Lechia Gdańsk pokonała Jagiellonię Białystok 1:0 w meczu finałowym piłkarskiego Pucharu Polski. Spotkanie rozgrywane na PGE Narodowym w Warszawie nie było najciekawsze i emocji dostarczyło dopiero w doliczonym czasie gry.

Przed rozpoczęciem meczu, pojawiły się organizacyjne problemy z wpuszczeniem kibiców z Trójmiasta na stadion. Podczas gdy rozbrzmiał pierwszy gwiazdek sędziego, około połowa fanów Lechii czekała jeszcze w monstrualnych kolejkach do wejścia. Według wydanego później oficjalnego komunikatu PZPN, było to spowodowane próbą wtargnięcia na teren obiektu siłą grupy kibiców gdańszczan, która podjęta została w celu wniesienia na stadion materiałów pirotechnicznych.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Początkowa faza meczu przebiegała dość spokojnie. Jagiellonia wykazywała większą ochotę do gry i starała się zepchnąć Lechię do defensywy poprzez pressing. Gdańszczanie z kolei cofnęli się i czekali na możliwość wyprowadzenia kontry. Na pierwszą konkretniejszą okazję trzeba było czekać aż do 22 minuty gdy Andrej Kadlec w ostatniej chwili zablokował „główkę” Lukasa Haraslina, czym najprawdopodobniej uchronił „Jagę” przed stratą gola. Niedługo później swoją szansę miał napastnik białostoczan Patryk Klimala, który gdyby lepiej przyjął sobie piłkę w polu karnym, miałby stuprocentową sytuację bramkową. Niestety dla niego piłkę w ostatniej chwili wybił Błażej Augustyn. Do końca pierwszej połowy emocje wzrosły tylko raz w 41. minucie gdy fatalny błąd popełnił bramkarz gości Zlatan Alomerović. Serb wyszedł daleko poza pole karne, lecz nie zdążył do piłki przed Klimalą. Ten szybko odegrał piłkę do Jesusa Imaza, ale znów „strażakiem” Lechii okazał się Augustyn.

Pierwsza połowa lekko mówiąc nie zachwyciła. Dużo walki, mało jakości i konkretów. Kibice z Gdańska, którzy weszli na stadion w całości dopiero w przerwie, pod kątem widowiska nie mieli zbytnio czego żałować. Najefektowniejszym punktem meczu były tak naprawdę oprawy kibiców.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Czy w drugiej połowie zawodnicy obydwu drużyn podkręcili znacząco tempo i jakość gry? Nie do końca, bo choć przede wszystkim Lechia zwiększyła intensywność gry, to tak jedni jak drudzy nie mieli zbytnio pomysłu na sforsowanie obrony rywala. Jagiellonia wciąż dominowała, lecz nie potrafiła tego udokumentować, a zawodnicy z Gdańska swojej szansy szukali głównie w stałych fragmentach gry.

Swoje, do kiepskiego obrazu tego meczu, dorzucili też kibice Lechii, którzy w 77. minucie meczu zadymili racami boisko, czym zmusili sędziego do zarądzenia krótkiej przerwy w meczu. Tym samym pokazali, że system walki PZPN z pirotechniką na stadionach jest tak samo żenująco skuteczny, jak podboje Ligi Mistrzów przez szejków z Manchesteru City czy PSG.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Emocje w stopniu adekwatnym do rangi spotkania pojawiły się dopiero w doliczonym czasie gry. Najpierw gola dla Lechii zdobył Flavio Paixao. Jednakże chwilę później okazało się, że w erze VAR gol najpierw jest pozorny, a później realny. Po konsultacji z sędziami tego systemu, arbiter Bartosz Frankowski anulował trafienie Portugalczyka. Powtórki wykazały bowiem, że napastnik znajdował się na minimalnym spalonym. Jednak co się odwlecze to nie uciecze, gdyż już w szóstej minucie czasu dodatkowego, piłkę w bramce „Jagi” umieścił rezerwowy Artur Sobiech. Tym razem nie było potrzeby użycia VAR-u, gol został uznany, a Lechia mogła chwilę później cieszyć się ze zdobytego trofeum.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Warto wspomnieć także, że zwycięstwo gdańszczan najprawdopodobniej oznacza, że zajęcie czwartego miejsca w tabeli LOTTO Ekstraklasy na koniec tego sezonu, gwarantuje udział w europejskich pucharach.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)

Bramka: Sobiech 90+6

Jagiellonia: Kelemen – Kadlec (90+7 Wójcicki), Runje Arsenić ż, Bödvarsson – Poletanović (90 Kwiecień), Romanczuk – Novikovas, Imaz, Guilherme – Klimala.

Trener:  Ireneusz Mamrot

Lechia: Alomerović – Nunes, Nalepa, Augustyn ż, Mladenović – Makowski, Łukasik (90+1 Vitoria), Kubicki – Michalak (69 Sobiech), Paixao, Haraslin (90+8 Lipski).

Trener: Piotr Stokowiec

Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram