W trakcie rozbicia dzielnicowego Wrocław służył książętom śląskim jako główna siedziba. Uznaje się ten okres (pomimo jego wpływu na siłę i kształt Polski w całości) za utrzymanie tendencji rozwojowej miasta.

Początek XIII wieku to również budowa zamku w pobliżu Ostrowa Tumskiego (obecnie w tym miejscu stoi gmach Uniwersytetu Wrocławskiego). Z tego powodu wokół zaczęły powstawać także liczne podgrodzia, a co za tym idzie – życie całego miasta przeniosło się w okolice współczesnego rynku. Powszechnie uważa się, że pierwsze nadanie praw miejskich Wrocławiowi  miało miejsce przed rządami Henryka Brodatego. Świadczy o tym chociażby lista urzędników miejskich, datowana na rok 1214. Niestety żaden z aktów lokacyjnych nie przetrwał, dlatego do dziś można snuć domysły, że skoro Wrocław był już na długo przed 1214 r. największym miastem na Śląsku o dużym znaczeniu religijnym i strategicznym, to prawa miejskie mogły być nadane o wiele wcześniej. Ostrów Tumski wraz z czasem przechodził w ręce kościelne.

Wiek XIII to jednak przede wszystkim budowa kościoła świętego Idziego. Po pierwsze jest najstarszym w pełni zachowanym budynkiem Wrocławia. Po drugie najstarszym nadal funkcjonującym kościołem w całym mieście. Po trzecie jest świetnie zachowanym przykładem architektury późnoromańskiej. Jednak najważniejsze dopiero przed nami. Otóż z tym małym kościołem wiąże się pewna legenda, a dokładniej legenda o Bramie Kluskowej.

Dawno temu, we wsi Zielony Dąb (obecnie wcielonej do Wrocławia jako osiedle Dąbie) mieszkał sobie chłop Konrad z żoną swą Agnieszką. Słynęła ona w całej okolicy ze swoich wybitnych wręcz klusek śląskich. Konrada jednak los nie oszczędzał, gdyż podczas epidemii dżumy Agnieszka pożegnała ten łez padół. Chłopowi szybko głód zajrzał głęboko w oczy i to tak, że przymierał już głodem. Konrad postanowił wybrać się zatem do Wrocławia, gdzie pod kościołem św. Idziego zasnął. Przyśniła mu się wtedy Agnieszka i obiecała podarować magiczny kociołek, który co wieczór miał napełniać się kluskami. Było jednak jedno „ale”. Konrad musiał w nim zawsze zostawić jedną kluskę. Jego zaskoczenia opisywać chyba nie muszę. Chłop wziął się zatem za jedzenie, za nic mając zalecenia żony.

Ostatnia kluska z kociołka jednak nie chciała zostać zjedzona. W magiczny sposób wymykała się Konradowi i uciekała. Chłopina nie dawał za wygraną i gonił kluskę, ta jednak wskoczyła na arkadę bramy przy kościele i zamieniła się w kamień.

Legenda, jak to legenda, zawsze podpierana jest jakimś ziarnem prawdy, ale przede wszystkim pełni rolę dydaktyczną, serwując pewien morał. Z tą jednak jest problem. No bo chodzi finalnie o to, by nie być zachłannym, czy może o to by… częściej słuchać się kobiet?

Autor: Patryk Rudnicki

Zdjęcie: wikipedia.org