Po oficjalnym chrzcie bojowym w pierwszej kolejce, zespoły z Ligi Mistrzów zaczynają się rozkręcać. Pierwsi faworyci w grupach powoli się klarują, ale doszło też pewnych niespodzianek. Kto zawiódł, a kto pokazał siłę? Oto podsumowanie drugiej kolejki Champions League 2019/20.

Grupa A

  • Real Madryt – Club Brugge 2:2 (Ramos 55′, Casemiro 85′ – Dennis 9′,39′)
  • Galatasaray – PSG 0:1 (Icardi 52′)

Fani Realu nie mają ostatnio łatwo ze swoją drużyną. Niby bowiem Królewscy są liderem ligowej tabeli, a w meczach z Atletico i Sevillą grają nieźle, aż tu nagle przychodzi kolejny mecz rozczarowanie. Przez ostatnie lata Madrytczycy nawet jak im w La Liga nie szło, to w Lidze Mistrzów siali istny terror. Tym razem jednak nie potrafili wygrać u siebie z najsłabszym w tabeli Club Brugge. Żeby tego było mało, Belgowie byli blisko wygranej w tym meczu. W pierwszej połowie byli znacznie lepsi, a w drugiej gdyby nie idealne dośrodkowanie Toniego Kroosa na głowę Casemiro, to wywieźliby trzy punkty z Santiago Bernabeu. Real jest ostatni w grupie, a końca ich problemów nie widać.

Natomiast druga z potęg w tej grupie radzi sobie znacznie lepiej. PSG uskrzydlone demolką jaką urządzili Realowi na Parc des-Princes dwa tygodnie wcześniej (3:0), tym razem uporało się z Galatasaray. Zwycięstwo było co prawda bardzo skromne, ale gdyby nie wyjątkowo słaba skuteczność Angela di Marii i Kyliana Mbappe, triumf byłby bardziej okazały.

  1. Paris Saint-Germain    6pkt   4:0
  2. Club Brugge               2pkt   2:2
  3. Galatasaray                1pkt   0:1
  4. Real Madryt                1pkt   2:5

Grupa B

  • Tottenham – Bayern Monachium 2:7 (Son 12′, Kane 61′ (k) – Kimmich 15′, Lewandowski 45′,87′, Gnabry 53′,55′,83′,88′)
  • Crvena Zvezda – Olympiakos Pireus 3:1 (Vulić 62′, Milunović 87′, Boakye 90′ – Ruben Semedo 37′)

To co stało się we wtorkowy wieczór w Londynie naprawdę nie sposób wytłumaczyć. Tottenham zagrał swój najgorszy mecz od prawie 20 lat oraz stracił rekordową ilość goli na własnym boisku. Bayernowi natomiast wychodziło niemalże wszystko i można śmiało założyć, że gdyby gol na 5:2 padł szybciej, Bawarczycy strzeliliby rozbitym rywalom jeszcze więcej goli. Robert Lewandowski dogonił Ruuda van Nisterlooya na liście najlepszych strzelców w historii Champions League (5. miejsce z 56 golami), a przy swej pierwszej bramce tak ośmieszył Jana Verthongena, że Belg zapewne dalej nie wie co się stało. Serge Gnabry z kolei miał dość wypominania mu słabych liczb więc jak poczuł swój dzień, to ruszył na rywali w furii i rozstrzelał ich bez litości. Dla Tottenhamu ten mecz był wielkim upokorzeniem, a rana po nim może długo się goić.

Nieco spokojniej było w drugim meczu grupy B. Olympiakos miał wszystko pod kontrolą do 57. minuty i czerwonej kartki Yassine Benzii. Od tego momentu Grecy przekonali się dlaczego Serbowie rok temu na własnym boisku urwali punkty Napoli oraz pokonali Liverpool. Crvena Zvezda szybko wyrównała, choć na prowadzenie gospodarze czekali do końcówki meczu. Na ich szczęście Olympiakos pokazał, że uczenie się na błędach nie jest ich mocną stroną i dali sobie wbić dwie niemal identyczne bramki głową po rzutach rożnych.

  1. Bayern Monachium    6pkt    10:2
  2. Crvena Zvezda          3pkt    3:4
  3. Olympiakos Pireus     1pkt    3:5
  4. Tottenham                1pkt    4:9

Grupa C

  • Manchester City – Dinamo Zagrzeb 2:0 (Sterling 66′, Foden 90+5′)
  • Atalanta Bergamo – Szachtar Donieck 1:2 (Zapata 28′ – Junior Moraes 41′, Solomon 90+5′)

Drużyna z Manchesteru już w poprzedniej kolejce rozbijając na wyjeździe Szachtar Donieck pokazała, że w tej grupie inne zespoły nie mają na co liczyć w starciach z nimi. Trzeba jednak przyznać, iż Dinamo dzielnie broniło się na Etihad Stadium i potwierdziło, że wygrana 4:0 z Atalantą nie była przypadkiem. Chorwaci niespodziewanie wysunęli się na prowadzenie w walce o drugie miejsce. Są również na czele rywalizacji o najniższą porażkę z The Citizens w grupie.

Natomiast Atalanta wciąż zmaga się w tym sezonie z problemami w defensywie. Słabość tej formacji okazała się zgubna również w pojedynku z Szachtarem. Ukraińcy co prawda nie rozgromili Włochów tak jak Dinamo, ale wykorzystali błąd rywali i w ostatniej minucie meczu wyprowadzili zabójczą kontrę. Ojcem ich sukcesu jest również bramkarz Andrij Piatow, który w 16. minucie meczu obronił rzut karny wykonywany przez Josipa Ilicicia.

  1. Manchester City       6pkt    5:0
  2. Dinamo Zagrzeb      3pkt    4:2
  3. Szachtar Donieck    3pkt     2:4
  4. Atalanta Bergamo   0pkt     1:6

Grupa D

  • Juventus Turyn – Bayer Leverkusen 3:0 (Higuain 17′, Bernardeschi 61′, Ronaldo 88′)
  • Lokomotiw Moskwa – Atletico Madryt 0:2 (Felix 48′, Partey 58′)

Juventus w weekend czeka hitowe starcie w Serie A z Interem Mediolan i wyjątkowo to Liga Mistrzów miała być dla nich przetarciem. Trudno jest jednak określić jak bardzo ich to przygotowało do meczu z Nerazzuri, ponieważ Bayer Leverkusen nawet nie dał im się zbytnio zmęczyć. Przy każdym z goli obrońcy niemieckiej drużyny nie przeszkadzali za bardzo napastnikom turyńczyków. Higuain miał dużo miejsca przy strzale głową, Bernardeschi niepilnowany dobił strzał Ronaldo, a Portugalczyk przy golu na 3:0 otrzymał podanie prostopadłe od Paulo Dybali, którego nikt nie przeciął. W bramce Juve stał Wojciech Szczęsny i o jego występie nic więcej nie da się powiedzieć, gdyż liczba celnych strzałów Bayeru wyniosła piękne zero.

Większe wyzwanie czekało Atletico, które pojechało do Rosji, by zmierzyć się z Loomotiwem Moskwa. Faktycznie opór rosyjskiej drużyny był znacząco większy, a w pierwszej połowie madrytczycy mieli tylko jedną okazję, ale Diego Costa nie trafił do bramki z… metra. Jednak już w pierwszym kwadransie drugiej części meczu Atletico pozbawiło Lokomotiw złudzeń. Największym zagrożeniem dla Rojiblancos był Grzegorz Krychowiak, który odpowiadał za większość ofensywnych akcji swojej drużyny. W 73. minucie był nawet o krok od gola. Jednak zarówno jego potężny strzał z ostrego kąta jak i dobitkę, w znany tylko sobie sposób obronił Jan Oblak.

  1. Juventus Turyn         4pkt    5:2
  2. Atletico Madryt         4pkt    4:2
  3. Lokomotiw Moskwa   3pkt    2:3
  4. Bayer Leverkusen     0pkt    1:5

Grupa E

  • Genk – Napoli 0:0
  • Liverpool – Red Bull Salzburg 4:3 (Mane 9′, Robertson 25′, Salah 36′,69′ – Hee-Chan 39′, Minamino 56′, Haland 60′)

Napoli po pokonaniu u siebie wielkiego Liverpoolu chciało potwierdzić, że wyjście z grupy nie będzie dla nich problemem, ale już w Belgii zaliczyło wpadkę. Niestety dość duża w tym zasługa Arkadiusza Milika, który wyszedł w podstawowym składzie. Polak miał w tym meczu trzy znakomite okazje, jednak dwa razy trafił w poprzeczkę (choć raz z pozycji siedzącej), a za trzecim podejściem po prostu przestrzelił głową z dość bliska. Pech nie opuszcza naszego napastnika, ale warto zauważyć, że znakomicie dochodził do sytuacji, w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych graczy Napoli w tym meczu. Swoją „setkę” zmarnował też m.in. Jose Callejon. Genk natomiast też miało swoje szanse, ale choć los był zdecydowanie po ich stronie, to nie na tyle by pozwolić im zadać ostateczny cios.

Red Bull Salzburg na powitanie z Ligą Mistrzów po 12 latach rozbił Genk 6:2, co na pewno pozwoliło im nabrać pewności siebie. Była im ona szczególnie potrzebna, gdyż kolejny na kolejny mecz udali się w absolutnie najgorsze miejsce w jakie mogli trafić. Liverpool nie przegrał na Anfield ostatnich 23 spotkań w Champions League. Jednak austriacki klub pokazał się w tym futbolowym piekle z naprawdę świetnej strony. Fenomenalna domowa passa rywali ich nie przestraszyła. Zresztą podobnie jak to, że The Reds w 36 minut załadowali im trzy gole. Salzburgczycy odrobili całe straty za sprawą trzech naprawdę składnych akcji. Co prawda kunszt Mohammeda Salaha i trzecia asysta Roberto Firmino obroniły Anfield przed najeźdzcą, ale austriacy mogą wracać do domu z głową wysoko w górze.

  1. Napoli                     4pkt    2:0
  2. Liverpool                 3pkt    4:5
  3. Red Bull Salzburg     3pkt    9:6
  4. Genk                       1pkt    2:6

Grupa F

  • Barcelona – Inter 2:1 (Suarez 58′,84′ – Martinez 2′)
  • Slavia Praga – Borussia Dortmund 0:2 (Hakimi 35′,89′)

Zarówno Barcelona jak i Inter mogły spokojnie przegrać swoje mecze w pierwszej kolejce. Inter przed upokorzeniem ze strony Slavii uratował Nicolo Barella, a Barcelonę fatalna skuteczność Marco Reusa oraz geniusz bramkarski Ter-Stegena. Mediolańczycy podrażnieni nieudaną inauguracją już na początku wyprowadził cios w stylu MMA. Dosłownie, bowiem Lautaro Martinez wygrał siłowo z Lengletem i już w zasadzie leżąc wkopał piłkę do siatki. Jednak nawet dobra postawa Interu, nie uchroniła go przed snajperskim geniuszem Luisa Suareza. Urugwajczyk najpierw huknął zza szesnastki z woleja, a potem perfekcyjnie wykończył równie cudowną akcję Leo Messiego. Królowie Camp Nou po nieobecności w pierwszej połowie powrócili do akcji i twardą ręką wyrzucili Nerazzurich bez punktów.

Zawodnicy Slavii w pierwszej kolejce dali jasny sygnał, że oni w tej piekielnej grupie nikogo się nie boją i gdyby nie wyrównujący gol w doliczonym czasie gry Nicolo Barelli, wywieźliby ze stadionu Interu trzy punkty. Ich nastawienie nie uległo jednak zmianie i Borussia również się o tym przekonała. Czesi długo zaciekle walczyli z dortmundczykami, nie pozwalając im na wiele. Niemiecki zespół w końcu przełamał rywala za sprawą dubletu Achrafa Hakimiego, ale oba gole strzelili po kontrach. Oznaczało to że Slavia mimo róźnicy w sile zespołu, absolutnie nie wycofała się przed faworytem i znów napsuła silniejszym sporo krwi.

  1. Borussia Dortmund    4pkt    2:0
  2. FC Barcelona             4pkt    2:1
  3. Slavia Praga              1pkt    1:3
  4. Inter Mediolan           1pkt    2:3

Grupa G

  • Zenit St Petersburg – Benfica 3:1 (Dziuba 21′, Dias 70′(samobój), Azmoun 78′ – De Tomas 85′)
  • RB Lipsk – Olympique Lyon 0:2 (Depay 11′, Terrier 65′)

Rosyjskie zimno pokonało w historii niejednego. Przegrała częściowo z nim najwyraźniej też Benfica, gdyż zaledwie kilka stopni na plusie, to nie są warunki, do których w październiku przywykli piłkarze w Portugalii. Lizbończycy w zasadzie sprezentowali Zenitowi ważne zwycięstwo. Najpierw tak kreatywnie wyprowadzali piłkę z własnego pola karnego, że przejęli ją rywale i skutecznie wykończyli kontrę. Kolejnego gola obrońcy Benfiki sami sobie strzelili, a przy trzecim trafieniu nie dogonili uciekającego Irańczyka, który ich ostatecznie dobił. Sami odpowiedzieli jednym golem, który jednak nic im nie dał.

Zawodnicy RB Lipsk takich problemów z pogodą nie mieli, ale błędy robili podobne. Oba stracone przez nich gole były bardzo podobne. Strata na własnej połowie, kontratak i piłka w siatce. Zarówno Memphis Depay jak i Martin Terrier mieli na oddanie strzału mnóstwo czasu, co wykorzystali w stu procentach. Olympique Lyon, który poprzedni mecz w jakichkolwiek rozgrywkach wygrał 16 sierpnia w końcu się przełamał i zrobił to w sposób niezwykle skuteczny. Jedyne dwa celne strzały OL przyniosły im bowiem dwa gole.

  1. Zenit St Petersburg    4pkt   4:2
  2. Olympique Lyon         4pkt   3:1
  3. RB Lipsk                    3pkt   2:3
  4. Benfica                      0pkt   2:5

Grupa H

  • Valencia – Ajax Amsterdam 0:3 (Ziyech 8′, Promes 34′, van de Beek 67′)
  • Lille – Chelsea 1:2 (Osimhen 33′ – Abraham 22′, Willian 77′)

Ajax w poprzedniej kolejce rozbił u siebie 3:0 Lille, czym zrobił pierwszy krok, do kolejnej udanej przygody z Ligą Mistrzów pomimo wielu osłabień. Co zrobili amsterdamczycy, by udowodnić, że dalej mogą podbijać Champions League? Pojechali do Hiszpanii i rozbili n wyjeździe Valencię tak sam jak Francuzów. Trzy gole, każdy w inny sposób. Kapitalny strzał Ziyecha zza szesnastki, składna akcja złożona z wielu podań, wykończona strzałem do pustej bramki oraz świetne podanie prostopadłe i wykorzystana sytuacja sam na sam. Tylko tyle i aż tyle. Valencia mogła im to zepsuć, ale Dani Parejo nie wykorzystał rzutu karnego w 25. minucie strzelając nad poprzeczką. Ajax bez de Jonga i de Ligta, ale bawi się dalej.

Chelsea to w tym sezonie mieszanka doświadczenia z młodzieńczą fantazją. To połączenie bywa nieco wybuchowe, ale tym razem zadziałało świetnie i dało londyńczykom pierwszą grupową wygraną w LM. Lille walczyło z całych sił, za co zostali nagrodzeni zdobytym golem, gdy Osimhen celną główką odpowiedział na skuteczne wykończenie sytuacji sam na sam Tammy’ego Abrahama. Jednak na fenomenalnego woleja w wykonaniu doświadczonego Williana nic już nie poradzili i mimo niezłej postawy polegli po raz drugi w tej edycji Champions League.

  1. Ajax Amsterdam   6pkt   6:0
  2. Valencia               3pkt   1:3
  3. Chelsea                3pkt   2:2
  4. Lille                      0pkt   1:5

Zawodnik kolejki:

Serge Gnabry (Bayern Monachium) – w ostatnim czasie krytykowany za to, że nie daje zespołowi wielu asyst i goli, niemiecki skrzydłowy zagrał mecz życia. W drugiej połowie skutecznie zabił nadzieje Tottenhamu choćby na remis, aplikując Kogutom czteropak w 35 minut. Tym samym jako dwunasty dołączył do grona piłkarzy, którzy w Champions League strzelili cztery gole w jednym spotkaniu. Razem z nim są tam m.in. Marco van Basten, Andrij Szewczenko, Leo Messi, czy Robert Lewandowski.

Występy Polaków:

  • Robert Lewandowski (Bayern) – 90 minut i dwa gole w meczu z Tottenhamem
  • Arkadiusz Milik (Napoli) – 71 minut i żółta kartka w meczu z Genk
  • Piotr Zieliński (Napoli) – cały mecz z Genk na ławce
  • Jakub Piotrowski (Genk) – poza kadrą na mecz z Napoli
  • Wojciech Szczęsny (Juventus) – 90 minut w meczu z Bayerem Leverkusen
  • Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) – 90 minut w meczu z Atletico Madryt
  • Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) – 90 minut w meczu z Atletico Madryt
  • Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb) – cały mecz z Manchesterem City na ławce
  • Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund) – 90 minut i żółta kartka w meczu ze Slavią Praga

Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram