Reporterska książka Mariusza Szczygła jest inna niż to, z czym w tym gatunku można spotkać się na co dzień. Projekt: Prawda, stworzony został nie tylko dzięki historiom czytelników, ale zawiera też w sobie powieść Portret z Pamięci Stanisława Stanucha. Jak udała się próba połączenia dwóch światów: powieści literackiej i reportażu, który przecież czerpie z literatury tyle, ile może?

Niepozorna książka w szarej oprawie i ze zdejmowaną okładką (co z jednej strony jest praktyczniejsze niż twarda oprawa, z drugiej – przyciąga uwagę gapiów jednolitą szarością okładki) skrywa teksty podzielone na dwie części. Osobiste spotkania i historie Mariusz Szczygieł przeciął powieścią Portret z Pamięci z 1959 roku. To połączenie niecodzienne, ale odpowiednio umotywowane spełniłoby swoją funkcję tła albo dodatku.

Problem w tym, że sam twórca nie do końca wie, jak odbiorca powinien się zabrać za powieść Stanucha. Odcina się ona od bazy książki nie tylko innym fontem czy kolorem kartek, ale i treścią. Jest to historia skoncentrowana na życiu nieznanego czytelnikowi mężczyzny. Łączy ona elementy opowiastki filozoficznej i pamiętnika, przede wszystkim zaś opowiada o życiu człowieka zgubionego, o utraconym szczęściu i o niechybnej drodze ku śmierci. Tekst przepełniony jest rozważaniami głównego bohatera skoncentrowanymi na nim samym. Dzięki uczynieniu z niego everymana każdy z łatwością może znaleźć elementy wspólne z tą przybijającą, ale i pouczającą figurą. Pod tym względem jest to jak najbardziej ciekawa lektura…

Z tym że absolutnie niepasująca do reportaży Szczygła. Jej ciężki, przytłaczający charakter nijak ma się do historii krótkich i powabnych. Czasami wręcz zbyt powabnych i ulotnych, w których góruje efemeryczność i pogoń wszystkich zdarzeń za pointą, którą jest tytułowa prawda. I oczywiście te prawdy, czyli historie ludzi niejednorodnie zaskakują, co jest przejawem odrobionego zadania domowego przez reportera, ale jednocześnie są to historie tak podporządkowane schematowi szukania prawdy, że zatraca się ich głębia. Tam, gdzie można było pokopać i wydusić z człowieka spory fragment jego życia, tam autor ucina historię, dając do zrozumienia, że ludzie w jego opowieści są tak ważni, jak ważne jest to, co powiedzą. Nie można odmówić książce rozbrajających prawd, historii zarówno tragicznych czy uroczych. Niestety, można przy tym odnieść wrażenie, że są to tylko części prawdy. Plusem ich jest, że mogą istnieć osobno i być interpretowane na rozmaite sposoby. Jednak z tej układanki truizmów, tragicznych historii i radosnych anegdot nie powstaje coś, co mogłoby się nazywać czymś więcej, niż projektem. Do gotowego dzieła brakuje szwów, a nie magnesu w postaci powieści Stanucha.

 


Autor: Michał Mielnik
Zdjęcie: kadr z youtube