strony rosyjskiego laboratorium, ale także pomoc rządu Rosji w dopingowaniu zawodników olimpijskich. Ikar zdradza szczegóły rosyjskiej operacji Soczi Resultat, czyli finansowanego przez rząd programu, który miał pokazać potęgę Rosji na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. W oszustwa zaangażowani byli jedni z najważniejszych polityków, tj. wiceminister sportu Yuri Nagornykh, minister sportu Witalij Mutko oraz prezydent Rosji, czyli Władimir Putin. Rosyjski rząd oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, jednak dokumenty przedstawione przez byłego dyrektora RUSADY były niepodważalne.

Dlaczego po nauce i zrozumieniu nie przychodzi akceptacja?

Film pokazuje i uświadamia coś, co obecne jest w historii już od 1936 roku, czyli od Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. To coś, to wzajemne przenikanie się sportu i polityki. Tak, jak obecne to było w latach 30. XX wieku za czasów nazistowskich Niemiec, widoczne jest również teraz, chociażby za sprawą działań rosyjskiego rządu. Zazwyczaj te dwie dyscypliny łączy jeden cel, czyli chęć pokazania własnej wielkości i siły. Rzesza Niemiecka w myśl polityki Adolfa Hitlera chciała udowodnić wyższość rasy aryjskiej. Natomiast Rosjanie po, można by rzecz, dotkliwej dla nich porażce na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver, gdzie zdobyli zaledwie 15 medali, nie mogli sobie pozwolić na powtórkę tej sytuacji podczas igrzysk organizowanych w ich kraju. W dokumencie znajduje się też kilka nawiązań do „Roku 1984” George’a Orwella. Sam bohater porównuje siebie do myślących dwojako postaci z książki. Trudno się z tym nie zgodzić, patrząc na to, że Grigorij Rodczenkow jednocześnie miał zapobiegać dopingowi wśród sportowców, a sam podawał środki wspomagające swoim rodakom. Ponadto dokument, podobnie jak książka, podzielony jest na trzy części zatytułowane odpowiednio: Nauka, Zrozumienie, Akceptacja. Pierwsza z nich opisuje, jak wyglądało oszustwo rosyjskiego rządu, druga przybliża realia polityczno-społeczne, które w jakiś sposób wyjaśniają przyczyny stosowania dopingu wśród Rosjan. Natomiast Akceptacja pokazuje wszystko, co stało się po wyjściu prawdy na jaw. Jednak odnoszę wrażenie, że o ile dwie pierwsze części jakoś ze sobą współgrają, to ostatnia jest od nich oderwana. Myślę, że to dlatego iż, paradoksalnie, wydaje się najbardziej rzeczywista. Trudno jest uwierzyć w oszukańczą rosyjską maszynę, czyli RUSADĘ. Wydaje się to tak nierzeczywiste, że aż niemożliwe. Idealny system badań antydopingowych okazuje się być tylko fikcją. Natomiast, gdy w dokumencie ukazane są losy osób dotkniętych tą sytuacją, wszystko staje się jeszcze bardziej przerażające i dobitne. A gdy człowiek pomyśli o wszystkich sportowcach, którzy wygrywali, bo brali doping i wszystkie te chwile radości i łzy szczęścia miały miejsce tylko i wyłącznie dzięki środkom wspomagającym, to aż serce pęka, bo sport przestaje być tak piękny, jak przed Ikarem.

Netflixowska produkcja zdobyła Oscara w kategorii filmu dokumentalnego oraz nowo ustanowioną Nagrodę Orwella na Festiwalu Sundance.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: Youtube, mat. prasowe