Wrocławianie pokazali jak, że świetnie się przygotowali na mecz z trzecią drużyną ligi. Niestety, moment słabości i sytuacja uległa drastycznej zmianie.

Obie drużyny potrzebowały momentu, aby wejść w spotkanie. Jednak to MCKiS Jaworzno lepiej rozczytało przeciwnika i wyszli na szybkie prowadzenie. W trzeciej drużynie ligi przewodził Bartosz Kowalczyk. Jego ataki ze skrzydła przynosiły punkty gościom. Po drugiej stronie siatki znakomicie spisywał się Łukasz Lubaczewski. Dzięki jego kontrybucji to KFC Gwardia Wrocław przejęła inicjatywę spotkania. Goście zaczęli popełniać elementarne błędy – leżała wystawa piłki. Świetną zmianę na środku siatki dał Błażej Szymeczko. Popisał się on paroma potężnymi gwoździami. Jaworzanie przestali sobie radzić również z przyjęciem, przez co przewaga Gwardii rosła. Wrocławianie zdominowali rywala w pierwszej partii.

Gwardia przyłożyła się do rozgrywania przesuniętych krótkich. Najczęściej akcję z takich piłek kończył kapitan Arkadiusz Olczyk, co przynosiło dobre rezultaty. Po drugiej stronie świetnie spisywał się Jakub Grzegolec, który przejął kontrolę na lewym skrzydle. Gwardia ponownie jak w pierwszym secie wyszła na znaczące prowadzenie w połowie seta. Wrocławianie rozgrywali bardzo miłe dla oka spotkanie i ciężko kogoś wyróżnić – w ich grze nie brakowało niczego. Wystawa Jakuba Nowosielskiego, która była niemal bezbłędna zawsze znajdowała adresata – najczęściej byli to Olczyk, Lubaczewski czy też Marcel Gromadowski. Goście zdecydowanie przybici przebiegiem spotkania nie mogli odnaleźć sposobu na rywala. Swoją cegiełkę do sukcesu dołożył również Krzysztof Gibek.

Gwardia wyglądała imponująco. Wszystko wskazywało na to, że zwycięstwo do zera będzie czystą formalnością. Tak jednak nie było. Już od początku dobrze pokazał się Karol Borończyk, który z przytupem rozpoczął partię. W odróżnieniu do dwóch poprzednich setów, gra znacząco przechyliła się na stronę przyjezdnych. Najlepiej punktujący MCKiS Paweł Żeliński pozwolił uciec na cztery punkty i to wrocławianie walczyli o nadrobienie strat. Goście złapali wiatr w żagle uciekając na siedem punktów, a Gwardia po raz pierwszy w spotkaniu wyglądała bezradnie. Trener Krzysztof Janczak postanowił wpuścić na boisko Jędrzeja Maćkowiaka, Kacpra Wnuka i Mateusza Paszkowskiego. Na początku nie wnieśli oni wiele, jednak niedługo potem nastąpiło przełamanie. Znacząco poprawił się blok, a Lubaczewski przypomniał sobie o słabych punktach gości. To pozwoliło złapać kontakt z rywalem przed końcem seta. Mimo to Jaworzanie dowieźli przewagę do końca i zwyciężyli seta.

Na parkiecie Gwardii pozostali Wnuk i Paszkowiak, którzy zagrali przyzwoitą końcówkę. MCKiS Jaworzno szybko jednak zdobyło prowadzenie i kontrolowało przebieg gry. Ataki z szóstej strefy spędzały sen z powiek siatkarzom z Wrocławia. Świetnie spisywał się również przyjmujący Kamil Dębski. Do każdego bloku Gwardia skakała za wcześnie, a goście to wykorzystywali. Ponownie o sobie dał znać Lubaczewski, który był głównym źródłem punktów gospodarzy w tej części gry. M.in. to dzięki niemu w połowie seta Gwardia wyszła na prowadzenie. Jak się później okazało, tylko chwilowe – siatkarze z Jaworzna ponownie wyszli odzyskali przewagę. Tym razem to skrzydła okazały się skuteczną bronią gości. Gwardziści podobnie jak w poprzednim secie poprawili blok i złapali kontakt. Duża zasługę można przypisać Marcelowi Gromadowskiemu, który oprócz gry na bloku potrafił mocno zaatakować. To jednak było za mało na zwycięstwo.

MCKiS szybko pokazało, że zależy im na zwycięstwie w tie-breaku. Przede wszystkim świetnie funkcjonował blok – nikt nie mógł się przez niego przebić. U siatkarzy Gwardii widać było oszołomienie całą sytuacją. Po drugiej stronie szalał Karol Borończyk, który pomógł wypracować swobodną przewagę. W bloku natomiast wyróżniał się Konrad Stajer. Po świetnym początku meczu ciężko wyróżnić kogokolwiek u gospodarzy w tym secie. Goście w świetnym stylu powrócili po dwóch pierwszych partiach i dowieźli zwycięstwo do końca.

„Myślę, że zabrakło koncentracji. Te dwa pierwsze sety wygraliśmy mocno przekonująco i w nasze szeregi wkradła się zbyt duża pewność. Trzeba oddać MCKiS, że złapali wiatr w żagle w dobrym momencie.” – powiedział po spotkaniu trener Krzysztof Janczak.

Następny mecz Gwardia rozegra 21 grudnia. Rywalem Wrocławian będzie SMS PZPS Spała. Będzie to ostatni mecz w tym roku.


KFC Gwardia Wrocław – MCKiS Jaworzno 2:3 ( 25:16, 25:17, 22:25, 22:25, 8:15)

Gwardia: Mihułka, Szymeczko, Wnuk, Lubaczewski, Sternik, Paszkowski, Nowosielski, Olczyk, Gromadowski, Kaźmierczak, Maćkowiak, Gibek

MCKiS: Stajer, Borończyk, Błasiak, Grzegolec, Dębski, Zieliński, Pizuński, Wojtaszkiewicz, Żeliński, Kowalczyk, Pietras, Magnuszewski, Ledwoń


Autor: Filip Skiba
Zdjęcia: KFC Gwardia Wrocław