Klasyki filmowe to jedno, ale czasem przyda się na wieczór coś bardziej rozluźniającego. Szczególnie w Walentynki. Nie wszystkie komedie romantyczne czy filmy opowiadające o miłości są niepoważne. Co się do nich zalicza?

Jaki dzień jest lepszy, by bezkarnie zobaczyć komedie romantyczne niż Walentynki? Wielu uważa, że trudno jest stworzyć taki film „na poziomie” i niestety często mają rację. Niełatwo bowiem uwierzyć w zawsze szczęśliwe zakończenie czy często absurdalne sytuacje do niego prowadzące. W nadmierną romantyczność, której w prawdziwym życiu przecież ciągle brakuje, co utwierdza w przekonaniu, że „to tylko film”. W ciągu ostatnich lat pojawiło się jednak wiele ekranowych romansów i pięknych historii, które zasługują na miano kultowych. A życie ich bohaterów nie zawsze było usłane różami. Oto przykładowe TOP 10, ale uwierzcie – jest ich naprawdę o wiele więcej.


10. 500 dni miłości (2009)

Historia opowiedziana przez Toma (Joseph Gordon-Levitt) zaczyna się od dnia 488, ale rodzi się pytanie: jak wyglądała na samym początku? Oczywiście do miłości (tak samo jak do tanga) trzeba dwojga. W tym wypadku drugą połówką stała się Summer (Zooey Deschanel). Pomyślicie – i co w tym wyjątkowego? Wyjątkowy jest tutaj sposób poprowadzenia opowieści, za co reżyserowi – Marcowi Webbowi, należą się brawa. Niełatwo złamać schematy, które tak mocno zakorzeniły się w tego typu filmach. Bo ile razy my wracaliśmy myślami do przeszłości, wspominając dobre chwile, ale także te, w których popełniliśmy błąd? I dlaczego? Pomysłowe przerywniki, brak ckliwości i dziwna autentyczność. Każdy z widzów może podpiąć choć jeden z tych przedstawionych dni miłości, pod swoje własne życie uczuciowe. I to jest największa siła tego filmu. Skakanie między radością i smutkiem, tym jak mogłoby być, a tym, jak po prostu jest. Dwie nominacje do Złotych Globów za nietuzinkowy debiut Webba.


9. Pretty Woman (1990)

Tego filmu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. A jeśli tak, to chyba żyliście pod kamieniem. Milionowe zyski. Znana na całym świecie piosenka lub twarze Julii Roberts (nagrodzonej Złotym Globem za tę rolę) czy Richarda Gere’a. To także sztampowa, ale jedna z najbardziej ikonicznych historii miłosnych Hollywood. I choć tym razem zakończenie Pretty Woman w reżyserii Garry’ego Marshalla jest jasne prawie od pierwszej sceny, to jest to iście współczesna wersja Kopciuszka dla dorosłych. Na drodze parającej się najstarszym zawodem świata – Vivian, staje piękny i bogaty Edward. Prawda, że banał? A jednak, coś w tej starej jak świat historii miłosnej, kiedy to bohaterowie padają sobie w objęcia w scenie końcowej sprawiło, że w swojej kategorii filmowej uważana jest za wzór. It Must Have Been Love, czyż nie?


8. Bezsenność w Seattle (1993)

Ten film udowadnia, że Meg Ryan nie tylko stworzona jest do romantycznych ról, ale także Tom Hanks radzi sobie w nich mistrzowsko. Wydaje się, że miłości potrzebują najbardziej ci samotni. Na pewno tak myślał siedmioletni Jonah, którego samodzielnie wychowuje owdowiały Sam Baldwin. Chłopiec dzwoni więc do radia ogłaszając, że szuka nowej żony dla swojego taty. Smutne i romantyczne jednocześnie. Wzruszone historią panów kobiety z całych Stanów proponują swoją kandydaturę. Dla mieszkających w Seattle Baldwinów przeszkodą jest duża odległość, ale to chyba nie stanowi problemu dla Annie Reed z Baltimore. Postanawia osobiście poznać tak pięknie opowiadającego o miłości mężczyznę, nawet jeśli wydaje się, że ona swojego księcia z bajki już znalazła. To jedna z tych komedii romantycznych, która sprawia, że jest nam ciepło na sercu, a miłość ma wiele twarzy. Wielokrotnie nominowany film Nory Ephorn.


7. Bodyguard (1992)

Nie do końca komedia, ale z pewnością piękny romans. Wielki głos Whitney Houston plus wielowymiarowość aktorska Kevina Costnera stworzyły romantyczną sensację na skalę światową (i to nie tylko w obu tych filmowych gatunkach). Sensację, umówmy się, nie zawsze pozytywną, o czym świadczą multinominacje do Złotych Malin. Ale miłość to również poczucie bezpieczeństwa. Dosłowne, w przypadku tej amerykańskiej produkcji Micka Jacksona. Od razu przyznaję – to nie jest tak oczywista propozycja w tym zestawieniu. Na początku uczucie rodzące się między piękną piosenkarką, a jej ochroniarzem jest tylko tłem dla całej fabuły. W końcu wysuwa się na pierwszy plan, a Rachel i Frank potrzebują siebie nawzajem. Również, by przeżyć. Dla mnie jednak najistotniejszym elementem tego filmu jest muzyka. Piosenki Run to You i I Have Nothing, obie nominowane do Oscara są klasykiem miłosnych wyznań i chwytających za serce melodii w historii.

 


6. I Walk to Remember (2002)

W amerykańskiej literaturze słowo romantyczne od razu kojarzy się z nazwiskiem Nicholasa Sparksa. Jego dzieła wielokrotnie zostały zekranizowane. Za jedną z nich – I Walk to Rememeber (w polskim tłumaczeniu Szkoła uczuć) odpowiada Adam Shankman. O miłości licealnej i zakazanej pod wieloma względami. Ona – córka pastora, cicha, spokojna, wrażliwa. On – szkolny łamacz serc i kości (dosłownie), gburowaty ignorant z kompleksem narcyza. Myślicie z pewnością: kolejna przesłodzona historia zakończona happy endem. No nie do końca. Na drodze uczucia Jamie i Landona na początku staje sama dziewczyna. Obiecaj, że się we mnie nie zakochasz. A później rozdziela ich coś znacznie gorszego. To naprawdę piękny film o spełnianiu marzeń i zrozumieniu, którego finał nie do końca brzmi: i żyli długo i szczęśliwie


5. Notting Hill (1999)

Julia Roberts – specjalistka od hollywoodzkich produkcji o miłości powróciła w duecie z brytyjskim łamaczem serc, jakim jest Hugh Grant. Po raz kolejny nie jest to jedna z historii, która zaskoczy Was sceną finałową, ale jest urocza i naprawdę zabawna. Gwiazdorska obsada w poprawnej konwencji. O kim jest ta historia? Rozwiedziony właściciel maleńkiej księgarni podróżniczej w Londynie spotyka wielką, amerykańską gwiazdę filmową. Czyli w zasadzie Roberts, grając Annę Scott, była sobą. Podczas próby ucieczki od świateł reflektorów, paparazzich i rządzącego wszystkim pieniądza wpada w objęcia romantycznego, ale nikomu nieznanego (o ironio!) Williama Thackera. To on dostrzega w aktorce tę normalną stronę, którą tak skrupulatnie ukrywa pod ciemnymi okularami. W tej banalnej, acz przyjemnej historyjce o miłości Rogera Michella, najbardziej humorystyczny akcent stanowi świetna rola drugoplanowa Rhysa Ifansa. I scena z majonezem.


4. Dirty Dancing (1987)

Możecie się śmiać, ale dla mnie to klasyka sama w sobie. Potrafię w głowie odtworzyć całą scenę do piosenki Time of my life (zdobyła ona Oscara i Złotego Globa). Legendarne role Patricka Swayze’go i Jennifer Grey, za które wielokrotnie otrzymali nominacje. Historia pięknej miłości, ale nie tylko dwojga ludzi. Tutaj miłość przybiera również maskę przyjaźni, rodzinnej troski, a także tej do muzyki i tańca. Kultowe sceny, kultowy finał stanowiący do dziś inspirację dla wielu artystów. To jest film, który daje nadzieję, nie tylko na znalezienie drugiej połówki. Chociaż uczucie łączące Baby i Johhny’ego przyniosło producentom dziesięciokrotne zyski. Przez wielu krytyków Dirty Dancing uważany jest za „typowy babski film” bez szczególnego polotu, ale moim zdaniem jego największym minusem jest polskie tłumaczenie tytułu. Wirujący seks nie brzmi już tak zachęcająco.


3. Holiday (2006)

Chyba jedyna propozycja, która jest komedią, a słowo „romantyczne” to tylko dodatek. Chociaż zdecydowanie miły dla oka, bo w rolach głównych zobaczymy Kate Winslet, Cameron Diaz, Jude’a Lawa i Jacka Blacka. To jedna z cieplejszych pozycji, do której lubię wracać nie tylko w zimowe wieczory. Kiedy jedne drzwi się zamykają, otwierają się drugie. I to właśnie stało się w życiu dwóch kobiet na różnych kontynentach. Postanawiają coś zmienić, a zmiana ta dotyczyć ma dosłownie wszystkiego. Domu, zajęcia, wanny i samochodu. Wspomniane wcześniej wrota otworzą Iris i Amandę z powrotem na miłość, także tę do samych siebie. Za reżyserię Holiday odpowiada Nancy Meyers, której w swoich wcześniejszych produkcjach (m.in. Czego pragną kobiety) zdarzało się marnować potencjał powierzonych jej historii. Tym razem sprawiła, że postrzegam ten film jako swoją słabość, i to nie tę, której się wstydzę. Jest bardzo niewymagający i przez dwie godziny pozwala wpatrywać się w ekran z uśmiechem na twarzy.


2. The Notebook (2004)

Najbardziej sztampowa propozycja tego zestawienia, ale za to jak kultowa. Dowód na to, że miłość nie zna granic – ani sytuacyjnych, ani czasowych. Dla Noah jest jedyną bronią w walce z chorobą Alzheimera żony Allie. Dzięki zapiskom w swoim pamiętniku stara się jej przypomnieć ich historię. Pełną przeciwności codzienność przełamywały romantyczne spacery, długie rozmowy i wielkie kłótnie. Nie brakowało tutaj bowiem nieszczęścia i cierpienia, które mogło dotknąć młodych ludzi pochodzących z zupełnie różnych światów. Osiem wygranych nagród Teen Choice dla Ryana Goslinga i Rachel McAdams uchodzących od kilkunastu lat za wzór ekranowej pary. Historia równie kiczowata, co wzruszająca. Ekranizacją książki wspomnianego wcześniej Nicholasa Sparksa zajął się Nick Cassavetes.


1. Call me by your name (2017)

To, że umieściłam ten film na pierwszym miejscu może Was zdziwić lub nawet oburzyć. Jesteśmy niestety przyzwyczajeni, że to, co romantyczne, powinno dziać się między kobietą a mężczyzną. Dla mnie jednak Call me by your name jest jedną z najpiękniejszych opowieści o miłości ostatnich lat. Ta adaptacja powieści Andre Acimana w reżyserii Luci Guadagnino jest cudowna nie tylko wizualnie. Z pewnością nie można nazwać jej komedią, a emocjonalny ładunek zawarty w tej ekranizacji w połączeniu z jej soundtrackiem jest bombą. Wibitna rola Armiego Hammera jako Oliviera i oscarowa nominacja w kategorii Najlepszy Aktor dla Timothee’go Chalameta, czyli Elio. Nagroda Akademii za Najlepszy scenariusz adoptowany.


Miejsce honorowe: Trylogia Briget Jones

Nie umieściłam w rankingu żadnego z filmów o przygodach uwielbianej przez cały świat Briget Jones, ponieważ zajęte byłyby od razu trzy pozycje. Drugim powodem jest uniwersalność całej trylogii. Jest jednocześnie po prostu komedią, ale też romantyczną. To film przewodni wszystkich nieszczęśliwie zakochanych i szczęśliwie wolnych. Na babski wieczór, ale również, z tego co słyszałam, nie gardzą nim zmuszeni do jego obejrzenia panowie. Trójkąt w konfiguracjach Rene Zellweger, Colin Firth i Hugh Grant/Patrick Dempsey sprawdzi się na każdą okazję. Mimo że dla mnie osobiście arcydziełem nie jest.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcie: YouTube