Wszyscy obiecywaliśmy sobie, że na sesję letnią będziemy lepiej przygotowani i zorganizowani niż na zimową. Wszyscy też wiemy, że postanowienia tego zrealizować się nie udało.

Kolokwia, nieobecności do odrobienia i porozrzucane pod łóżkiem notatki do egzaminów zaczynają straszyć i paraliżować lękiem coraz bardziej. Nachodzą Cię myśli, że nie dasz rady, że może lepiej rzucić to wszystko i zająć się importem skarpetek w tańczące cytryny prostu z Chin? Zanim złożysz hurtowe zamówienie na Aliexpress, weź dwa głębokie wdechy. Ten poradnik został przygotowany z myślą o Tobie – studencie, który zostawił wszystko na ostatnią chwilę. Pomożemy Ci przygotować się do sesji last minute, nawet jeśli wydaje Ci się, że to niemożliwe.

Po pierwsze: zrób zakupy

Może to wydawać się śmieszne, ale jeść i pić trzeba, szczególnie podczas wzmożonej aktywności umysłowej. Weź duży koszyk, wrzuć do niego coś czekoladowego, orzechy, marchewki oraz inne warzywa i owoce, które można pochrupywać podczas zakreślania wszystkich niezrozumiałych pojęć i terminów. Dobrze wiesz, że w biegu pomiędzy czytelnią a gabinetami wykładowców nie będziesz mieć czasu na przygotowywanie obiadów rodem z Instagrama, więc dorzuć kilka paczek mrożonych warzyw i kuskus (kasza dla leniwych – w ciągu pięciu minut po zalaniu wrzątkiem gotowa do spożycia), aby zjeść też coś na ciepło. Do tego dobrej jakości kawa (pozwól sobie ten raz na odrobinę luksusu), aby dała kopa o drugiej w nocy, i zgrzewka redbulla (tak, wiemy, że to świństwo, ale czas przestać się oszukiwać, że bez wspomagaczy wytrzymasz spanie po cztery godziny na dobę), abyś mógł względnie wypoczęty pójść na zajęcia po całej nocy dzikiej nauki. A, i pamiętaj o fiszkach oraz kolorowych długopisach. Zużyjesz pewnie kilka zestawów.

Po drugie: posprzątaj

Mityczne, przedsesyjne mycie okien oraz sprzątanie całego mieszkania nie wynika z prokrastynacji nauki (w końcu w tej jesteś mistrzem), przeciwnie: to celowo zaplanowane, strategiczne działanie. Ten tydzień to ostatni, w którym możesz sobie pozwolić na luksus ujarzmienia przestrzeni wokół siebie – przez kolejny miesiąc czasu wystarczy ci ledwo na wyniesienie śmieci. Prościej będzie ci się skupić w czystym, uporządkowanym pokoju; ile czasu zaoszczędzisz, gdy nie będziesz musiał szukać notatek w koszu na pranie, rozmontowywać piramid z brudnych naczyń czy szukać akurat tej bluzki, którą zaplanowałaś ubrać sobie na dzisiejsze kolokwium w szafie podłogowej.

Po trzecie: retrospekcja

Pamiętasz te zajęcia, na których omawialiście pasożyty? Lub te, na których poznaliście wymowę dramatu Gombrowicza? Oczywiście, że nie, bo cię na nich nie było. Nie jest ważne, czy raczyłeś się wtedy ambrozją na Wyspie Słodowej, pucowałeś szklanki w pracy, zaspałeś czy ci się nie chciało. Liczy się względne przypomnienie, z jakich przedmiotów masz nadprogramowe nieobecności, i ustalenie z wykładowcami formy ich odrobienia. W dwa tygodnie zdążysz zostać specem od Petrarki i zbawić świat na konsultacjach. To bardzo ważny punkt – nie zapomnij o nim, rozkładając kocyk na Pergoli!

Po czwarte: koleżeństwo

Nie tylko ty studiujesz na kierunku. Rozejrzyj się w swojej grupie ćwiczeniowej – ile osób tak jak ty codziennie patrzy na ściany w instytucie ze wzrokiem przepełnionym strachem, zmęczeniem czy obłędem? Do Ciebie należy złożenie z takich osób kierunkowej Drużyny Pierścienia; lepiej opracowywać zagadnienia do egzaminu w osób dziesięć, niż w pojedynkę. Razem dacie radę ze wszystkim i będziecie mieć godzinkę ekstra dziennie na sen. A po sesji będziecie mogli udać się na zasłużone świętowanie. Nawet kilkudniowe.

Po piąte: asceza

Nie ma, że boli – sezon wypadów na Wyspę Słodową czy nocnych maratonów na Netflixie należy przerwać na jakiś czas. Wiemy, że kusi, ale wyważona asceza rozrywkowa to klucz do efektywnego ogarnięcia zaliczenia semestru. Wyloguj się z Netflixa, nie patrz na listę najbliższych imprez w mieście, zainstaluj dodatek Kill your newsfeed na Facebooka. Jeżeli pracujesz, odłóż wizję zarobienia jak największej ilości pesos na wakacje na lipiec – harując jak wół nie będziesz miał siły nawet na lekkie podniesienie okładki podręcznika. Wypady z przyjaciółmi ogranicz z pięciu do dwóch tygodniowo. Chyba, że przewidują wspólną naukę – wtedy nie ograniczajcie się w rozpuście.

Po szóste: będzie dobrze

Musisz myśleć pozytywnie, w końcu niejedną sesję zdałeś, będąc na jej początku w kompletnej rozsypce. Wydrukuj sobie motywujące do nauki memy. Gdy poczujesz, że mózg ci paruje, zrób własne, najlepiej z użyciem znienawidzonych pojęć, których uczysz się od trzech godzin. Zwiększ interlinię w pracy zaliczeniowej, aby szybciej wypełnić limit stron. Stwórz playlisty na kilka faz nauki (i nie zapominaj o dobrej techniawie na momenty bardzo kryzysowe!), a w weekend odeśpij wszystkie zarwane w tygodniu nocki.

Będzie dobrze. W końcu jesteś mistrzem ratowania sytuacji na ostatnią chwilę!


Tekst: Nina Paśniewska

Zdjęcie: JESHOOTScom/Pixabay