Toronto Raptors pokonali na wyjeździe Golden State Warriors 105:92 w czwartym meczu Finałów NBA. Kanadyjski zespół jest już o krok od przerwania dominacji Warriors i zdobycia pierwszego tytułu w historii organizacji. W serii do czterech zwycięstw prowadzi 3:1.

Do składu ekipy z Oakland powrócił Klay Thompson, który pauzował w poprzednim spotkaniu. Obrońcy tytułu musieli sobie jednak radzić bez Kevina Duranta, który jak na razie nie zagrał w tych finałach ani jednego meczu.

Oba zespoły miały problemy z wejściem w mecz. Mnóstwo strat, niecelnych rzutów i wszechobecny chaos panujący na parkiecie. Z czasem Warriors zaczęli odważniej wchodzić z piłką pod kosz i zdołali odskoczyć na kilka punktów (17:10). Zespół z Toronto był w stanie wypracować sobie dobre pozycje rzutowe, jednak brakowało skuteczności. Ciężar gry ofensywnej dźwigał na swoich barkach Kawhi Leonard, który zdobył 14 z 17 punktów całej drużyny w pierwszej kwarcie. Mimo zaledwie 28% skuteczności rzutowej, Raptors przegrywali po pierwszej kwarcie zaledwie 17:23.

W drugiej części gry Warriors utrzymywali niewielką przewagę. W ataku świetnie spisywał się Thompson, który był zdecydowanym liderem zespołu. W obronie wyróżniał się Draymond Green. To dzięki niemu gospodarze trzymali rywali na niskiej skuteczności rzutowej. Oba zespoły miały za to ogromne problemy z trafianiem zza łuku. Po stronie Raptors przebudził się Pascal Siakam, który w pierwszej kwarcie był odcięty od podań. Wiele do gry wniósł też rezerwowy Serge Ibaka. Do przerwy gospodarze prowadzili 46:42.

W drugiej połowy obraz gry uległ zmianie. Jedni i drudzy zaczęli trafiać trójki i grać bardziej dynamicznie w ofensywie. Nie do powstrzymania był Leonard, który dał Raptors pierwsze prowadzenie w meczu (48:46). Warriors cały czas mogli liczyć na Thompsona, jednak poza nim nie mieli nikogo, kto byłby skuteczny. Zawodził Stephen Curry. Rozgrywający nie mógł się wstrzelić z rzutami zza łuku (2/9 za 3 w całym meczu). Goście grali konsekwentnie. Ofensywa dowodzona przez Leonarda i Ibakę była czymś, na co Warriors nie mieli odpowiedzi. Kanadyjski zespół zdominował trzecią kwartę i przed decydującą częścią gry zbudował solidną przewagę (79:67).

Zawodnicy Steve’a Kerra próbowali odrobić straty, jednak brakowało im powtarzalności w ataku. Raziła również nieskuteczność na linii rzutów wolnych (14/21 w całym meczu). Raptors trzymali dystans punktowy dzięki świetnej grze zmienników w postaci Ibaki i Freda VanVleeta, oraz ich lidera – Leonarda (36 punktów, 12 zbiórek). Goście nie dali się dogonić i wygrali całe spotkanie 105:92.

Piąty mecz odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek o godzinie 02:30 w Toronto.


Golden State Warriors – Toronto Raptors 92:105 (23:17, 23:25, 21:37, 25:26)

Warriors: Thompson (28), Curry (27), Looney (10), Green (10), Livingston (6), Cousins (6), Igoudala (3), McKinnie (2)

Raptors: Leonard (36), Ibaka (20), Siakam (19), Lowry (10), Gasol (9), VanVleet (8), Green (3)


Autor: Filip Skiba
Zdjęcie: Instagram