Kolejny sezon skoków za nami i z całą pewnością można stwierdzić, że było w nim naprawdę sporo niespodzianek. Nowe twarze w czołówce, zaskakujące rozstrzygnięcia oraz emocje. Był jednak także skoczek, który rywalizował w swojej lidze i był ponad resztą stawki.

Czasami bywa tak, że gdy rywalizacja trwa w najlepsze, a emocje sięgają zenitu, pojawia się zawodnik, który przyjdzie, „pozamiata” konkurencję, a dodatkowo sprawi wrażenie, jakby nie wysilił się przy tym za bardzo. W tym roku tak właśnie było z Japończykiem Ryoyu Kobayashim. Wygrał wszystkie cykle jakie mógł, Kryształową Kulę zdobył z przewagą ponad 700 pkt., czyli ogółem mówiąc, urządził rywalom dyktando po japońsku. Na jego wizerunku w tym sezonie pojawiła się co prawda rysa w postaci nieudanych mistrzostw świata w Seefeld, ale poza tym był nie do zatrzymania.

Na temat Kobayashiego wiele już zostało w tym sezonie powiedziane i z pewnością można by mówić o nim jeszcze długo. Jednakże nie zmienia to faktu, iż to, co się działo (w większości sezonu) za jego plecami, było niemniej ciekawe. Kryzysy wielu gwiazd i silne uderzenie zawodników dotychczas będących w drugim szeregu uczyniły rywalizację skoczków wyjątkowo nieprzewidywalną. Czas zatem ostatecznie podsumować miniony sezon.

Najwięksi wygrani:

1. Ryoyu Kobayashi – Terminator i tyle w temacie.

2. Markus Eisenbichler – przez dużą część sezonu albo psuł najważniejsze skoki albo często był drugi. Jednakże na MŚ w Seefeld to właśnie on oddawał skoki życia i zdobył złoto na dużej skoczni indywidualnie i w drużynie. Przełomowy sezon dla Niemca.

3. Dawid Kubacki – zawsze uważany za tego, który pewnej granicy nigdy nie przeskoczy. Dominator Letniej Grand Prix, który zimą nie umie wygrywać. W tym sezonie niedość, że wygrał pierwszy w karierze konkurs zimowy (w Predazzo), to jeszcze został mistrzem świata na skoczni normalnej. Ponadto zajął 5. miejsce w Pucharze Świata. Na takie skoki Dawida czekaliśmy, a może być jeszcze lepiej.

4. Killian Peier – Szwajcar niespodziewanie dołączył w tym sezonie do czołówki światowej (może poza lotami na mamutach), a co więcej zdobył sensacyjny brąz MŚ na dużej skoczni. Ma 24 lata i zapowiada się, że będzie tylko lepszy.

5. Kamil Stoch i Stefan Kraft – Ci dwaj skoczkowie mieli bardzo podobny sezon, więc są razem na jednej pozycji. Obaj zdobyli medal MŚ, stanęli na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i obaj jako jedni z nielicznych, utrzymali się na absolutnym topie po poprzednim roku.

6. Jewgienij Klimow – po zdominowaniu Letniej Grand Prix, Rosjanin potwierdził formę wygrywając pierwszy konkurs w Wiśle. Potem co prawda aż tak dobrze nie było, ale dołączył do światowej czołówki, był ciągle groźny i zajął wysokie 11. miejsce w PŚ.

Najwięksi przegrani:

1.Maciej Kot – drugi sezon z rzędu nasz reprezentant nie mógł odnaleźć formy. Potencjał może i ma ogromny, ale w tym roku jego skoki były pokazem frustracji. Zdobył tylko 25 pkt. w Pucharze Świata, a niekiedy nie kwalifikował się nawet do konkursów. Stefan Horngacher wierzył w niego, dawał mu szanse, ale ten nie potrafił ich wykorzystać. Koszmarny okres w karierze Macieja.

2. Reprezentacja Norwegii – „wyróżnienie” zbiorowe, gdyż zwycięzcy Pucharu Narodów z poprzedniej edycji PŚ, którzy zdominowali zeszłoroczną rywalizację drużynową, w tym sezonie wygrali tylko jedną „drużynówkę”. Ponadto indywidualnie też nie błyszczeli. Robert Johansson i Johann Andre Forfang utrzymali formę, ale choćby Daniel Andre-Tande zaliczył kompletny zjazd.

3. Andreas Wellinger – złoty i srebrny medalista olimpijski z Pjongczang w tym sezonie zawiódł oczekiwania kibiców. Zamiast walczyć o Kryształową Kulę, kręcił się z reguły w środku stawki. Zdecydowanie za mało jak na skoczka z jego możliwościami.

4. Gregor Schlierenzauer – kolejny raz wielki Austriak miał wreszcie się przełamać i powrócić do dobrej formy. Skończyło się to ponownie fatalnym sezonem i pogłoskami o możliwym końcu kariery.

Trener roku:

Stefan Horngacher – trener Polaków raz jeszcze utrzymał naszych skoczków na szczycie, triumfując z nimi w Pucharze Narodów. Ponadto doprowadził do życiowej formy Piotra Żyłę, Dawida Kubackiego i Jakuba Wolnego. Gdyby nie brak medalu drużynowego na MŚ byłby to sezon niemal idealny. Niestety po wielu sukcesach w ciągu 3 lat pracy, Austriak postanowił rozstać się z polską kadrą.

Drużyna roku:

Polska – triumf w Pucharze Narodów, trzech skoczków w czołowej piątce PŚ, medale MŚ, miejsca na podium w wielu konkursach i tak można jeszcze długo. Kolejny kapitalny sezon polskich zawodników. Nie obyło się bez wpadek, ale ogółem Polacy udowodnili, że są czołowym narodem świata skoków.

Zaskoczenie roku*:

*Ryoyu Kobayashi nie jest tu brany pod uwagę, bo to by było zbyt oczywiste.

Timi Zajc – 18-letni Słoweniec bezpardonowo wszedł do czołowej dziesiątki Pucharu Świata kompletnie znikąd. Wygrał nawet swój pierwszy konkurs lotów w Oberstdorfie. Miewał co prawda czasem problemy z utrzymaniem formy, ale jak na tak młodego zawodnika miał naprawdę imponujący sezon.

Wyróżnienie specjalne:

Antti Aalto – Finlandia to kraj bardzo zasłużony dla skoków, ale ich popularność i poziom w tym kraju od paru lat umiera. Natomiast Aalto udanym dla siebie sezonem wlał nieco nadziei w serca fińskich kibiców i pokazał, że to jeszcze nie koniec. Za to właśnie otrzymuje specjalne wyróżnienie.

Złoty Dzban:

Jury i Walter Hofer – to, co wyprawiali na przestrzeni całego sezonu woła o pomstę do nieba. Upadki choćby Davida Siegela (poważna kontuzja kolana), Andreasa Stjernena (incydent w Lahti popsuł mu formę na MŚ) czy Stephana Leyhe (musiał opuścić końcówkę sezonu) oraz skandaliczny przebieg konkursu MŚ na skoczni normalnej. To wszystko efekt walki sędziów i szefa FIS z pogodą, w której bronią było zdrowie skoczków. Pod tym kątem miniony sezon był kompromitacją.

Oni też mogą być groźni dla czołówki w następnym sezonie:

Karl Geiger – już w tym roku był czołowym zawodnikiem Pucharu Świata i zdobywał medale MŚ. Zapowiada się, że kolejny sezon może być dla niego jeszcze lepszy.

Peter Prevc – człowiek, który od 2-3 lat szuka dawnej formy, dzięki której wygrywał seryjnie konkursy. Dobra końcówka minionego roku może wskazywać, że Peter powoli wraca na niebezpiecznie właściwe tory.

Jakub Wolny – nasz reprezentant miał problemy z utrzymaniem formy, ale pokazał niejednokrotnie, jak wielkim potencjałem dysponuje. Jeśli będzie się rozwijał prawidłowo, może być wyjątkowo niebezpieczny dla najlepszych.

Miniona edycja Pucharu Świata była nowym rozdaniem w świecie skoków. Sprawia to, że kolejny sezon zapowiada się jeszcze bardziej interesująco. Czy Ci, którzy są obecnie w czołówce się w niej utrzymają? Czy reprezentacja Polski dalej będzie tak silna? Oraz czy Ryoyu Kobayashi potwierdzi dominację czy może okaże się, jak to mówią Anglicy, „one season wonder”? Mnóstwo pytań, a my z niecierpliwością czekamy na odpowiedzi.


Autor: Bartosz Królikowski