Savoir vivre to coś, co każdy z nas powinien znać nie tylko od święta. Dlatego od 2016 roku 3 czerwca świętujemy ten dzień. Przekornie chcemy pokazać nie tyle zasady, co chaos, jaki może wprowadzić źle przeprowadzone „dobre wychowanie”. I nie chodzi tutaj o sytuacje z dziećmi, które rzucają się na podłogę i krzyczą. O nie. Marta Ziółkowska opowie o tym, co się stało, kiedy „Jak wychować damę” trafiło w jej małe, dziecięce paluszki i jakie piekło urządziła babci, która odważyła się podjąć próbę.

W pierwszej chwili miałam zamiar napisać o najważniejszych zasadach dobrego wychowania, ale finalnie postanowiłam podejść do tematu wcieleniowo i opisać najbardziej znienawidzone przeze mnie zasady współżycia społecznego. Żeby jednak nie wchodzić jakoś specjalne w moje dzisiejsze poglądy – opiszę raczej to, czego nie mogłam znieść jako dziecko w wieku około ośmiu, dziewięciu lat.

Książka, która została nemezis dosłownie wszystkich –  „Jak wychować damę”

Pamiętam, jak dzisiaj, dzień, kiedy babcia przytargała do domu tę paskudną różowawą książkę. Do dziś wzdrygam się na sam myśl o tym tytule. „Jak wychować damę, czyli przewodnik ogłady na nieokrzesane lata waszej córki”. Sam tytuł przyprawia mnie o ciarki. Szczególnie, że babcia zmusiła mnie, żebym przeczytała całość jeszcze tego samego dnia… Chociaż na jej obronę muszę dodać, że rzeczywiście strasznie się wtedy nudziłam. Wracając jednak do samego „poradnika” to wcale nie był taki zły. Problem w tym, że nie był dla dzieci, tylko dla rodziców. Wprowadzał dla nich kilka „złotych zasad”, z którymi już wtedy, jako dziecko w większości się zgadzałam… i w tym problem. Bo zaczęłam wykorzystywać je przeciwko mojej babci. Tak, dobrze czytacie. „Jak wychować damę” to książka, która wprowadziła chaos do naszego domostwa i babcia nie umiała się go pozbyć nawet po skonfiskowaniu mi książki. Dlatego też spośród 26 złotych zasad wybrałam te, które notorycznie wykorzystywałam przeciwko niej.

Nie skąpcie ludziom komplementów, bądźcie powściągliwi w krytykowaniu

Słyszysz babciu? Przestań mnie krytykować! Bo inaczej nie będziesz damą!

Słuchajcie tego, co mówi do was dziecko, nawet jeśli już to słyszeliście

Masz mnie słuchać, wiesz? A ja nie potrzebuję kolejnej książki o dobrym wychowaniu. Co mnie obchodzi, jak używać tych wszystkich widelców? Mam jeden i mi wystarczy!

Nie wymierzajcie dziecku kary w obecności osób postronnych

Nie możesz dać mi kary! Ciocia patrzy!

Nie traćcie nad sobą panowania

Babciu nie złość się tak, tutaj piszą, że nie wolno.

Przyznawajcie się do popełnionego błędu, przepraszajcie, kiedy trzeba

No i co? Powieeesz mi coś?

Dawajcie dziecku do zrozumienia, kiedy kończy się dyskusja i zapada decyzja

A to jest głupie. Skoro mają mnie słuchać to nie mogą podejmować decyzji za mnie!

Nie narzucajcie innym swojego punktu widzenia i szanujcie odrębność czyichś poglądów

Słyszysz? Musisz uszanować, że nie potrzebuję książek do savoir vivru! Już mówię wszystkim dzień dobry!

Książka, która definitywnie nie była mi potrzebna (wg małej mnie)

Pozwólcie ludziom nie zgadzać się z wami

Widzisz? Nie tylko ja tak uważam!

Przyznawajcie rację, jeśli się to komuś należy

No dalej! Przecież wiesz, że mam rację!

Przegraną przyjmujcie z wdziękiem, a zwycięstwo ze skromnością

Babciu dajesz mi zły przykład.

Dawajcie więcej, niż was poproszono

A to „gupie” jest. Jak ja chcę pięć czekoladek to nie potrzebuję dziesięciu. Porzygam się po dziesięciu.

Nie bierzcie więcej, niż potrzebujecie

No ale jak ktoś mi wciśnie? Bo ma mi dać więcej, niż proszę?

To tylko kilka przykładów z tego, co może się stać, jeśli książka do wychowania dzieci trafi w niepowołane ręce. Moja mama kiedyś miała tego pecha, że dorwałam się do jej poradnika „I ty możesz mieć super dziecko”. Od tamtego dnia nie skorzystała z niego chyba nawet razu. Wniosek? Byłam małym potworem, a nie córką. Czy to źle? Chyba nie… jakoś się wychowałam. I nadal mówię wszystkim „dzień dobry”. Nawet jeśli widzę ich szósty raz w ciągu dnia.


Autorka: Marta Ziółkowska
Źródło zdjęć: Instagram