Jeśli ich spotkamy, to niech Bóg ma ich w opiece – mówi Sasha Djordjevic, trener reprezentacji Serbii. Nikt nie wierzy w pokonanie Stanów Zjednoczonych równie mocno co jego zespół. Nikt nie ma do tego tak potężnych argumentów.

Mimo braku pozornie najważniejszych graczy, Stany Zjednoczone wciąż pozostają zdecydowanym faworytem do złota mistrzostw świata. Nie bez podstawy ostatni raz amerykańscy koszykarze doznali smaku porażki na dużej impresie trzynaście lat temu. Prowadzona przez Teodorosa Papalukasa  Grecja, sensacyjnie pokonała giganta zza oceanu 101:95. Teraz tego samego dokonać chce kraj, który liczy sobie nieco ponad 7 milionów mieszkańców.

Zapomnieć o historii

Serbia mierzyła się z USA już podczas dwóch ostatnich dużych imprez

Serbowie to aktualnie wicemistrzowie świata oraz olimpijscy. W finałach obu imprez musieli uznać wyższość właśnie Amerykanów. Nie były to łatwe do przełknięcia porażki, w których o zwycięstwie zdecydowały ostatnie minuty. Na Igrzyskach Stany triumfowały 96:66, rok wcześniej – 129:92. Zupełnie inaczej było podczas fazy grupowej w Rio, kiedy Serbom do remisu zabrakło zaledwie trzech oczek (94:91). W meczach o większej stawce, kiedy wahały się losy złotego medalu, Amerykanie nie pozostawiali jednak żadnych wątpliwości.

Czas działa na korzyść Europy. Jeszcze cztery lata na zakończeniu sezonu 2015/2016 w NBA, w najlepszych piątkach ligi nie znalazł się żaden obcokrajowiec. Teraz było ich aż czterech. Grek –  Giannis Antetokounmpo, Serb – Nikola Jokic, Kameruńczyk – Joel Embiid oraz Francuz – Rudy Gobert. Reszta świata powoli dogania koszykarskich bogów? W pewnym stopniu tak, ale duże znaczenie ma też to, że Amerykanie coraz bardziej doceniają zagranicznych graczy i nie skupiają swojego scoutingu tylko na jednej części globu.

Nikomu nie jest do śmiechu

Nikola Jokic został wybrany do najlepszej piątki sezonu 2018/2019 w NBA

W Chinach Serbowie będą musieli poradzić sobie bez Milosa Teodosica. Dotychczasowo pierwszy rozgrywający reprezentacji i wieloletnia gwiazda Euroligi, opuści mistrzostwa ze względu na kontuzję stopy. Tym samym ciężar obowiązków spadnie na barki Bogdana Bogdanovica. Obrońca Sacramento Kings odpowiedzialny będzie nie tylko za zdobywanie punktów, ale też bycie głównym playmakerem zespołu.

Największe nadzieję europejczycy pokładają w prawdziwej gwieździe. Środkowy Denver Nuggets – Jokic uchodzi obecnie za jednego z dziesięciu najlepszych koszykarzy na świecie. Wybitny przegląd pola, koszykarska inteligencja w każdym polu, umiejętność dryblingu, praca stóp. Mówi się o nim w samych superlatywach, a przecież w lutym skończył dopiero 24 lata i z biegiem czasu powinien być coraz lepszy.

W swojej armii, trener Djordjevic posiada też podstawowego skrzydłowego Kings – Nemanje Bjelice, oraz najwyższego zawodnika NBA – Bobana Marjanovica. Jest też Marko Guduric, który pod koniec lipca podpisał kontrakt z Memphis Grizzlies i swoich sił w najlepszej lidze świata będzie miał okazję dopiero okazję spróbować. Do imponującej już grupy, doliczyć należy graczy, na co dzień występujących w Eurolidze.

Iskra nadziei

Serbowie są mocni, a Amerykanie słabsi niż nigdy. Niemniej, kadrowo wciąż nie ma mowy o porównaniach. Na papierze Stany mają zdecydowaną przewagę – nawet mimo braku gracza na poziomie Jokica. Różnica objawia się przede wszystkim w atletyce. Amerykanie są szybsi, skoczniejsi, lepsi w obronie. To żadna tajemnica. Gdybyśmy przenieśli tą rywalizację do realiów fazy play-off – triumfator byłby jasny. Na mistrzostwach świata mówimy jednak o pojedynczym meczu, czterdziestu minutach koszykówki. Dla samego powiewu świeżości oraz złamania hegemonii jednostki, warto wierzyć w szansę Serbów.


Autor: Kacper Marciniak
Zdjęcie: Instagram