Miło było panią poznać – Mery Spolsky zagrała w Starej Piwnicy. To był energetyczny, pozytywny i szalony koncert.

Mery Spolsky, a właściwie Maria Żak, to polska piosenkarka, gitarzystka, producentka muzyczna, a także projektantka ubrań. Początkowo grała w zespole rockowym Normal Polish Butterfly, tworzyła także duet Różowe Okulary razem z Kubą Bąkałą. Jako Mery Spolsky działa od 2014 roku. Jej debiutancki singiel Miło było pana poznać ukazał się w czerwcu 2017 roku. Utwór został Przebojem Roku w plebiscycie Radia Kampus Same Sztosy 2017.

Liczyły się pasky i Salvador

Mery zawitała do Starej Piwnicy o godz. 20:30. Energicznie i z uśmiechem na ustach wbiegła na scenę, rozpoczynając koncert piosenką Alarm. Przez większość czasu na scenie towarzyszył jej Grzegorz Stańczyk, czyli No Echoes, który grał wraz z Mery kilka utworów. Artystka jednak zagrała parę utworów sama na gitarze. Usłyszeć można było najpopularniejsze piosenki jak Liczydło, Sukienka w Pasky, Niema Mery czy Salvador Spolsky. Fani śpiewali każdą piosenkę. Mery była zszokowana i wzruszona, że ludzie znają na pamięć każdy utwór. Po piosence Wrzesień powiedział: Wrocławiu, muszę przyznać, nie zrobiliście mnie w konia. Choć koncert był dosyć kameralny, to i tak cała Stara Piwnica tańczyła i śpiewała, niczym na koncercie Beyonce. Pozytywna energie udzieliła się każdemu. Po każdej piosence Mery rozmawiała chwilę z fanami, dziękując za to, że są, że ubrali się w pasy i, że śpiewają razem z nią. Nie obyło się także bez typowych zwrotów, których używa jak: Auu! czy Senk Ju Very Much!

Nie było ups

Nie zabrakło oczywiście najpopularniejszego utworu Miło było pana poznać. Niespodzianką było to, że piosenkarka zaśpiewała go dwukrotnie w różnych aranżacjach. Zaskoczeniem było również wykonanie najnowszego utworu Ups, który nie miał jeszcze swojej oficjalnej premiery. Mimo że fani nie znali piosenki wcześniej to i tak po krótkim czasie powtarzali za Mery refren, tańcząc i bawiąc się. Energia piosenkarki jest rzeczywiście zaraźliwa.

Czerwona Mery

Po koncercie był czas, żeby porozmawiać z artystką, zrobić sobie zdjęcie, a także zakupić coś ze stoiska Szafa Mery Spolsky. Do wyboru były płyty oraz ubrania, które nawiązują do stylu artystki. Sama piosenkarka podczas koncertu miała na sobie futerko i poszarpaną sukienkę w jej ulubionym kolorze – czerwonym. Zresztą cała scena była utrzymana w czerwonych barwach, a na ekranie wyświetlane były grafiki, związane z piosenkami Mery Spolsky.

Mery Spolsky wnosi pozytywną energię. Ma niesamowity kontakt z fanami i widać, że przeżywa i wczuwa się w każdy koncert. Choć nie było ogromnej publiczności, tancerzy czy dużego zespołu, to i tak wszystko było dokładnie przygotowane, a śpiew na żywo był rewelacyjny.


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcia: instagram, youtube